The Duck Dynasty: jak homofobiczni pogromcy kaczek stali się ulubieńcami Ameryki?

Zdjęcie z planu reality show "Duck Dynasty" o rodzinie Robertsonów, który obecnie jest najpopularniejszym programem tego typu w Stanach.
Zdjęcie z planu reality show "Duck Dynasty" o rodzinie Robertsonów, który obecnie jest najpopularniejszym programem tego typu w Stanach. fot. aetv.com/duck-dynasty
W ciągu dnia strzelają do kaczek i wiewiórek, wysadzają w powietrze nieprzejezdne bagna i biegają po lesie w kraciastych koszulach. Wieczorami modlą się nad kolacją i rozmawiają o swoich długich brodach. Mowa o rodzionie Robertsonów, których losy śledzi w Stanach co tydzień około 12 milionów widzów. Czy zdobędą popularność również w Europie?


"The Duck Dynasty" to amerykańskie reality -show, o którym w Europie zaczęło być głośno kilka dni temu w zawiązku z kontrowersyjną wypowiedzią jednego z uczestników. Phil Robertson w wywiadzie dla magazynu GQ powiedział, że "wydaje mu się, że dla mężczyzny bardziej atrakcyjna jest kobieca wagina niż męski odbyt", a w kolejnej wypowiedzi stwierdził, że "zoofilia, spanie z różnymi kobietami i mężczyznami nie jest dobre". Zaatakowały go za to amerykańskie środowiska LGBT.




Znalazło się też sporo głósów poparcia dla uczestnika show, bazujących głównie na idei wolności słowa i tolerancji dla poglądów innych, które w różnych wypoiedziach przejawiał główny bohater programu. Krytykował bowiem "grzech", a nie osoby, które się go dopuszczały. Poparcie dla Robertsona wyraziła min. Sarah Palin, a według sondażu podanego przez telewizję CNN 44 proc. Amerykanów popiera Robertsona i uważa, że homoseksualizm jest moralnie naganny.

Czy wypowiedź Robertsona sprawiła, że oglądalnośc serialu skoczyła na niespotykany wcześniej w Stanach poziom? Na pewno w tym pomogła.

Sam program jest opowieścią o życiu rodziny Robertsonów, mieszkających w West Monroe w Luizjanie. Robertsonowie dorobili się wielkiego majątku produkując – od lat 70. – cedrowe wabiki dla myśliwych. Sami są wielkimi pasjonatami łowiectwa i większość czasu spędzają na bagnach strzelając do kaczek, węży i żab. Lubią detonować w lesie ładunki wybuchowe, taplać się w błocie i czytać Biblię.




Samo reality show zostało zrealizowane przez stację telewizyjną A&E – emisję pierwszego sezonu rozpoczęto pod koniec marca zeszłego roku: początkowo każdy odcinek oglądało nieco ponad milion telewidzów. W listopadzie 2012 roku można już było kupić płyty DVD z pierwszymi 15 odcinkami reality show. Po sześciu miesiącach od emisji pierwszego odcinka telewizja A&E wypuściła kolejny sezon, a oglądalność rosła z tygodnia na tydzień.

Obecnie średnia oglądalność jednego odcinka jest dziewięciokrotnie wyższa niż na samym początku, a premiera czwartego sezonu zebrała przed ekranami prawie 12 milionów widzów. To produkcja non-fiction, która cieszy się największą popularnością w historii amerykańskiej telewizji, a sami Robertsonowie są uznawani za ulubieńców kraju. Jacy są?

Tak stereotypowi, że już chyba bardziej nie można. Głową rodziny jest Phil Robertson, który założył firmę Duck Commander w 1972 roku. W college'u grał w football, ale zrezygnował ze sportu, bo mecze zbiegały się z sezonem polowań na kaczki. Po skończeniu studiów przez chwilę pracował jako nauczyciel, co szybko porzucił, by w całości poświęcić się myślistwu i prowadzeniu firmy.



Phil jest znany ze swoich ostrych, patriarchalnych sądów ("zanim mężczyzna zwiąże się z jakąkolwiek kobietą, musi zadać sobie pytanie: czy ona potrafi gotować?"), i niechęci do tzw. "nowych" technologii: nie korzysta z komputera i telefonu komórkowego, o Facebooku czy Twitterze nawet nie wspominając. Jest wierzącym chrześcijaninem, wraz z całą rodziną dzielnie chodzi do Kościoła Chrystusowego przy White's Ferry Road.

Żona Phila, Kay, wyszła za niego za mąż gdy miała 16 lat. Urodziła czterech synów: Alana, Jase, Willie'go i Jepa. Jej główną aktywnością życiową jest dbanie o rodzinę – zajmuje się gotowaniem, a największą przyjemność sprawia jej, kiedy "cała rodzina siada do stołu po ciężkim dniu pracy".

Wszyscy synowie Robertsonów wyglądają dokładnie tak samo: mają długie włosy, gigantyczne brody, chodzą w moro - uniformach i wojskowych butach. Każdy z nich pełni inną funkcję w rodzinnej firmie Duck Commander, razem natomiast chodzą na polowania, wysadzanie piachu w lesie i okoliczne imprezy plenerowe.



W tle przewija się jeszcze wujek Si, który jest weteranem wojny w Wietnamie, w rodzinie pełniący funkcję błazna. Żony głównych bohaterów krążą pomiędzy kuchnią, rodzinną firmą a salonem piękności, uwielbiają gotować i pacyfikować swoich mężów.

Cała rodzina wygląda jak zespół ZZ Top "ubarwiony" pięknymi kobietami w długich, balowych sukniach. "Duck Dynasty" to kwintesencja stereotypów o amerykańskich redneckach: silni, "prawdziwi" mężczyźni z karabinami wielkości armat prowadzą rodzinną firmę w bojówkach w moro, a ich żony i córki robią sobie pedicure, gotują zupę kukurydzianą dla wszystkich i dręczą swoich partnerów prośbami o zakup pierścionka.

Oglądalność mówi sama za siebie – fascynuje się nimi cała konserwatywna część Stanów Zjednoczonych, demokraci mają za to fantastyczny materiał do drwin i polemiki.

Kolejny, piąty sezon "Duck Dynasty" zostanie wyemitowany w amerykańskiej telewizji już 15 stycznia.