
Prezydent Ukrainy Wiktor Janukowycz zadeklarował, że jest gotów usiąść do rozmów przy okrągłym stole, który zaproponował jeden z jego poprzedników Wiktor Krawczuk. Jednocześnie jednak milicja zaczęła usuwać barykady ustawione przez opozycję w dzielnicy rządowej. Wszystko odbyło się spokojnie – tylko w jednym miejscu doszło do zamieszek.
REKLAMA
Niespokojnie minęła noc w Kijowie. Milicja zajęła się likwidowaniem barykad, które ustawiono w dzielnicy rządowej. Obyło się bez rozlewu krwi. Funkcjonariusze nie używali pałek, a jedynie tarcz, którymi wypychali opozycjonistów i ochraniali cywilów demontujących barykady – podaje tvn24.pl.
Barykady ustawiono w poniedziałek, ok. 16 polskiego czasu (czyli 17 lokalnego). Zablokowano dojazd do siedzib prezydenta Ukrainy, premiera i budynków parlamentu. Jako pierwsza (ok. 2 czasu miejscowego) padła barykada na ul. Bankowej, która prowadzi do siedziby prezydenta. Następnie (ok. 3.30 czasu miejscowego) milicja zajęła miasteczko namiotowe partii Swoboda.
To właśnie tam doszło do zamieszek, miano użyć nawet gazu łzawiącego. Jak napisał na Twitterze Wojciecha Mucha, reporter "Gazety Polskiej Codziennie" protestujący niemal zlinczowali kilku policjantów. Władze zapewniają, że nie będą likwidować barykad na ulicach prowadzących do Majdanu Niepodległości – chcą jedynie umożliwić dojazd do budynków rządowych. Ale przed wizytą Caterine Ashton, szefowej unijnej dyplomacji, opozycja chce obronić jak najwięcej barykad w tej okolicy.
Źródło: tvn24.pl, Twitter
