"Dostałem przedsądowe wezwanie do zapłaty 550 zł za udostępnienie filmu 'Czarny Czwartek'" – takich komentarzy na forach internetowych jest wiele
"Dostałem przedsądowe wezwanie do zapłaty 550 zł za udostępnienie filmu 'Czarny Czwartek'" – takich komentarzy na forach internetowych jest wiele Fot. skan dokumentu / plakat filmu

Kilkaset osób dostało od warszawskiej kancelarii adwokackiej przedsądowe wezwania do zapłaty 550 zł w związku z udostępnieniem na torrentach filmu "Czarny czwartek". Internauci na forach dyskutują, płacić czy nie, i stawiają kolejne znaki zapytania w tej tajemniczej sprawie. Nam udało się ustalić, jak wyglądają jej szczegóły. Otóż polski producent filmu podpisał umowę z niemiecką firmą specjalizującą się w "ściganiu" korzystających z torrentów internautów, a ta za pośrednictwem kancelarii z Warszawy zgłosiła sprawę do prokuratury. Teraz, zupełnie legalnie, domaga się pieniędzy w ramach przedsądowej ugody.

REKLAMA
Afera wokół filmu "Czarny czwartek" ujrzała światło dzienne, kiedy na forumprawne.org zaczęli zgłaszać się kolejni internauci, którzy dostali ostatnio identycznie brzmiące pisma - "przedsądowe wezwania do zapłaty w związku z podejrzeniem popełnienia przestępstwa". Chodzi o to, że nielegalnie udostępnili za pośrednictwem programu uTorrent plik ze wspomnianym filmem. Teraz kancelaria adwokacka, z Warszawy proponuje, by w ramach ugody w ciągu siedmiu dni od otrzymania pisma dobrowolnie zapłacili po 550 zł. Jeśli tego nie zrobią, sprawa skończy się w sądzie.
logo
Takie pismo dostało kilkaset osób

Na forum pojawiło się wiele komentarzy zdezorientowanych internautów. Część z nich deklaruje, że nie zamierza płacić, bo to wszystko wygląda na próbę oszustwa. Większość pyta, jak to możliwe, że jakaś kancelaria dotarła do ich adresów, skoro operator internetowy dane osobowe może udostępnić jedynie na wniosek prokuratury. W odpowiedzi na te wątpliwości sprawdziliśmy, jak w szczegółach wygląda ta sprawa.
Skąd dane internautów? Z prokuratury
Pierwszy fakt jest taki, że przed Prokuraturą Rejonową w Pruszkowie rzeczywiście toczy się postępowanie. Nie przeciwko komuś, ale "w sprawie". Drugi, że kancelaria adwokacka weszła w posiadanie adresów internautów legalnie. – To prokuratura wystąpiła do dostawców internetu o udostępnienie danych osób związanych z konkretnym adresem IP. To dotyczy kilkuset osób i wciąż jeszcze otrzymujemy kolejne dane. Jako że kancelaria reprezentuje pokrzywdzonego w tej sprawie, ma pełny wgląd w akta, więc stąd ma też adresy internautów. My w to nie ingerujemy, bo kancelaria takie czynności odszkodowawcze oczywiście może prowadzić – mówi w rozmowie z naTemat prokurator Piotr Romaniuk.
Jak podkreśla, jeśli internauci nie zapłacą kwoty wymienionej w piśmie, mogą spotkać się z surowymi konsekwencjami. – Mogę się domyślać, że kancelaria skieruje pozwy do sądu przeciwko tym osobom. Rezultat będzie taki, że kwota do zapłaty będzie znacznie większa, więc pewnie lepiej płacić teraz – dodaje.
Niemiecki pokrzywdzony
Kolejny ciekawy wątek dotyczy pokrzywdzonego, na którego zlecenie działa adwokat ze stolicy. To niemiecka firma baseprotect, która, jak czytamy na jej stronie internetowej, "stworzyła system, który precyzyjnie i efektywnie protokołuje, weryfikując dowody przestępstw popełnionych w internecie" oraz "współpracuje z kancelariami adwokackimi działając na korzyść artystów wykonawców i właścicieli praw autorskich, skutecznie chroniąc produkty znanych firm z branży muzycznej, filmowej oraz gier komputerowych".
W Polsce nie jest jeszcze znana, ale za naszą zachodnią granicą, jak najbardziej. Prokurator Romaniuk: – Ta firma realizowała tego typu praktykę w stosunku do innych filmów, tyle że na terytorium Niemiec. Chodziło o to samo działanie: udostępnianie filmu. Zaznaczam, że samo ściągnięcie jeszcze nie jest przestępstwem.
Na zlecenie producenta
Dlaczego to baseprotect jest pokrzywdzonym w zakresie nielegalnego rozpowszechniania "Czarnego Czwartku"? To wyjaśnia się, kiedy dzwonię do producenta filmu, firmy Nordfilm z Gdyni. – Niemiecka firma nie odkupiła praw autorskich. To ja podpisałem z nią umowę, a ona na jej podstawie dochodzi roszczeń z tytułu nielegalnego udostępniania filmu. Upoważniłem ją więc, by działała w moim imieniu. Sami się do mnie zgłosili z taką ofertą jakieś dwa lata temu - informuje Kazimierz Beer, właściciel Nordfilm.
W rozmowie ujawnia nawet, jak wygląda podział wpływów związanych ze ściganiem internautów. – 50 proc. zabierają zwykle kancelarie adwokackie. 25 proc. bierze baseprotect, a kolejne 25 proc. producent. Dla mnie sprawa jest ewidentna. To była kradzież własności intelektualnych, więc niech te osoby płacą. W Niemczech nikt się nie buntuje, kiedy dostaje wezwanie do zapłaty – przekonuje.
Wygląda więc na to, że zainteresowani internauci, którzy pobrali film "Czarny czwartek", a potem nieświadomie go udostępnili, nie mają pola manewru. Jak wynika z wypowiedzi prokuratora, odmawiając ugody narażają się na jeszcze większe koszty. Całą sprawę trzeba zaś potraktować jako przestrogę. Jak dowodzi historia baseprotect, tego typu przestępstwa nie pozostają już bezkarne.