
Jerzy K. leżał nieprzytomny w klinice. Gdy pojawiło się zagrożenie dla jego życia, pielęgniarki wezwały kapelana, by ten dokonał ostatniego namaszczenia. Pacjent (ateista) ostatecznie przeżył, podał szpital do sądu i żąda odszkodowania. Ale czy jako niewierzący ma prawo oburzać się na coś, co nie zrobiło mu żadnej krzywdy? – Ten człowiek musiał być bardzo obrażony na Kościół albo Boga – ocenia Tomasz Terlikowski.
Ale ateista przecież nie wierzy w istnienie Boga, więc sam fakt, że ktoś "pomazał go olejami", nie powinien mieć dla niego znaczenia, dopóki nikomu nie dzieje się z tego powodu krzywda. Z drugiej strony, każdy z nas przecież ma prawo do oburzenia na różne rzeczy. Jak to więc z tymi ateistami jest?
Zdaniem prawicowego dziennikarza, niewiernym taka sytuacja nie powinna przeszkadzać, skoro nie wierzą w żadne jej znaczenie. – To brak logiki i konsekwencji w myśleniu. Przypomnę, że mufti islamski, który wypowiadał się w "Rzeczpospolitej", stwierdził, że swoim wiernym nie radziłby się sądzić w takiej sprawie, bo uznałby, że ksiądz działał w dobrej wierze. Mi by nie przeszkadzało, gdyby ktoś z wyznawców Latającego Potwora Spaghetti chciał mnie w szpitalu namaścić sosem bolognese. Bo ja w niego naprawdę nie wierzę – wyjaśnia Terlikowski.
Jeśli ten człowiek jest ateistą, to chyba nie powinien przywiązywać wagi do tego czy ksiądz czy może jakiś szaman odprawia nad nim modły, bo i tak nie wierzy w ich skuteczność - nie pomogą i nie zaszkodzą. Sądy niższej instancji dobrze oceniły sytuację, natomiast kompletnie nie rozumiem dlaczego sędziowie z Sądu Najwyższego chcą zająć się tą sprawą... czyżby aż tak się nudzili? CZYTAJ WIĘCEJ
Wielu internautów wskazywało też, że obecność kapelanów i ostatnie namaszczenie to norma w polskich szpitalach, a pacjent mógł zaznaczyć, że nie życzy sobie uczestniczenia w religijnych obrzędach. Na to jednak też znaleziono odpowiedź:
To, że religia była ważna przez tysiące lat, nie oznacza, że ma się dalej wpierniczać z butami w ludzkie życia i wybory. To, że ludzie są leniwi w żaden sposób nie tłumaczy religii i religiantów wszelkich maści z prób zawłaszczania sobie przestrzeni publicznej, przywilejów i w ogóle czegokolwiek.
Kapelani precz!
Podobnie uważa Piotr Szumlewicz, redaktor portalu lewica.pl. Zdaniem naszego rozmówcy należałoby odwrócić sytuację. Dziś bowiem jest tak, że jak ktoś nie chce mieć ostatniego namaszczenia, to musi o tym uprzedzić personel szpitala. – Pożądane byłoby, żeby kapelana w ogóle nie było w szpitalu, a gdyby ktoś chciał ostatniego namaszczenia, to składałby odpowiednią deklarację i przychodziłby ksiądz w sytuacji zagrożenia życia tej osoby – wyjaśnia Szumlewicz.
Służba zdrowia jest państwowa, więc powinna być świecka. Oczywiście, jeśli ktoś zaprosi księdza jako odwiedzającego i zechce odprawiania nad sobą obrzędów, ma pełne prawo to zrobić. Jednak samowolka powinna być karana - dla zasady, nie dla odszkodowania, bo takowe najlepiej przeznaczyć na cel charytatywny. Może jeszcze księdzu wyznaczyć kilka prac społecznych, ale takich, uniemożliwiających indoktrynację.
Arogancja Kościoła
Szumlewicz dodaje, że niezależnie od tego, czy kapelan sam z siebie dokonał namaszczenia, czy na prośbę pielęgniarek, w obu przypadkach jest to po prostu niewłaściwe. – Z góry założył, że to katolik. To pokazuje arogancję Kościoła nawet w takich drobnych sprawach. Kościół wciąż nie może się pogodzić z tym, że polskie społeczeństwo nie jest jednolite religijnie – mówi.
Tym kapelanem powinni się też zająć jego przełożeni z kurii, bo sakramenty namaszczenia chorych (podobnie jak pokuty, czy eucharystii) należy udzielać tylko katolikom, a w wyjątkowych wypadkach niekatolikom, ale tylko takim, którzy wierzą w moc tego sakramentu (np. prawosławnym, anglikanom) W tym wypadku te warunki nie byłyu spełnione, więc ksiądz się dopuścił świętokradztwa.
Piotr Szumlewicz zgadza się z wyrokiem Sądu Najwyższego, który uznał, że namaszczenie "naruszyło swobodę sumienia". – Bez mojej zgody i wiedzy nikt nie powinien poddawać mnie żadnym rytuałom. Ze strony Kościoła to brak szacunku dla ludzi, ale na taki skandal przyzwoliło państwo – zaznacza nasz rozmówca.
Filozof i publicysta prof. Marcin Król w tej sytuacji nie widzi jednak, by było się na co oburzać. – To robienie z igły widły. Sytuacja jest banalna: człowiek umierał, namaszczenia udziela się, bo większość ludzi w Polsce jest wierzących i tyle. Jak ten pan nie chciał, by go namaszczano, mógł o tym powiedzieć, póki był przytomny – wskazuje prof. Król.

