
8-letnia Laney zmarła w świąteczny poranek. Kilka dni temu media na całym świecie pisały o tym, jak 10 tys. kolędników przyszło pod okno dziewczynki, aby spełnić jej marzenie. Laney odeszła w swoim łóżku.
REKLAMA
O śmierci dziewczynki poinformowali rodzice, którzy byli przy niej do ostatnich chwil. – Nasz mały aniołek, który był z nami na ziemi, założył swoje różowe, błyszczące anielskie skrzydła w niebie – napisali na portalu społecznościowym.
Dziewczynka, której chorobę przeżywali nie tylko bliscy ale i internauci na całym świecie, cierpiała na ostrą białaczkę. Profil na portalu, na którym rodzice Delaney "Laney" Brown zamieszczali informacje, polubiło 132 tys. osób.
Pomimo ogromnego wsparcia dla dziewczynki i jej rodziny, lekarze od tygodnia informowali o pogarszającym się stanie zdrowia 8-latki. W jej krwi znajdowało się bowiem 70 proc. komórek nowotworowych. Świadomi sytuacji rodzice zdecydowali się zabrać ją ze szpitala do domu, aby ostatnie chwile spędziła z rodziną i we własnym pokoju.
Przed Bożym Narodzeniem Laney miała tylko jedno życzenie, chciała usłyszeć, jak pod jej rodzinnym domem śpiewają kolędnicy. Marzenie spełniło się w sobotnia noc, gdy dla dziewczynki zaśpiewało 10 tysięcy osób.
