
Praca rzecznika rządu to zajęcie trudne i niewdzięczne. Z jednej strony jest się pod nieustanną presją dziennikarzy, z drugiej trzeba tak prowadzić politykę informacyjną rządu, by nie podpaść szefowi. Wraz z nominacją Małgorzaty Kidawy-Błońskiej zaczęły pojawiać się pytania, czy warszawskiej posłance, prawnuczce międzywojennego prezydenta i premiera wystarczy charakteru, by przetrwać między młotem a kowadłem.
REKLAMA
Zawsze nienagannie ubrana, z doskonałym makijażem i świetna fryzurą. Do tego elokwentna, otwarta i uprzejma. Praktycznie nie odmawia wypowiedzi przed kamerami czy do prasy drukowanej. Teraz, przynajmniej to ostatnie, się zmieni. Zapotrzebowanie na medialne wypowiedzi Małgorzaty Kidawy-Błońskiej wzrośnie wielokrotnie, a posłance trudno będzie znaleźć czas, by pozytywnie odpowiedzieć na wszystkie prośby.
Nie będzie drugim Grasiem
Poza tym jej praca będzie trudniejsza niż poprzednika, bo raczej mało prawdopodobne, by miała tak dobry dostęp do premiera, jaki miał zaufany Paweł Graś. Nie tylko doskonale wiedział co szef rządu planuje, ale i sam brał udział w tworzeniu niektórych pomysłów. Inna sprawa, że niemal nie dzielił się tymi informacjami z dziennikarzami.
Poza tym jej praca będzie trudniejsza niż poprzednika, bo raczej mało prawdopodobne, by miała tak dobry dostęp do premiera, jaki miał zaufany Paweł Graś. Nie tylko doskonale wiedział co szef rządu planuje, ale i sam brał udział w tworzeniu niektórych pomysłów. Inna sprawa, że niemal nie dzielił się tymi informacjami z dziennikarzami.
Zupełnie inną strategię deklaruje Małgorzata Kidawa-Błońska. Zapewnia, że z dziennikarzami będzie rozmawiała głównie na spotkaniach, a nie przez Twittera. – Ci, co mnie znają wiedzą, że paprotką nie będę. A jeśli ktoś myśli, że mogę nią być, mają do tego pełne prawo – stwierdziła zaraz po nominacji. Ale chyba inne zdanie ma na ten temat szef rządu. – Widzicie, pani rzecznik jest łagodniejsza niż poprzednik – rzucił po pierwszej konferencji Małgorzaty Kidawy-Błońskiej. Jak widać posłanka będzie musiała nabrać odporności nie tylko na dziennikarzy.
Przeprosiny z Twitterem
– Dzisiaj rzecznik rządu to funkcja zakorzeniona w poprzedniej epoce, a rzecznikami rządu są rzecznicy poszczególnych ministerstw – mówi Jerzy Ciszewski, były wiceminister sportu i założyciel agencji public relations.
– Uważam, że Małgorzata Kidawa-Błońska to dobry wybór. Jest dobrze wychowana, dobrze prezentuje się w mediach. Jedyną wadą jest to, że nie za dobrze zna się na nowych technologiach – ocenia.
– Dzisiaj rzecznik rządu to funkcja zakorzeniona w poprzedniej epoce, a rzecznikami rządu są rzecznicy poszczególnych ministerstw – mówi Jerzy Ciszewski, były wiceminister sportu i założyciel agencji public relations.
– Uważam, że Małgorzata Kidawa-Błońska to dobry wybór. Jest dobrze wychowana, dobrze prezentuje się w mediach. Jedyną wadą jest to, że nie za dobrze zna się na nowych technologiach – ocenia.
A dla dotychczasowego rzecznika to właśnie Twitter był podstawowym narzędziem komunikacji. – Wydaje mi się, że dzisiaj to jedyna możliwość. Przy takim natłoku zapytań dziennikarzy i takiej mnogości spraw pani rzecznik będzie musiała polegać na mediach elektronicznych by oszczędzić sobie czasu. Co prawda powiedziała, że będzie otwarta na bezpośredni kontakt z dziennikarzami, ale to na wyrost, bo musiałaby pracować 28 albo i 41 godz. na dobę. Będzie się pojawiała tylko w najważniejszych miejscach – przewiduje Jerzy Ciszewski.
Posłuszna wobec premiera
Kidawie-Błońskiej trudno będzie wywalczyć silną pozycję w otoczeniu premiera, ponieważ jest mu całkowicie podporządkowana. Kilka tygodni temu zrezygnowała z ubiegania się o stanowisko szefowej warszawskich struktur PO i oddała je Hannie Gronkiewicz-Waltz. Takie wizerunkowe wzmocnienie przydało się prezydent stolicy, która właśnie przygotowywała się do referendum.
Kidawie-Błońskiej trudno będzie wywalczyć silną pozycję w otoczeniu premiera, ponieważ jest mu całkowicie podporządkowana. Kilka tygodni temu zrezygnowała z ubiegania się o stanowisko szefowej warszawskich struktur PO i oddała je Hannie Gronkiewicz-Waltz. Takie wizerunkowe wzmocnienie przydało się prezydent stolicy, która właśnie przygotowywała się do referendum.
Kidawa-Błońska ma doświadczenie jako rzeczniczka, bo odpowiadała za komunikację podczas kampanii wyborczej Bronisława Komorowskiego w 2010 roku i Platformy Obywatelskiej w wyborach parlamentarnych w 2011 roku. Jak pisze Renata Grochal w "Gazecie Wyborczej", to wtedy premier miał zwrócić uwagę na jej spokojną naturę i stronienie od politycznych pyskówek. No i znacznie większą otwartość niż w przypadku Pawła Grasia.
Jej nominacja nie przynosi rewolucji, ale znaczącą zmianę. Graś był rzecznikiem do wewnątrz: należał do najbliższego otoczenia Tuska, bardzo dużo wiedział, a jego podstawową misją była ochrona premiera, a nie prowadzenie polityki informacyjnej rządu. CZYTAJ WIĘCEJ
W lepszy kontakt z dziennikarzami wierzy Dominika Wielowieyska z "Gazety Wyborczej". – Z tego co zrozumiałam Małgorzata Kidawa-Błońska dostała obietnicę, że będzie przy podejmowaniu najważniejszych decyzji. Premierowi zależy na zmianie wizerunku jego otoczenia, które dzisiaj postrzegane jest jako grupa panów spotykających się przy winie i cygarach, by ustalić najważniejsze kwestie – zauważa dziennikarka.
Obiecujące początki
– Dzisiaj wśród najbliższych współpracowników premiera pojawia się coraz więcej kobiet. Jest Ewa Kopacz, która pociąga za sznurki w Sejmie i siłą rzeczy musi być przy tworzeniu strategii Platformy i rządu – ocenia Wielowieyska. – Premier uznał, że im więcej kobiet w jego otoczeniu, tym lepiej, bo pokazuje się jako polityk promujący panie. A i sam Paweł Graś miał już chyba dość tej funkcji. Zajmował się wieloma innymi rzeczami i nie miał cierpliwości do odpowiadania na pytania dziennikarzy – przypomina reporterka "Gazety Wyborczej".
– Dzisiaj wśród najbliższych współpracowników premiera pojawia się coraz więcej kobiet. Jest Ewa Kopacz, która pociąga za sznurki w Sejmie i siłą rzeczy musi być przy tworzeniu strategii Platformy i rządu – ocenia Wielowieyska. – Premier uznał, że im więcej kobiet w jego otoczeniu, tym lepiej, bo pokazuje się jako polityk promujący panie. A i sam Paweł Graś miał już chyba dość tej funkcji. Zajmował się wieloma innymi rzeczami i nie miał cierpliwości do odpowiadania na pytania dziennikarzy – przypomina reporterka "Gazety Wyborczej".
Ale nie wszyscy dziennikarze wierzą w powodzenie misji Małgorzaty Kidawy-Błońskiej.
Jednak pierwsze dni po przejęciu teki rzecznika rządu od Pawła Grasia wypadają dla Małgorzaty Kidawy-Błońskiej całkiem pomyślnie. Pojawiła się w najważniejszych mediach, sprawnie poprowadziła swoją pierwszą konferencję premiera i widać już, że zaczyna eksperymentować z reagowaniem na bieżące wydarzenia. Miała jedynie problem z opanowaniem dziennikarzy, którzy zasypywali premiera pytaniami.
Po rozmowach Donalda Tuska i Jarosława Kaczyńskiego z brytyjskim premierem Davidem Cameronem zwołała briefing, na którym razem z wiceministrem spraw zagranicznych relacjonowała o czym panowie rozmawiali. W czasach Pawła Grasia coś takiego byłoby niemożliwe. Pytanie tylko, czy Kidawa-Błońska będzie w stanie utrzymać takie tempo pracy na dłuższą metę.
Gdyby miało okazać się, że nie, nowa rzecznik rządu już założyła konto na Twitterze. Jeszcze z niego nie korzysta, ale jeśli będzie trzeba, skorzysta z dobrych rad Pawła Grasia.

