DJ Tiddey, jedyny Polak, który dwa razy trafił do rankingu DJ Mag Top 100: będziemy walczyć o klubowe IQ w Polsce

DJ Tiddey opowiada nam o swojej miłości do muzyki..
DJ Tiddey opowiada nam o swojej miłości do muzyki.. Fot. DJ Tiddey
– To, dokąd zmierzamy z muzyką w klubach, to nie jest dobry kierunek. Dziś może się to wydawać śmieszne i zabawne, ale już teraz ostrzegam, że podążając dalej tą drogą doprowadzimy do tego, że w klubach masowo odrodzi się disco polo. I zagości tam na bardzo długi czas – mówi Darek Plaza, czyli DJ Tiddey w rozmowie z naTemat.


W 2008 roku jako pierwszy Polak w historii znalazł się w prestiżowym rankingu DJ-skim – DJ Mag Top 100. W 2013 roku powtórzył ten wyczyn. Darek Plaza, znany także jako DJ Tiddey, opowiada w rozmowie z naTemat o swoim sukcesie i miłości do muzyki trance, a także o tym, jak radzi sobie na misji ratowania z zapaści polskiej muzyki klubowej.

Kiedy przeciętny człowiek słyszy „trance”, ma chyba skojarzenie z Manieczkami, białymi rękawiczkami, gwizdkami i ogólnie – pewnym obciachem. Słusznie?

Wiele można powiedzieć o Manieczkach, ale z pewnością nie to, że są jakimś powodem do wstydu czy zażenowania. To bardzo ważne miejsce, które jeszcze pod koniec lat dziewięćdziesiątych rozpoczęło własną misję. Jej efektem było np. powstanie Sunrise Festival. Trzeba to jasno powiedzieć: gdyby nie Manieczki, to Sunrise by nie było.

Czym jest Sunrise Festival?

To obok Electrocity najważniejszy event na polskiej scenie. Dzięki nim Polska północna i południowa mają swoje flagowe festiwale.

Wróćmy do Manieczek.


Tam wszystko się zaczęło. Również moja kariera DJ-ska. Przez długie, wspaniałe lata byłem związany z klubem Ekwador. Od kilku lat mimo szczerych chęci nie współpracuję już z nimi, ale nie trzymam w sercu zadry i nigdy nie mówię “nigdy”. Jeśli fani mnie tam zechcą, a klub zaprosi, to czemu nie? Lubię wracać i grać dla prawdziwych fanów trance.

Dlaczego Manieczki są według ciebie tak ważne?



Gdyby nie początki w Manieczkach, mało prawdopodobne byłyby polskie koncerty Armina i Tiesto w minionej dekadzie. Nie wspomnę już o tym, jak rozgłośnie radiowe i telewizyjne latami rękami i nogami zapierały się, by tylko nie emitować Armina, ATB, czy Tiesto na swoich antenach. To był underground, który przez blisko dziesięć lat walczyliśmy w Manieczkach, by trafił na tzw. salony.

Okej. A gwizdki i rękawiczki?


Warto przypomnieć, że długo w Polsce uważało się, że gwizdki i rękawiczki na imprezach to oznaka czegoś gorszego, ale gdy je skutecznie wyeliminowaliśmy, to pojawiły się na światowego formatu festiwalach jak Sensation, Ultra Music, czy Tomorrowland. I jakoś nikomu to już teraz nie przeszkadza i nikt nie uważa, że ich używanie jest powodem do wstydu.

Jak opisałbyś muzykę, którą grasz, zupełnym laikom – ludziom w ogóle nie siedzącym w klimacie elektroniki?

Każdy, kto słyszał Armina Van Buurena, Tiesto, Aviiciego, czy Guettę, ma jakieś pojęcie o muzyce elektronicznej. Od lat trance przenika do house i odwrotnie. Zarówno trance, jak i odmiany house, które grają wszyscy czterej, najbardziej popularni światowi DJ-e, w naszym kraju są grane w Esce i RMF Maxx. W tej części swoją misję edukowania i kształcenia mas owe radia wypełniają. Gorzej, że jest to nisza, spychana przez pop-papkę, którą wysysa się biednym ludziom mózgi, a którzy później nie potrafią się odnaleźć się żadnym klubie.

„Pop-papka”? Jest aż tak źle?


Mainstream w Polsce można przyrównać jedynie do katastrofy… Mainstream, czyli Eska, RMF Maxx, Viva, 4Fun.tv, czy MTV, po prostu poderżnęły gardła ambitnej muzyce. Negatywnie oceniam wpływ tych mediów na rozwój klubowiczów, mamy raczej do czynienia z procesem uwsteczniania w rozwoju. A szkoda, bo potencjał jest wielki!

Na szczęście coraz więcej Armina, ATB, Tiesto i innych przedstawicieli w polskich mediach i mam nadzieję, że kompetentne osoby pójdą po rozum do głowy i zaczną przesuwać suwak bardziej w stronę ambitnej muzyki elektronicznej, zamiast mielić tym biednym słuchaczom mózgi syfoprzebojami artystów, którzy wczoraj byli gwiazdą reality show, a dzisiaj wymyślają sobie, że będą DJami. Nie widzę różnicy między nimi, a striptizerkami grającymi topless. Na samą myśl, że takie quasi-gwiazdki mają realny wpływ na kierunek w którym zmierzamy, trafia mnie szlag. Czasami mam wrażenie, że płynę Titaniciem, a kapitan widząc gorę lodową zamiast ratować okręt krzyczy „gazu, gazu, więcej gazu”.

A ty jak określiłbyś muzykę, którą grasz?

Ja jestem wierny muzyce trance i bliżej mi do klasycznego Tiesto i Armina Van Buurena niż do Hardwella, Avicii, czy Guetty. Tiesto jest tutaj świetnym przykładem – mimo, że od lat odbił od trance i skupił się na ciężkich odmianach house, to ostatnio wraca do korzeni. Dobry trance porywa wszystkich, chodzi w końcu o dobrą zabawę, a ja jako jeden z niewielu w naszym kraju bronię trance i walczę o jego powrót do polskich klubów i na eventy.

Dlaczego akurat trance?

Trance to moje życie. Moja miłość. Moja misja. Muzyka klubowa to bardzo niewdzięczna kochanka, która szybko traci zainteresowanie i leci za większą kasą. Ja się wolę nie sprzedawać tylko po to, aby ją zadowolić. Pozostaję wierny swoim ideałom i tylko delikatnie je kalibruję pod realia nie tyle polskie, co światowe. Dlatego gram tylko te produkcje, które trafiają do mojego serca.

Wspomniałeś o misji. Traktujesz to aż tak poważnie?

Tak, to moja misja walki o trance w świadomości dzisiejszej młodzieży i klubowiczów. Niż demograficzny odbija się na frekwencji w klubach i na eventach. Jeśli nie zaczniemy docierać do młodzieży, do nastolatków z naszą muzyką, to gdy wejdą w wiek umożliwiający im legalne imprezowanie w klubach i na festiwalach, nie będą potrafili się odnaleźć przy brzmieniach house, a co dopiero przy trance. Właśnie dlatego nigdy nie zapominam o korzeniach. O swojej roli, która nigdy nie ograniczała się do zagrania seta i zgarnięcia gaży za występ. Głęboko wierzę, że każdy DJ musi w swoich występach dodawać wartość dydaktyczną, edukować, wskazywać kierunek i rozwijać, a nie tylko robić papkę z mózgów tańczących biednych, nieświadomych bateryjek z Matrixa.

Jak ci idzie ta twoja walka?

Nie jest łatwo walczyć o wartości w muzyce trance, a swoistym absurdem jest, że my - polscy producenci, którzy gramy na świecie na eventach z Tiesto, Arminem Van Buurenem, Prydzem, Hardwellem, Avicii, czy Aokim, w Polsce gramy kilka razy w roku, bo właściciele klubów wolą sprowadzać śpiewające z playbacków gwiazdki jednego przeboju. Ogłupiając swoich klubowiczów jednocześnie sami sobie zaciskają pętlę na szyi.

Wiele osób mówi o zapaści polskiej muzyki klubowej.

Niestety to prawda, ale póki takie osoby jak ja mają coś do powiedzenia, będziemy walczyć o klubowe IQ w Polsce. Muzyki słuchać może byle debil, ale muzykę rozumieć może tylko ten, kto podejmie wysiłek. To, dokąd zmierzamy z muzyką w klubach, to nie jest dobry kierunek. Dziś może się to wydawać śmieszne i zabawne, ale już teraz ostrzegam, że podążając dalej tą drogą doprowadzimy do tego, że w klubach masowo odrodzi się disco polo. I zagości tam na bardzo długi czas. Już teraz można zauważyć, że w wielu klubach w całej Polsce, miejscach, które cieszyły się poważną renomą, a nawet selekcją, zaczynają występować zespoły disco polo.

Dlaczego tak się dzieje?


Nawet największe polskie mekki house i trance uginają się i padając na kolana sięgają po tą muzykę, aby nie zbankrutować. To co mają zrobić mniejszej kluby? Jakakolwiek by odpowiedź na to nie była – nie widzę, aby robiono cokolwiek, by w klubach grać muzykę bardziej ambitną, niż kolejne przeróbki złotych przebojów trance i house. To zresztą jest osobny ciekawy temat – największe współcześnie pop klubowe hity puszczane w stacjach radiowych to przecież przeróbki starych numerów – sięga się po sprawdzone melodie z lat 90-tych i na nich buduje karmę dla popkultury: Pitbull, Guetta, Flo-Rida, czy nawet J-Lo – mógłbym tak wymieniać dalej.

Oni wszyscy sięgają po melodie trance z lat 90-tych i początku wieku. I to mimo wszystko jest fajne, szkoda tylko, że w klubach nie sięga się po wersje oryginalne, które można grać naprzemienne z dzisiejszymi przeróbkami. To przecież świetna okazja do tego, aby współczesnym dwudziestolatkom pokazać, że świat muzyczny istniał przed rokiem 2004 i ma wiele do zaoferowania.

Czy masz poczucie, że w swojej „misji” jesteś „ostatnim Mohikaninem”?

Na szczęście nie jestem osamotniony. Na pomorzu z komercyjnym betonem walczą Arctic Moon i Tom Swoon, na południu V-Valdi, w stolicy dobrą robotę robi Indecent Noise, a w Polsce centralnej Ja, Skytech, Nitrous Oxide oraz chłopaki z Purple Stories. Nie możemy też zapomnieć o chłopakach z Clubbasse, którzy od ponad roku toczą własną walkę o przywrócenie szybszej muzyki klubowej na salony. Ich Pumpingland, czy Retro Time In Attack, przywracają nie tylko najlepsze tradycje Love Parade, czy Mayday, ale również szybkiego, energetycznego, pompującego house, jak i trance.

Jest między wami konkurencja?


Każdy z nas ma własne zdanie na temat swojej roli na polskiej scenie, każdy z nas też ma kontakty wydawnicze z największymi światowymi wytwórniami – moje produkcje wydaje Armin Van Buuren w swojej Armadzie. Nitrous jest asem Anjuny należącej do Above & Beyond. Skytech i Purple Stories siedzą mocno w wytwórni Markusa Schulza, a Tom Swoon rozwala światowe parkiety pod flagą Ultry. Na świecie reprezentujemy polską tzw. trance family. Nie kopiemy pod sobą dołków.

Stereotypowo kultura klubowa kojarzy się "zwykłemu Kowalskiemu" z narkotykami. Jak Ty na to patrzysz?


Mit o tym, że w klubach się tylko ćpa, to właśnie tylko mit. Jasne, zawsze zdarzy się grono zepsutych klubowiczów, ale czasy, w których strach było pójść na imprezę, bo „kark w dresie” lub „bez koszulki” pod wpływem narkotyków stwarzał zagrożenie, minęły na początku drugiej połowy minionej dekady. Imprezy w klubach czy festiwale to dla organizatorów i DJ-ów nie jest zabawa. Nikt sobie nie może pozwolić nawet na pośredni kontakt z narkotykami, bo wpływa to źle na reputację i samych fanów, którzy na tym punkcie są bardzo przewrażliwieni. To kolejna wspaniała cecha miłośników trance, a nawet house: oni sami wykluczają ze swojego grona jednostki z nałogiem.

Chciałbym na koniec zapytać o twój niedawny sukces. Jak to się stało, że w 2008 trafiłeś do DJ Mag Top 100? I jak udało ci się powtórzyć ten wyczyn?

Rok 2008 nie był dla mnie żadnym zaskoczeniem. Trafiłem do setki, bo była to naturalna konsekwencja mojej pracy i panującej wówczas koniunktury na trance. Tamten ranking różni się ogromnie względem tegorocznego – kiedyś Top100 przesycone było producentami trance, a pozostałe gatunki były tam gościnnie. W tym roku jest odwrotnie i to niestety odzwierciedla trendy na świecie.

Ale i tak się załapałeś. To chyba duże osiągnięcie?


Miałem ciężki rok 2012 i sądzę, że moi fani to zauważyli i odwdzięczyli się w głosowaniu aktywnością, jakiej się nie spodziewałem.

Co takiego się stało, że tamten rok był dla ciebie ciężki?

Na przełomie 2012 i 2013 zacząłem pracę nad nowym albumem, który za jakiś czas zostanie wydany. Ale z przyczyn ode mnie niezależnych wydawca zdecydował o przesunięciu premiery na przyszły rok. Wszystkie premiery moich singli, które były już zaplanowane zostały również przesunięte, ponieważ mają promować nowy album. W efekcie zaistniała sytuacja, w której w tym roku wydałem tylko jeden kawałek. Album miał wyjść przed ogłoszeniem wyników głosowania w DJ MAG-u. Gdy dowiedziałem się o decyzji wydawcy albumu, byłem wściekły, bo to znaczyło, że nie mam w tym roku szans na powrót do setki najlepszych.

Tymczasem moi fani, i słowa nie potrafią odzwierciedlić tego jak bardzo jestem z nich dumny i jak wielką radość mi sprawiają, mimo wszystko głosowali na mnie. Czuję się jednocześnie skonfundowany, ponieważ Skytech, Tom Swoon i Arctic Moon w tym roku wydali więcej produkcji ode mnie, a mimo to nie znaleźli się w setce najlepszych DJ-ów. Mam nadzieję, że za rok wszyscy w niej będziemy.
Znajdź nas na Znajdź nas na instagramie

Oceń ten artykuł:

Trwa ładowanie komentarzy...
INN:Poland 0 0Sieć 5G to nie tylko szybszy Netflix. To również ochrona amazońskich lasów deszczowych
0 0To nie będą tanie święta. Polacy w tym roku będą musieli wydać krocie
Diverse 0 0Na pewno masz w szafie ubrania z ich logo. Teraz będą w nich jeździć uczestnicy Rajdu Dakar
INN:Poland 0 014 prostych sposobów na bardziej ekologiczne życie. Od tego warto zacząć

TYLKO W NATEMAT

0 0Nie możesz pojąć, dlaczego PiS stawia na Pawłowicz i Piotrowicza? Eliza Michalik ma teorię
0 0"Znów muszę bronić Polski". Patryk Jaki w swoim żywiole, sprawdziliśmy jego aktywność w PE
0 0Prof. Jerzy Bralczyk ocenił pierwsze posiedzenia nowego Sejmu
0 0"Kaczyński jest wam wdzięczny". Posłowie Lewicy wsparli PiS w ważnym głosowaniu
0 0Wielka niespodzianka w ostatnim sezonie "Wikingów". Pojawi się w nim mocny, polski akcent
0 0Ważył 900 gramów i... uratował życie swojego brata. Lekarze nazwali to cudem
Cinergia 0 0Reżyser “Pokoju” i aktor z “Matriksa” przyjadą do Łodzi. Rusza festiwal Cinergia
Volvo 0 0Ten samochód to fenomen. Wielu próbowało zrobić podobny, udało się tylko jednej marce