
"Zlustrujemy sobie rodziców?" – pyta Dorotę Kanię w wywiadzie dla tygodnika "Plus minus" Robert Mazurek. Następnie bezlitośnie ją punktuje wyliczając nazwiska prawicowych dziennikarzy, którzy pochodzą z "resortowych" rodzin i pokazując, jak wybiórczo stosuje narzędzie lustracji. Kania broni się twierdząc, że przy pisaniu książki "kryterium było inne".
Autorka "Resortowych dzieci" nie mogła się spodziewać, że tak bolesny cios przyjdzie z prawej strony. A jednak… Mazurek unaocznił, jak obłudna przy okazji tej najnowszej książki jest jej postawa. Już na początku wywiadu zapytał, kim byli jej rodzice.
W takim tonie utrzymana jest cała rozmowa, a Mazurek pyta także m.in. o Jerzego Targalskiego, który jest współautorem "Resortowych dzieci". On również miał ojca w PZPR. "Przecież pisząc taką książkę Targalski wznosi się na Himalaje hipokryzji i komizmu" – stwierdza dziennikarz. "Najlepiej, by to Targalski mówił o sobie, a nie ja. Wcale nie sądzę, by to było śmieszne i nie dostrzegam w tym hipokryzji" – tłumaczy się Kania.
Pada też pytanie, dlaczego w książce nie zostały opisane osoby z prawej strony, takie jak właśnie Targalski czy też Bronisław Wildstein, który również miał partyjnego rodzica. "Kryterium, jakie przyjęliśmy, było bardzo proste i jasne. Było nim zachowanie dziennikarzy w III RP i ich stosunek do najważniejszych spraw: lustracji, dekomunizacji, likwidacji WSI oraz do katastrofy smoleńskiej" – mówi Kania.
W tle pojawia się zaś wątek animozji między dziennikarzami na prawicy. Dziennikarka dziwi się, że nikt wcześniej nie miał odwagi napisać takiej książki. Piotrowi Zarembie zarzuca wręcz tchórzostwo. "Życia ci nie starczy, by osiągnąć poziom Zaremby" – odpowiada na to Mazurek.
Czytaj także:
Źródło: "Plus Minus"
