"Precz z komuną" - kiedyś nie podobało się władzy, dziś działaczom PZPN

To o ten transparent poszło na stadionie Polonii
To o ten transparent poszło na stadionie Polonii Fot. naTemat.pl
Niedzielne popołudnie, Warszawa, mecz Polonia - Śląsk. Najpierw był spiker, który trzykrotnie powtarzał, że delegat PZPN prosi o usunięcie z trybuny kamiennej transparentu "Precz z komuną", bo w przeciwnym razie może dojść do przerwania meczu. Potem była interwencja ochrony, która kibiców potraktowała gazem łzawiącym, a potem została przez nich przepędzona z trybuny. Hasło "Precz z komuną" niosło się wtedy po całym obiekcie. Dziś są kontrowersje. I liczne pytania. To nie pierwszy raz, gdy polityczny transparent na stadionie piłkarskim staje się zarzewiem sporu.



W poniedziałek specjalne oświadczenie dotyczące zajść wydała Polonia Warszawa. Klub zdecydowanie odciął się od decyzji delegata i próbę interwencji ochrony uznał za zbędną.

Ofiary ustroju
"Ośmiu zawodników Czarnych Koszul było zamordowanych w Katyniu, wielu kolejnych zginęło walcząc z bolszewikami, a inni musieli opuścić kraj. Te fakty dobitnie pokazują, że w przypadku Polonii sprzeciw wobec komunizmu ma znaczenie szczególne" - czytamy w oświadczeniu. Co ciekawe, ten sam transparent zawisł w sektorze polonistów również podczas derbów z Legią, sprawę wtedy też podniesiono, lecz odpowiednie organy zdecydowały się nie karać klubu.


Tu przeczytasz co dokładnie działo się na Polonii

Jakub Olkiewicz, dziennikarz Weszlo.com, od lat interesuje się tematyką kibiców. Wydane przez Polonię oświadczenie uważa za bardzo istotne: - Sama argumentacja ma nieco mniejsze znaczenie. Przecież prawie każda z grup kibicowskich miała do czynienia z dawnym ustrojem, a i sam komunizm przez 45 lat ciemiężył polskich obywateli. Ale bardzo ważne jest to, że klub stanął po stronie kibiców bo to się często nie zdarza - mówi w rozmowie z naTemat.


Fragment oświadczenia partii Marka Jurka, zaraz po meczu Polonii:

"Jeżeli na polskich stadionach zwykły odruch potępienia komunizmu będzie traktowany jak naruszenie porządku - jutro jako urojone, polityczne roszczenia będą traktowane propozycje upamiętniania rocznic narodowych"



Nie pogadamy, nie znam dokumentów
Spójrzmy kim był dżentelmen, któremu tak nie spodobało się to podzielane przecież przez większość społeczeństwa hasło. Andrzej Szczepański, od lat 70. etatowy działacz partyjny, a pod koniec lat 80. przewodniczący Wojewódzkiej Rady Narodowej w Słupsku, później polityk lewicy. No to wszystko jasne. Ale może jednak warto z nim porozmawiać? I do tego zamienić też parę zdań z Kazimierzem Oleszkiem, który jakiś czas temu chciał przerwać mecz Lechii Gdańsk z powodu transparentu "17.09.1939 - Czwarty Rozbiór Polski"?


Sms od Agnieszki Olejkowskiej, rzeczniczki prasowej PZPN: "Nie udostępniam telefonów do delegatów. Ja mogę panu wyjaśnić sprawę, ewentualnie przewodniczący Wydziału Bezpieczeństwa, pan Andrzej Binkowski". Binkowskiego łapię w jakimś środku transportu. Mówię o czym piszę. - Pan zadzwoni za 20 minut, porozmawiamy - mówi. Potem okazuje się, że jednak nie będzie tak łatwo. To skomplikowana sprawa. Muszę zapoznać się z odpowiednimi dokumentami - słyszę od niego w słuchawce. A chciałem zapytać tylko o to co w obu transparentach nie spodobało się delegatom.

Materiał o zajściu, z wypowiedzią Agnieszki Olejkowskiej:


Próbuję skontaktować się z Olejkowską. Sms, telefon. Bez powodzenia.

Bastion komunizmu
Olkiewicz, na pytanie o to czy związek między przeszłością większości pracowników związku a ich stosunkiem do antykomunistycznych haseł to tylko przypadek: - PZPN w żaden sposób nie rozliczył się z przeszłością, którą znamy chociażby z filmu "Piłkarski poker" ale i z innych machlojek. Ciężko nie zgodzić się z tezą, że to ostatni bastion komunizmu w Polsce. Sam fakt przeszłości wspomnianych przez ciebie panów ma mniejsze znaczenie, myślę, że tam w ogóle jest taka pracownicza solidarność. Że nawet ci młodsi ideologicznie utożsamiają się ze starszymi. Do tego pamiętajmy, że w tej sprawie są też specjalne regulacje odnośnie propagowania określonych haseł - mówi dziennikarz Weszlo.

Paweł Muzyka jest przeciwko polityce na stadionach piłkarskich

Do niedawna nie można było propagować treści rasistowskich, ksenofobicznych i komunistycznych. Teraz UEFA razem z PZPN dorzuciły do tego hasła religijne i polityczne. Kontrowersje, oprócz dwóch już wspomnianych, wzbudził też swego czasu inny transparent na Lechii, nawołujący do modlitwy w trzydziestą rocznicę zamachu na Jana Pawła II. A jeszcze w 2008 roku, w czasie Euro, kibicom z Gdańska nie pozwalano na trybunach rozwiesić transparentu "Bóg, Honor, Ojczyzna". Tyle tylko, że chcąc tutaj być konsekwentnym i twardo stosować prawo, powinno się wchodzącym na stadion zdejmować krzyżyki z szyi. A na taki absurd (póki co?) jeszcze nikt nie wpadł.

Duchowni jednak już teraz krytykują działania PZPN. Tak o swoim stosunku do Euro 2012 mówi na portalu fronda.pl ks. Jarosław Wąsowicz: - Ja także nie zamierzam interesować się imprezą, na której nie szanuje się naszej religii i tradycji narodowych. Nie interesują mnie miliony, które mamy przy tej okazji rzekomo zarobić, bo to judaszowe srebrniki.


Politycy lgną do kibiców
Jacek Masiota, członek zarządu PZPN, powiedział po meczu Polonii: - Sport powinien być wolny od haseł politycznych. Ale usunięcie transparentu "Precz z komuną" to jest już absurd. Zwolennicy oddzielenia polityki boją się, że stadion stanie się areną walki wyborczej. Że im bliżej wyborów, tym przeróżnych haseł będzie pojawiać się więcej. Rozmawiając zaraz po meczu ze znajomymi usłyszałem też inny argument. - A co jak zmierzymy się w 1/4 finału z Niemcami i na Narodowym będzie transparent o treści "Precz z nazizmem?"

Olkiewicz w takiej sytuacji nie widzi problemu: - Kibice nie są zwolennikami konkretnej partii politycznej, to raczej grupa osób manifestująca pewne stałe poglądy. Kiedyś w ich środowiskach popularna była Platforma, jak jest teraz wszyscy widzimy. Ja uważam, że to raczej nie oni lgną do polityki, ale to polityka pragnie się utożsamiać ze środowiskiem fanów. A ludzie z poszczególnych partii chcą się pod kibiców podpiąć - mówi. Dodaje, że wspomniany transparent w trakcie meczu z Niemcami nie byłby dla niego problemem. Że wierzy nawet w to, że goście zza zachodniej granicy mogli by się do takiej antynazistowskiej akcji podłączyć.

Przepisy mówią o zakazie propagowania treści faszystowskich, antysemickich, komunistycznych, a tu mamy do czynienia z odwrotną sytuacją. Zachowanie obserwatora jest dla mnie niezrozumiałe. Jest nie do przyjęcia że tego typu transparent może powodować interwencję przedstawiciela federacji piłkarskiej.



Olkiewicz niedawno skończył pracę licencjacką, zatytułowaną "Aksjologiczne i edukacyjne treści przekazywane w subkulturze kibiców". W rozmowie z nami twierdzi stanowczo, że w polityce na stadionach nie ma nic złego. Ba, może ona nieść ze sobą wartość edukacyjną. - Pokażę ci to na własnym przykładzie. Będąc małolatem i przebywając na stadionie dowiedziałem się o żołnierzach wyklętych. Wcześniej nie miałem o tym pojęcia bo na lekcjach historii kuliśmy starożytność i nie dochodziliśmy do tamtego okresu. Ale nie tylko ze mną tak było. Kolega z jednej klatki zobaczył kiedyś w internecie oprawę Śląska Wrocław i zaczął wypytywać. O kogo chodzi? O jakie zdarzenia? Wiesz, jestem przekonany, że tak się nie zachowują wszyscy. Ale sądzę, że nawet jak 5-10 osób będzie mogło dowiedzieć się dzięki tego typu transparentom czegoś o swoim kraju, to warto to robić.