
Premier Donald Tusk miał złamać prawo organizując posiedzenie zarządu Platformy Obywatelskiej w Kancelarii Prezesa Rady Ministrów. Partia Demokracja Bezpośrednia walczy o dostęp do dokumentów, które jej zdaniem są informacją publiczną, a dzięki którym będą mogli pozwać premiera. Eksperci wskazują, że naruszona została etyka życia publicznego.
– Samo zebranie osób przynależnych do PO nie jest naganne, problemem jest formalne posiedzenie – tłumaczy Kotucha i dodaje, że jeśli w protokole jako miejsce obrad podano KPRM, będzie to podstawą, by skierować sprawę do sądu administracyjnego, by stwierdził legalność takiej praktyki. Jeśli sąd przychyli się do oceny DB, partia ma zamiar domagać się odpowiedzialności premiera Donalda Tuska za przekroczenie uprawnień. CZYTAJ WIĘCEJ
Grażyna Kopińska z Fundacji Batorego przekonuje, że takie zebrania powinny odbywać się w siedzibie partii. Swojego lidera broni Julia Pitera, przekonując, że rząd to instytucja partyjna i takie partyjne zebrania w KPRM są jak najbardziej na miejscu. Demokracja Bezpośrednia chce też udostępnienia protokołu obrad zarządu PO. Podstawą do tego ma być prawo o jawności działania partii politycznych.
Źródło: "Rzeczpospolita"

