
Jerzy K. leżał nieprzytomny w klinice. Gdy pojawiło się zagrożenie dla jego życia, pielęgniarki wezwały kapelana, by ten dokonał ostatniego namaszczenia. Pacjent (ateista) ostatecznie przeżył, podał szpital do sądu i żąda odszkodowania. Ale czy jako niewierzący ma prawo oburzać się na coś, co nie zrobiło mu żadnej krzywdy? – Ten człowiek musiał być bardzo obrażony na Kościół albo Boga – ocenia Tomasz Terlikowski.
Sądy niższej instancji odrzucały pozew Jerzego K. Dopiero Sąd Najwyższy zajął się tą sprawą i stwierdził w swoim wyroku, że faktycznie dokonując ostatniego namaszczenia na ateiście, bez jego wiedzy i zgody, naruszono jego swobodę sumienia. K. argumentuje, że ksiądz, który dokonał namaszczenia, nawet nie sprawdził, czy pacjent jest chrześcijaninem.
Teraz o ewentualnym odszkodowaniu zadecyduje sąd apelacyjny, do którego ponownie skierowano sprawę. Internauci jednak w całej sprawie znaleźli inny wątek: czy ateista, jeśli nie stała mu się krzywda, powinien się oburzać na taką sytuację. Sprawa jest dużo jaśniejsza w przypadku osób wierzących. Jeśli wydarzy się coś, co jest wbrew ich religii (niezależnie od nich) to jest naruszeniem ich uczuć religijnych.
Czym przejmuje się ateista Ale ateista przecież nie wierzy w istnienie Boga, więc sam fakt, że ktoś "pomazał go olejami", nie powinien mieć dla niego znaczenia, dopóki nikomu nie dzieje się z tego powodu krzywda. Z drugiej strony, każdy z nas przecież ma prawo do oburzenia na różne rzeczy. Jak to więc z tymi ateistami jest?
– Odwołam się tu do słów Szymona Hołowni: to bardzo wierzący niewierzący – ironizuje Tomasz Terlikowski. Po czym zupełnie poważnie już dodaje: – To potwierdza, że prawie nie ma ludzi niewierzących. Ateiści tacy jak ten człowiek wierzą, że albo Boga nie ma, albo że Bóg chce ich bardzo skrzywdzić. Ktoś naprawdę niewierzący nie oburzałby się na pomazanie jakimiś tam olejami – przekonuje Terlikowski. Jego zdaniem ten człowiek musiał być bardzo obrażony na Kościół albo Boga.
Albo wierzysz albo nie wierzysz? Zdaniem prawicowego dziennikarza, niewiernym taka sytuacja nie powinna przeszkadzać, skoro nie wierzą w żadne jej znaczenie. – To brak logiki i konsekwencji w myśleniu. Przypomnę, że mufti islamski, który wypowiadał się w "Rzeczpospolitej", stwierdził, że swoim wiernym nie radziłby się sądzić w takiej sprawie, bo uznałby, że ksiądz działał w dobrej wierze. Mi by nie przeszkadzało, gdyby ktoś z wyznawców Latającego Potwora Spaghetti chciał mnie w szpitalu namaścić sosem bolognese. Bo ja w niego naprawdę nie wierzę – wyjaśnia Terlikowski.
Paul
Wielu internautów wskazywało też, że obecność kapelanów i ostatnie namaszczenie to norma w polskich szpitalach, a pacjent mógł zaznaczyć, że nie życzy sobie uczestniczenia w religijnych obrzędach. Na to jednak też znaleziono odpowiedź:
Adam
Kapelani precz! Podobnie uważa Piotr Szumlewicz, redaktor portalu lewica.pl. Zdaniem naszego rozmówcy należałoby odwrócić sytuację. Dziś bowiem jest tak, że jak ktoś nie chce mieć ostatniego namaszczenia, to musi o tym uprzedzić personel szpitala. – Pożądane byłoby, żeby kapelana w ogóle nie było w szpitalu, a gdyby ktoś chciał ostatniego namaszczenia, to składałby odpowiednią deklarację i przychodziłby ksiądz w sytuacji zagrożenia życia tej osoby – wyjaśnia Szumlewicz.
– Dla mnie to jest oburzające, że bez wiedzy i zgody tego człowieka poddano go religijnemu rytuałowi, bez sprawdzenia nawet, czy jest wierzący – mówi nam Piotr Szumlewicz, redaktor portalu lewica.pl i kwartalnika "Bez Dogmatu". – To naruszyło jego autonomię i ma prawo być oburzony. Tyle tylko, że powinien się skarżyć nie Kościołowi, ale przede wszystkim władzom państwa, że do tego dopuszczają. To pokazuje chore relacje państwa z Kościołem – podkreśla nasz rozmówca, który zaznacza, że nie rozumie, dlaczego duchowni określonego wyznania są zatrudnieni w szpitalach.
Odbiór Intencjonalny?Odbiór krytyczny?
Arogancja Kościoła Szumlewicz dodaje, że niezależnie od tego, czy kapelan sam z siebie dokonał namaszczenia, czy na prośbę pielęgniarek, w obu przypadkach jest to po prostu niewłaściwe. – Z góry założył, że to katolik. To pokazuje arogancję Kościoła nawet w takich drobnych sprawach. Kościół wciąż nie może się pogodzić z tym, że polskie społeczeństwo nie jest jednolite religijnie – mówi.
Tomek
Piotr Szumlewicz zgadza się z wyrokiem Sądu Najwyższego, który uznał, że namaszczenie "naruszyło swobodę sumienia". – Bez mojej zgody i wiedzy nikt nie powinien poddawać mnie żadnym rytuałom. Ze strony Kościoła to brak szacunku dla ludzi, ale na taki skandal przyzwoliło państwo – zaznacza nasz rozmówca.
Nikomu nic się nie stało, więc o co ten szum? Filozof i publicysta prof. Marcin Król w tej sytuacji nie widzi jednak, by było się na co oburzać. – To robienie z igły widły. Sytuacja jest banalna: człowiek umierał, namaszczenia udziela się, bo większość ludzi w Polsce jest wierzących i tyle. Jak ten pan nie chciał, by go namaszczano, mógł o tym powiedzieć, póki był przytomny – wskazuje prof. Król.
Był nieprzytomny, więc dokonano namaszczenia. – I czym tu się oburzać? Zaszkodziło mu to? Coś mu się stało? Jak by go przywiązali do łóżka i zmuszali do namaszczenia, to co innego. Ale nic mu się nie stało i nie ma o czym mówić – kwituje krótko prof. Król.
