
Po raz kolejny głośno jest o erotycznym kalendarzu przedstawiającym rumuńskich prawosławnych "duchownych". Półnadzy modele przedstawieni w śmiałych pozach sfotografowani są w nim w otoczeniu cerkiewnych akcesoriów i symboli, wzbudzając oburzenie wielu wiernych. "W ironiczny sposób zwracamy uwagę na skandale korupcyjne, niechęć do artystów i homofobię panujące w Cerkwi Prawosławnej" – piszą twórcy kalendarza.
Szybko okazało się jednak, że to nie żadni duchowni, tylko modele udający popów – od kalendarza wyraźnie odcięli się przedstawiciele Cerkwi w Rumunii. Niemniej posmak sensacji wcale nie zniknął: prawosławni hierarchowie z kilku państw Europy Wschodniej zaatakowali kalendarz jako formę obrazy ich wiary.
Aura skandalu sprawiła, że o kalendarzu, którego kolejne edycje można kupić na stronie orthodox-calendar.com, zrobiło się głośno, a przesłanie jego autorów rozniosło się po mediach. Co chcieli oni powiedzieć światu?
Naszym podstawowym celem było zademonstrowanie, że nie wszyscy wyznawcy prawosławia dają się wepchnąć w ciasny stereotyp obyczajowego konserwatyzmu, promowany w mediach, ale są ludźmi o konkretnych pasjach, preferencjach, zainteresowaniach i pragnieniach. CZYTAJ WIĘCEJ
Deklarujący przynależność do Cerkwi pomysłodawcy wydawnictwa dodają też, że “kalendarz jest wyrazem ironicznego spojrzenia na Kościół Prawosławny, który w ostatnim czasie zamieszany był w skandale korupcyjne, zamiatanie pod dywan przypadków homoseksualnych stosunków płciowych, represjonował artystów i promował homofobię”.
Ukazując na 12 fotografiach nagie i półnagie ciała członków Cerkwi pochodzących z różnych krajów wschodniej Europy, artyści chcieli przeciwstawić się “negatywnym i archaicznym poglądom większości hierarchów prawosławia”.
Na stronie “Orthodox Calendar” przeczytać można, że kalendarz sprzedaje się nieźle, a reakcje duchownych i cerkiewnych hierarchów były różne w zależności od konkretnego kraju. “Niektórzy nazwali nas terrorystami, inni zbyli nas milczeniem. Najfajniej zareagował Grecki Kościół Prawosławny, który zadeklarował, że “nie aprobuje kalendarza ale rozumie, że mogą go docenić środowiska artystyczne i mniejszości”.

