
To jest wojna, a zaczynają ją wygrywać niepalący. Ci bowiem uważają za niesprawiedliwe, że ich palący koledzy spędzają pół godziny, a nawet godzinę dziennie na "fajce", podczas gdy reszta musi pracować za nich. To między innymi oni spowodowali, że palący pracownicy mazowieckiego urzędu marszałkowskiego będą płacić za czas poświęcony swojemu nałogowi, lub zostaną dłużej w pracy.
Jak mówi rzeczniczka urzędu marszałkowskiego, wszystkie instytucje powinny odnotowywać prywatne wyjścia, jakimi są między innymi przerwy na papierosa. – Urząd nie płaci za wyjścia prywatne, ale za pracę – wyjaśnia Marta Milewska. Jednak oprócz nowych przepisów, na problem zwracali uwagę niepalący pracownicy, którzy jak w wielu firmach, czuli się poszkodowani z tego powodu, że nie palą.
Palacze chcą wychodzić, natomiast niepalący nie rozumieją, dlaczego inni pracownicy, którzy palą mają pracować krócej. Bo jeśli ktoś wychodzi z biura na około 30 minut, to ktoś musi za niego wykonywać jego pracę, odbierać telefony, rozmawiać z petentami.
Na takie podejście do palaczy nie godzi się mój kolega z redakcji - Janusz Omyliński. Janusz jest palaczem i twierdzi, że już sam sposób wypowiadania tego słowa przez niepalących kolegów brzmi jak obelga. – Przecież przesiaduję "godzinami" na papierosie tym samym odbierając coś tym wspaniałym, dbającym o siebie, pracowitym niepalącym – mówi. Janusz jest jednak nieco "innym przypadkiem", gdyż pracuje w sposób zadaniowy, a nie na czas. Zdaje sobie sprawę, że musi się wywiązać ze swoich obowiązków, a tym samym wie, czy ma czas na papierosa.
Czas pokaże, jak wiele osób z 98 proc. pracowników urzędu marszałkowskiego zadeklarowanych jako niepalący, faktycznie nie ma czego odpracowywać lub spłacać. Pełna optymizmu rzeczniczka urzędu ma nadzieję, że osoby które nie złożyły deklaracji, zamierzają rozstać się z nałogiem. Czy jednak nie pojawią się tacy, którzy nadal będą chcieli puszczać dymka w czasie pracy?
Czy umycie kubka, zagotowanie wody, znalezienie cukru etc. – czyli przygotowanie dwóch-trzech kaw dziennie nie zajmuje czasu? A co z pracownikami odgrzewającymi jedzenie z domu? Co z osobą chodzącą do sklepu w trakcie pracy po bułki? Co z dziewczyną noszącą wymyślne kozaki potrzebującą kwadransa na ich zdjęcie przed pracą?
Chodzi o przyzwoitość
Janusz Omyliński nazywa nowe przepisy absurdem i zwraca uwagę, że człowiek nie może pracować non-stop przez osiem godzin. – Pomijając już "ustawowe" przerwy dla np. osób pracujących przy komputerach, człowiek musi mieć chwilę w trakcie pracy chociażby na odsapnięcie. Również niepalący koledzy chwalili sobie często wychodzenie ze mną na papierosa. Bo oprócz tej krótkiej przerwy na przewietrzenie myśli, jest to też czas na zacieśnianie więzi w pracy – mówi Janusz.


