Tradycyjne Fish & Chips podbija Paryż
Tradycyjne Fish & Chips podbija Paryż Fot: Shutterstock.com

Pora ogłosić koniec świata – kulinarnego. Popularna brytyjska ryba z frytkami przepłynęła przez kanał La Manche i podbija francuskie stoły. Danie, które od dawna pogardzano nad Sekwaną (i nie tylko) dziś jest jedną z najbardziej pożądanych potraw w stolicy Francji. Ale nie tylko miłośnicy żabich udek zaczynają przychylnym okiem na niezdrowe, tłuste dania Brytyjczyków. W kontrze do tego trendu stoją Polacy, którzy po prostu ich nie lubią. Na razie.

REKLAMA
Nagle najpopularniejszą restauracją w Paryżu stała się ta, która serwuje popularne fish & chips (rybę z frytkami) – donosi francuski magazyn "Glamour". Może to za sprawą francuskich emigrantówi na Wyspach, którzy nauczyli rodaków jeść po brytyjsku? A może wpływ na to ma fakt, że najbardziej znani kucharze świata pochodzą znad Tamizy (Gordon Ramsay, Jamie Oliver, Nigella Lawson, say no more...)? Nieważne jakie powody, ważny fakt, że angielska kuchnia zaczyna innym smakować. A wbrew pozorom to nie takie oczywiste.
Francuski lokal „The Sunken Chip” powstał dopiero w sierpniu. Założyło go dwóch brytyjskich szefów kuchni, którym marzył się tradycyjny bar z rybą i frytkami. Kucharze pozostali wierni ideałom i zamiast kombinować ze smakami, zaserwowali Francuzom tradycyjne brytyjskie dania: rybę w panierce (robi się ją z jajek, mąki i piwa), frytki, marynowane jajka oraz ugnieciony groszek (mushy peas).
I o dziwo Francuzom się... spodobało. To zaskakujące, zwłaszcza, że to o francuskiej kuchni mówi się, jako o najlepszej. A tymczasem paryskie podniebienia podbijają "Brytole". I nie ma w tym przesady, bo lokal po ledwie miesiącu funkcjonowania został opisany przez francuskie wydanie „Glamour”, jako najgorętsze miejsce w Paryżu. W jednym momencie „The Sunken Chip” stał się okrętem flagowym brytyjskiej kuchni na kontynencie europejskim.
Tyle że tradycyjne „Fish and Chips” to nie jedyne danie, którym Anglicy podbijają podniebienia mieszkańców globu. By się o tym przekonać, przesuńmy się nieco na wschód. Od przynajmniej dwóch lat w Berlinie sporą popularnością cieszy się knajpa „East London”, która Niemcom serwuje różne brytyjskie dania począwszy od obfitego śniadania, na niedzielnej pieczeni kończąc.
logo
Angielskie śniadania są niezwykle popularne w berlińskim "East London" Fot: Shutterstock

Co dokładnie możecie znaleźć na swoim talerzu, mówiąc o brytyjskiej kuchni? Dzień zaczniemy od pary przypalonych irlandzkich kiełbasek, jajka, bekon, pieczarki, kaszanka, smażony chleb, fasolka w sosie pomidorowym. Kto nie spróbował, niech żałuje. O późniejszych porach poleca się różnego rodzaju „pie'e”, czyli gulasz zapiekany w cieście. Do tego są różnego rodzaju pieczenie z dodatkiem warzyw. Może nie są to wykwintne dania, ale są niezwykle smaczne.
A co jeśli chcecie coś bardziej wystrzałowego? Brytyjczycy potrafią mieć sporą fantazję. Zwłaszcza na północy, gdzie prawie każda potrawa może zostać usmażona w panierce. Nie wierzycie? Zaczniemy od ryby, kiełbasy, a nawet... batona Mars. Tego ostatniego podaje się dodatkowo z lodami waniliowymi.
Odpychające? Może lekko. Jednak mimo „przeciwwskazań” brytyjska kuchnia ruszyła na podbój europejskich podniebień. Paryż? Podbity. Berlin? Zdobyty. W innych europejskich miastach knajpy z angielskim jedzeniem powoli wychodzą na światło dzienne.
A Polska? Spokojnie, tu wciąż stawiamy opór. Czemu? Pewnie z powodu powielanego stereotypu, że angielska kuchnia nie jest ani zdrowa, ani smaczna.
– Mam prawdziwą zmorę z wytłumaczeniem polskim restauratorom jak przyrządzić irlandzkie kiełbaski – żali nam się Artur Cyronek z irishshop.pl, którego Brytyjczycy mieszkający w Warszawie często nazywają ostatnią deską ratunku. Warto wspomnieć, że nasz rozmówca produkuje tu towar deficytowy, czyli irlandzkie kiełbaski. Nigdzie nie można ich kupić, dlatego Artur cieszy się taką popularnością wśród mieszkających tu Brytyjczyków.
logo
Irlandzkie/angielskie kiełbaski powinny być lekko przypalone Fot: Shutterstock.com

A jak podchodzą do nich Polacy? – Niektórzy mówią, że są złe, bo nie umieją ich przyrządzać. Mylą je z parówkami lub białą kiełbasą, które się gotuje. Tymczasem trzeba je usmażyć i najlepiej, by skórka z zewnątrz była przypalona – mówi nasz rozmówca. I dodaje: – Kiedy wyjaśniam to szefom kuchni, pukają się w czoło. Pamiętam, jak w pewnym hotelu podczas balu irlandzkiego na prośbę gości podano do stołu moje kiełbaski. Szefowie kuchni oczywiście wiedzieli lepiej ode mnie, więc zamiast je usmażyć, to je ugotowali. A potem się dziwili, że nikomu nie smakowały – mówi Cyronek.
Inną sprawą jest to, że ze świecą możemy szukać u nas w kraju miejsca z tradycyjnym wyspiarskim jedzeniem. I chodzi tutaj o jedzenie, a nie tylko lokal w brytyjskim klimacie. Weźmy przykład pewnego pubu irlandzkiego na warszawskiej starówce, gdzie prędzej kupimy pierogi czy pizzę niż „Steak & Guiness Pie”.
Zajrzyjmy więc bardziej na południe, do Krakowa. Choć co weekend bawią się tu rzesze Brytyjczyków, miejscowi restauratorzy wciąż nie nauczyli się tego, co wchodzi w skład brytyjskiego śniadania. Często zastępują kiełbaskę parówką, co całkowicie psuje to danie. Może dla wielu osób to szczegół, ale nie można tak robić jeśli chcemy mówić o typowo brytyjskiej kuchni.
Mimo olbrzymiej rzeszy polskich emigrantów na Wyspach, wygląda na to, że jeszcze nie dojrzeliśmy do tamtejszej kuchni. Parę lat temu w Warszawa miała swoją knajpę z „Fish & Chips”, jednak lokal nie utrzymał się na rynku. Wygląda na to, że angielska kuchnia dla Polaków wygląda raczej jak poniższy skecz.