Europejski Nakaz Aresztowania ułatwił ekstradycję w Europie tak bardzo, że Polacy ścigają do kraju nawet złodziei świń i pijanych rowerzystów. Zupełnie nie zwracając uwagi na koszty i powagę wymiaru sprawiedliwości.
Europejski Nakaz Aresztowania ułatwił ekstradycję w Europie tak bardzo, że Polacy ścigają do kraju nawet złodziei świń i pijanych rowerzystów. Zupełnie nie zwracając uwagi na koszty i powagę wymiaru sprawiedliwości. Fot. Beata Kitowska / Agencja Gazeta

Mowa o Europejskim Nakazie Aresztowania najczęściej, gdy wymiar sprawiedliwości chwali się, że jest w stanie dopaść nawet tych, którzy ukrywają się za granicą. Rocznie Polska wydaje prawie tysiąc takich nakazów i jest w tej kwestii europejskim liderem. Czy to powód do dumy? Niekoniecznie... Wydajemy nawet kilka tysięcy złotych na ściągnięcie do kraju drobnego złodziejaszka, alimenciarza lub pijanego rowerzysty. I kolejnymi nakazami wyjątkowo mocno irytuje europejskich partnerów...

REKLAMA
Gdyby nie Unia Europejska, nie tylko mielibyśmy nad Wisłą trochę mniej dróg i mostów, ale i wielu przestępcom udałoby się zapewne uniknąć sprawiedliwości dzięki ucieczce za granicę. Na szczęście Bruksela dała nam możliwość skorzystania ze słynnego Europejskiego Nakazu Aresztowania. Dzięki temu, że nakaz wystawiony przez polski sąd jest natychmiast respektowany w całej Unii znacznie łatwiejsze stało się prowadzenie śledztw o zasięgu europejskim i skończył się czasy żmudnych negocjacji w sprawie ekstradycji.
ENA, czyli cała Unia ściga złodzieja świni
Niestety, z roku na rok okazuje się, że dla polskich śledczych to wszystko stało się zbyt... proste. W pierwszych latach po wstąpieniu Polski do UE prokuratorzy wnioskowali o wydanie Europejskiego Nakazu Aresztowania nawet za kilkoma tysiącami Polaków, którzy najprawdopodobniej zaszyli się gdzieś na Zachodzie. Później nieco przystopowali, ale co roku ENA wystawiany jest za około tysiącem naszych obywateli. Choć nie ma jeszcze najnowszych statystyk, z naszych informacji wynika, że także w tym roku nie będzie inaczej.
W brytyjskich i irlandzkich sądach wciąż na posiedzeniach dotyczących wydania zatrzymanych ściganych ENA absolutna większość nakazów dotyczy obywateli polskich. Bywa i tak, że nie ma wniosków z innych państw niż Polska. I to właśnie dlatego po latach wyjątkowej sprawności w ściganiu mających coś na sumieniu obywateli nasi śledczy postanowili nieco odpuścić. Wielka Brytania rozważała bowiem nawet wycofanie się z unijnych regulacji dotyczących ENA, tak bardzo polski wymiar sprawiedliwości utrudniał brytyjskim sędziom życie.
W szczytowym okresie z Wysp ściągano nawet kilkudziesięciu ściganych ENA miesięcznie. A nim trafili z powrotem do Polski najpierw musiała ich schwytać brytyjska policja, potem na jakiś czas trafiali na wikt brytyjskich obywateli w areszcie, później rozprawa i znowu kilka dnia aresztu. Wyjątkowo prounijne nastawienie prokuratorów od lat krocie kosztuje jednak nie tylko Brytyjczyków. Aresztowanego zagranicą na podstawie ENA nie można trzymać w tamtejszym areszcie w nieskończoność. Po decyzji zagranicznego sądu polski wymiar sprawiedliwości ma kilkanaście dni na odebranie poszukiwanego. Wtedy zaczynają się nasze wydatki...
Sprawiedliwość musi być! O koszty nikt nie pyta...
Policjanci lecący po poszukiwanego raczej rzadko trafiają na promocje w tanich liniach lotniczych. Po jednego człowieka musi lecieć co najmniej dwóch funkcjonariuszy, co kosztuje co najmniej kilka tysięcy złotych. Wraca już trójka pasażerów, co kosztuje kolejne kilka tysięcy. Gdy zatrzymanych jest więcej, koszty się odpowiednio mnożą. Bo linie lotnicze nie oferują promocji dla takich grup. Jedne w ogóle nie zgadzają się na taki konwój. Bywa, że trzeba wykupić także kilka miejsc dokoła transportowanego.
Jakiś czas temu z Polski do Wielkiej Brytanii zaczęły więc latać maszyny wojskowe, które zabierają "zorganizowane" grupy. Od wojska wynajmowana jest CASA, której lot kosztuje aż 36 tys. zł, ale na pokład można wziąć ponad 20 zatrzymanych. A pasażerów nie brakuje, bo choć mordercy, oszuści, czy gwałciciele ukrywają się dość dobrze i trudno ich schwytać, o sukcesach dzięki zastosowaniu ENA prokuratura może pochwalić się dzięki brawurowym śledztwom dotyczącym alimenciarzy, drobnych złodziejaszków, czy tych, których poszukuje się za posiadanie kilku gramów narkotyków.
Teraz zachodnie sądy nieco odetchną, bo już nie będziemy z Polski ścigać pijanych rowerzystów. Co nie zmienia faktu, że w brytyjskich periodykach naukowych hitowymi artykułami są od lat nie tylko te, które opisują z jaką stanowczością Polacy ścigają takich rowerzystów. Nasz wymiar sprawiedliwości zasłynął w Europie bowiem także z angażowania europejskich partnerów w postępowania dotyczące tak bulwersujących spraw, jak... kradzież świni wartej kilkaset złotych.
Z kolejnymi latami polskie prokuratury i sądy znalazły jeszcze jedno genialne zastosowanie dla kosztownego ENA. Służy on poszukiwaniu i przekazywaniu wszystkich "osób do celów ścigania przestępstw". Generalna zasada funkcjonowania ENA była taka, że nakaz stosuje się, by sprowadzić do kraju tych, co do których sformułowany może być już akt oskarżenia lub unikających odsiadki skazanych. Polacy na siłę zreformowali jednak europejski system i żądają wydania także tych, którzy po prostu nie odpowiadają na wezwania do złożenia wyjaśnień w prokuraturze i nawet nie ma planów, by postawić im zarzuty.
Nie przylecisz na przesłuchanie? No to ENA
Tak z ENA zetknął się przed dwoma laty 28-letni dziś Darek z Wejherowa. Gdy stracił pracę, postanowił nie czekać i w pójść w ślady znajomych, którzy od dawna wyjeżdżali za chlebem na Wyspy. Nie zawiódł się i już po paru tygodniach w Liverpoolu znalazł pracę w warsztacie zajmującym się tuningiem. W tej branży fachowcy z Polski są wśród Brytyjczyków bardzo cenieni, o czym przekonał się otrzymując pierwszą pensję. Wszystko układało się świetnie do czasu pewnej kontroli drogowej. - Zatrzymałem się spokojnie, bo byłem przekonany, że to rutynowa sprawa, a skończyłem w kajdankach i za kratami - wspomina.
Brytyjscy funkcjonariusze sprawdzając dokumenty Darka zauważyli, że jest ścigany Europejskim Nakazem Aresztowania. Na decyzję sądu i lot do Polski czekał tylko kilkanaście dni. - Podobno w polskim pierdlu wylądowałbym jeszcze szybciej, gdybym się zgodził dobrowolnie na lot. Ale ja wiedziałem, że nic złego w Polsce nie zrobiłem i broniłem się, by do tego popieprzonego kraju nie wracać - mówi. Dobrze wiedział bowiem, że były pracodawca oskarżył go o kradzież części wartych kilkaset złotych zupełnie bezpodstawnie.
Dość mocno w te oskarżenia powątpiewać musieli także prokuratorzy. Po powrocie do ojczyzny w areszcie śledczym spędził co prawda prawie dwa długie miesiące, ale... wystarczyły dwa przesłuchania, by... śledczy nie mieli mu już nic do zarzucenia. Może dlatego, że gdy Brytyjczycy zatrzymywali Darka na przedmieściach Liverpoolu, w rękach polskich policjantów był już pewien domorosły mechanik z Pomorza, który lubował się w skupowaniu tanich markowych części podkradanych w innych okolicznych serwisach. I wsypał swoich prawdziwych dostawców.
- Wszystko, co miałem do powiedzenia na przesłuchaniach można było załatwić jednym telefonem. Nawet do tego aresztu, w którym mnie zatrzymali na Wyspach. A oni uparli się żeby mnie udupić, bo moja matka uznawała, że skoro przychodzą do mnie polecone, to ona ich odbierać nie będzie. A skąd ja miałem w Liverpoolu wiedzieć, że ktoś mnie w ogóle oskarża, że jestem złodziejem - pyta rozgoryczony Darek.
"Niestety, na razie lepiej nie będzie"
- W tym przypadku przypomina się sentencja dura lex, sed lex - mówi nam urzędnik Ministerstwa Sprawiedliwości zorientowany w sprawie stosowania przez polskie organy ENA. Tylko "off the record" zgadza się jednak skomentować tę kwestię szerzej i... szczerzej. - To prawda, że realizacja ENA kosztuje często krocie, ale w przypadku dochodzenia sprawiedliwości nie pieniądze powinny być najważniejsze. Co nie oznacza, że w ostatnich latach nie staramy się sugerować większej rozwagi przy wydawaniu ENA. Także ze względu na głosy naszych partnerów zza granicy - stwierdza.
- Z danych jakie posiadamy na chwilę obecną wynika, że w tym roku liczba nowych nakazów niezbyt się jednak zmieni. I niestety przypuszczam, że wciąż spora ilość będzie dotyczyła przestępstw o niskiej szkodliwości społecznej. W kolejnych latach celem będzie więc sprawienie, by ENA nie stosowano do spraw, w których koszty jego wykonania będą rażąco wysokie w porównaniu z przestępstwem, którego dotyczą - zapewnia urzędnik.