
Jan Pietrzak oskarżył ambasadora na Węgrzech, że mści się na organizatorach jego występu w Budapeszcie. Attaché prasowy placówki zaprzecza tej wersji, zapewniając, że każdy może przyjść do ambasady, by załatwić swoje sprawy. Styl Pietrzaka określa jako "niewybredny i pseudozabawny".
Sympatyzujący z prawicą satyryk Jan Pietrzak na wideoblogu oskarżył ambasadora w Budapeszcie Romana Kowalskiego o represjonowanie organizatorów jego występu. Przekonywał, że to zemsta za żartowanie z Donalda Tuska i Bronisława Komorowskiego. Marcin Bobiński, attaché prasowy ambasady zapewnia, że żadne represje nie mają miejsca. Opisuje też spotkanie wigilijne z Polonią, na którym miały paść słowa krytyki wobec Pietrzaka.
Marcin Bobiński
attaché prasowy Ambasady RP w Budapeszcie
Bobiński twierdzenia o represjach wprost nazywa kłamstwem, odmawiając ich komentowania z powodu nieujawnienia źródła tych twierdzeń. "Ubolewamy, że p. Jan Pietrzak, domagając się szacunku dla swojej osoby, której – dodajmy – w niczym nie uchybiono, jednocześnie uważa, iż ma prawo, by w niewybredny i pseudozabawny sposób obrażać innych i wysuwać daleko idące insynuacje i oskarżenia na podstawie nieprawdziwych informacji, bez jakiejkolwiek ich wcześniejszej weryfikacji" – pisze attaché prasowy węgierskiej ambasady. – "Tego faktu Ambasada RP w Budapeszcie również nie będzie szerzej komentować. Przyjęty styl i formuła wypowiedzi p. Jana Pietrzaka niech świadczą same o sobie" – dodaje.
czytaj także:
Źródło: Ambasada RP w Budapeszcie
