[url=http://shutr.bz/1a5iqb8] Sesja, czyli studenckie piekło [/url]
[url=http://shutr.bz/1a5iqb8] Sesja, czyli studenckie piekło [/url] Shutterstock

Już za chwilę rozpocznie się zbiorowy płacz i zgrzytanie zębów, a sakramentalne pytanie „czemu znowu nie uczyłem się na bieżąco?!” będzie się pojawiać na tysiącach ust. Wielkimi krokami zbliża się sesja zimowa, czyli festiwal niszczenia sobie psychiki i organizmu, PRL-owskich kolejek w punktach ksero, oraz powolnego zapominania jak wyglądają twarze znajomych. - Masz jakieś ciekawe wspomnienia związane ze swoją pierwszą sesją? - zapytałam Sandrę z drugiego roku medycyny. - Chyba tylko takie, że ją przeżyłam - odpowiedziała całkiem serio.

REKLAMA

Student umarł i poszedł do piekła. Diabeł przywitał go i spytał jakie piekło wybiera: normalne czy studenckie? Ten wybrał normalne. Gdy się w nim znalazł, okazało się, że imprezy trwają tam przez całą noc, są dziewczyny, a alkohol leje się strugami, lecz z rana przybywa diabeł i wbija każdemu gwóźdź w tyłek... i tak codziennie. Wobec tego student zdecydował się na przeniesienie do piekła studenckiego. Tam również całonocne imprezy, ale rano nie pojawia się już diabeł. Tak mija kilka szczęśliwych miesięcy, aż pewnego dnia przychodzi diabeł z wiadrem gwoździ. Student zaskoczony pyta - Co jest?!, na co diabeł odpowiada – Sesja!

Żarty na bok
Ten stary i może mało zabawny kawał, najlepiej obrazuje nasze smutne, studenckie życie. Jest miło i wesoło, jednak wszystko to kończy się wraz z momentem, gdy w kalendarzu nieubłaganie zaczyna zbliżać się data rozpoczęcia sesji. A kiedy już studenckie piekło się zacznie, nocy nie zarywa się przez imprezy, a przez nieustanne wkuwanie.
Punkty ksero przeżywają oblężenie. BUW przyjmuje nieszczęśników w swe otwarte ramiona aż do piątej nad ranem. Strugami nie leje się alkohol, a energetyki. Domyślam się, że trakcie sesji niebezpiecznie wzrasta także zapotrzebowanie na wszelakie narkotyki, o co mogłabym wypytać zaprzyjaźnionego dilera, lecz niestety nie mam żadnego zaprzyjaźnionego dilera.
Zły zjazd
W przeciwieństwie do Marty, której „zwykłe” studenckie wspomagacze przestały wystarczać rok temu - Raz próbowałam sobie pomóc narkotykami, ale już nigdy więcej tego nie zrobię – mówi znajoma – Wielu kolegów namawiało mnie, żebym spróbowała, bo narkotyki dają o wiele lepsze efekty niż jakiekolwiek napoje energetyczne. Sama wlewałam je w siebie jak wodę. Pod koniec sesji mój organizm przestał na nie jakkolwiek reagować, więc stwierdziłam, że muszę sobie bardziej „pomóc”.
Nie była to jej pierwsza przygoda z narkotykami. Wcześniej zdarzało jej się palić marihuanę na imprezach, jednak tych ciężkich dragów nie próbowała nigdy. - Znajoma załatwiła mi jakąś specjalną, „studencką” mieszankę, którą dilerzy karmią naiwniaków podczas sesji. Podobno ułatwia skupienie, wchłanianie informacji i sprawia, że nie czuje się zmęczenia. - Nawet nie wiem co to dokładnie było, lecz koleżanka mówiła, że na nią działa po prostu świetnie i jej zaufałam - wspomina Marta.
W efekcie przeżyła, jak to określiła „bardzo mocny zjazd” i przez całą, nieprzespaną noc czuła się tak fatalnie, że w efekcie nie poszła na egzamin – Dopiero pod koniec następnego dnia ledwie zwlekłam się z kanapy. Pierwszy termin przepadł, na zwolnienie lekarskie raczej nie miałam co liczyć, bo przecież kompletnym idiotyzmem byłoby poddawać się diagnozie w takim stanie. Zdałam ten przedmiot w drugim terminie, już bez żadnego dodatkowego wspomagania – kończy Marta.
Pod prąd
Wbieganie na egzamin w ostatniej chwili jest na drugim miejscu, jeżeli chodzi o statystykę "przypałów" w trakcie sesji. - Jak zwykle w trakcie semestru olałem sprawę i zdecydowałem się uczyć dopiero dzień przed egzaminem, około dziewiątej wieczór – opowiadał Wojtek. - Zaopatrzyłem się w cztery napoje energetyczne i zacząłem naukę. Udało mi się skończyć o piątej, a egzamin był o ósmej. Mimo energetyków czułem się bardzo zmęczony, więc pomyślałem, że położę się spać na półtorej godziny, a później jeszcze raz przeczytam streszczenie materiału i pojadę autobusem na uniwersytet.
- Kiedy moje oczy się otworzyły, od razu dotarło do mnie, że jak na krótko po szóstej jest trochę zbyt jasno. Chwilę później zobaczyłem na zegarku 7:45 – śmieje się Wojtek. - Szybko spakowałem rzeczy do torby, poszedłem do łazienki i spojrzałem do lustra. Wyglądałem tragicznie, jednak nie miałem czasu, żeby cokolwiek z tym zrobić.
Zebrał ubrania z podłogi, złapał klucze do samochodu, zbiegł na dół z czwartego piętra. Była za dziesięć ósma. Pruł samochodem przez małe uliczki 100 km na godzinę, a na sam koniec tę, która prowadziła na uniwersytet i była jednokierunkowa, pokonał pod prąd, na awaryjnych światłach. - Na salę trafiłem punkt ósma. W trakcie egzaminu zasnąłem 2 razy. Ale go zdałem – kończy ze śmiechem Wojtek.
Szczęśliwy wzorek
- Ja stwierdziłam, że nie będę się uczyła wcale, bo nie mam siły, ale pójdę na egzamin, żeby chociaż sprawdzić jak wygląda - mówiła mi Gosia. - Nie chodziłam na zajęcia, bo pokrywały mi się z obowiązkowymi ćwiczeniami i nawet nie wiedziałam jaka będzie forma tego zaliczenia. Okazało się, że to test wyboru. Postanowiłam przeczytać pytania i je jakoś zapamiętać, z myślą o następnym terminie. Znałam odpowiedzi na cztery z nich, więc zaznaczyłam je na specjalnym blankiecie. Głupio było mi wyjść aż tak szybko, więc stwierdziłam, że jeszcze chwilkę się pobawię i stworzę z odpowiedzi wzorek. Akurat tak się składało, że te, które zaznaczyłam, łatwo wpisywały się w zygzak. Narysowałam go i z dumą oddałam kartkę profesorowi - opowiada Gośka. - I nie uwierzysz co się okazało... Zdałam na czwórkę!
Gośka miała szczęście i udało jej się zdać bez żadnego wysiłku, jednak wielu podchodzących do egzaminu nie może pochwalić się takim "fuksem". Z drugiej strony, jako główne źródło swoich problemów w trakcie sesji, większość studentów pokornie wskazuje samych siebie, przyznając, że nie uczą się na bieżąco i pozostawiają nieprzebrane tony materiału na ostatnią chwilę.
W tym momencie powstaje pytanie o ogólny sens studiowania - bo przecież w zasadzie "Trzech Z", czyli "zakuj, zdaj, zapomnij" na pewno on się nie kryje. Uniwersytet nie jest przecież z założenia instytucją zajmującą się masową produkcją intelektualnych wydmuszek, które absorbują wiedzę na ostatnią chwilę, a później nawet nie mają pretekstu by ją utrwalić.
Tak więc dla własnego komfortu fizycznego i psychicznego w trakcie sesji, a także i po niej, warto inwestować w systematyczną pracę, zamiast w legalne i nielegalne wspomagacze.