
Premier Donald Tusk miał złamać prawo organizując posiedzenie zarządu Platformy Obywatelskiej w Kancelarii Prezesa Rady Ministrów. Partia Demokracja Bezpośrednia walczy o dostęp do dokumentów, które jej zdaniem są informacją publiczną, a dzięki którym będą mogli pozwać premiera. Eksperci wskazują, że naruszona została etyka życia publicznego.
W październiku, kiedy gaszono sprawę "taśm Schetyny" zarząd Platformy Obywatelskiej zebrał się w Kancelarii Premiera. Demokracja Bezpośrednia, niewielka partia powstała podczas protestów przeciw ACTA, także poprosił KPRM o udostępnienie pomieszczeń na zebranie swojego zarządu – informuje "Rzeczpospolita". Pracownicy Kancelarii odpowiedzieli, że zebranie zarządu było "spotkaniem Prezesa Rady Ministrów z zaproszonymi przez niego gośćmi"
Grażyna Kopińska z Fundacji Batorego przekonuje, że takie zebrania powinny odbywać się w siedzibie partii. Swojego lidera broni Julia Pitera, przekonując, że rząd to instytucja partyjna i takie partyjne zebrania w KPRM są jak najbardziej na miejscu. Demokracja Bezpośrednia chce też udostępnienia protokołu obrad zarządu PO. Podstawą do tego ma być prawo o jawności działania partii politycznych.
Obradujący 30 października Zarząd Krajowy Platformy Obywatelskiej zdecydował, że na Dolnym Śląsku nic się nie stało – tak w skrócie można podsumować efekty 7-godzinnych obrad. Politycy uznali, że wybory, w których zwyciężył Jacek Protasiewicz nie muszą zostać powtórzone. Zawieszono tylko i wysłano do Sądu Koleżeńskiego bohaterów nagrań – zarówno nagranych, jaki i nagrywających.
czytaj także:
Źródło: "Rzeczpospolita"
