"W górę serca, Stolec królem jest!" - o niecodziennych nazwach klubów piłkarskich

Zabawne mogą być polskie nazwy, ale i zagraniczne.
Zabawne mogą być polskie nazwy, ale i zagraniczne. fot. Strona klubu FC Huy na Facebooku
- Z kim dzisiaj graliście? Z kim? Naprawdę się tak nazywają? Nie no, nie wierzę. Na pewno mnie wkręcasz - Taka reakcja jest dosyć częsta, gdy w Polsce rozmawia się o spotkaniach w niższych ligach piłkarskich. Poziom dużo niższy, niekiedy zęby bolą od patrzenia na grę, ale im niższa liga tym większy odsetek barwnych nazw zespołów. Iskra Stolec, Błękit Cyców, Unifreeze Miesiączkowo, LZS Zimna Wódka - tylko tam odnajdziemy takie rodzynki.



Zacznijmy od pierwszego przykładu. Stronę internetową Iskry Stolec prowadzi niejaki "Spychu". Dzwonię do niego, chce bym go podpisał ksywą. - Śmiech? Szydera? Tak, jasne, że są ludzie, którzy z naszej nazwy się śmieją. Drwiny są szczególnie częste gdy gramy z jakimś zespołem z większego miasta. Na meczach międzywiejskich nikomu to nie przeszkadza.


- Nie masz problemów z odpowiedzią na pytanie o jakim zespole piszesz? - pytamy

- Nie mam. Ja tu się wychowałem i mieszkam tu od lat. Przyzwyczaiłem się, nie przeszkadza mi to.

"Precz z komuną" - hasło, które szczególnie drażni działaczy PZPN

Poległ w starciu ze Stolcem
"Spychu" narzeka na frekwencję, mówi, że Iskrę Stolec mało kto już chce oglądać. Dzisiaj grają w B-Klasie i skład oparli na dwudziestolatkach. Ale jeszcze kilka lat temu byli o ligę wyżej. Wtedy ludzi na stadionie pojawiało się nieco więcej, zdarzały się też przyśpiewki. W materiale "Faktów" TVN znajdziemy scenę, jak fani drużyny intonują "W górę serca, Stolec wygra mecz jest!" A podobno była też druga wersja, mocniejsza, w której Stolec był królem.


Materiał Pawła Abramowicza z "Faktów" TVN:


- Naprawdę tak śpiewali? Nie no, nie wierzę - mówi w rozmowie z nami Tomasz Jachimek, satyryk, zarazem zapalony kibic piłkarski. Po czym kontynuuje ze śmiechem: - W sumie nie jest winą mieszkańców, że przyszło im żyć w Stolcu. Ale już zestawienie tego z wyrazem Iskra, oj, to jest dość mocne. No bo niech pan sobie wyobrazi gościa, który wraca smutny do domu i mówi przybity żonie, że właśnie poległ 0:3 w starciu z Iskrą Stolec.


Są też nazwy dołujące, już bezpośrednio szerzące defetyzm, odnosząc się do porażki. Taki klub piłkarski Iskra jest nie tylko w Stolcu, ale i w Samoklęskach Dużych. Z kolei w Kalinowicach można pójść na mecz lokalnego zespołu Rozpacz. Jak gra ten Sokół? Ano, lipę gra. Tym bardziej, że zespół, o którym mowa, nazywa się Sokół Wielka Lipa. Oprócz skojarzeń negatywnych inne nazwy można też odnieść do używek (LZS Zimna Wódka), żartów Karola Strasburgera (Suchary Suchy Las) albo anatomii człowieka (Błękit Cyców). W tym ostatnim zespole prezesem jest niejaki Krzysztof Rutkowski. Podobno nie ten.

Tomasz Jachimek
satyryk

W sumie nie jest winą mieszkańców, że przyszło im żyć w Stolcu. Ale już zestawienie tego z wyrazem Iskra, oj, to jest dość mocne. No bo niech pan sobie wyobrazi gościa, który wraca smutny do domu i mówi przybity żonie, że właśnie poległ 0:3 w starciu z Iskrą Stolec



Wietrzne derby
Ciekawa sytuacja klubowa jest w powiecie wołomińskim. Jadąc pociągiem z Warszawy do Tłuszcza zaraz za trzecią stacją zobaczymy po lewej stronie obiekt Wichru Kobyłka. Nowoczesny, nie tak dawno temu wybudowany, zawierający kilka boisk. Jednak pociągiem wystarczy jeszcze podjechać ledwie dwie minutki, by po prawej stronie naszym oczom ukazał się obiekt Huraganu Wołomin. Starszy, lekko zaniedbany. Obie drużyny jeszcze nie tak dawno ze sobą rywalizowały. - Było kilka takich spotkań. Wiesz jak je nazywano? Wietrzne derby - mówi Paweł Stańczuk, który w Wichrze swego czasu grał a dziś jest sekretarzem klubu. - Gdy jeszcze grałem w tym klubie zdarzały się docinki, niektórzy reagowali z uśmiechem słysząc naszą nazwę, ale nie było to jakieś nagminne - wspomina mecze z przeszłości Stańczuk. My dodamy, że w okolicy popularne jest pytanie: "Wiesz na jakim meczu najbardziej wieje?" I oczywista odpowiedź: "Gdy Wicher mierzy się z Huraganem".

Tekst o polskich piłkarzach, którzy najpierw są świetni a potem gdzieś giną

Niektórzy swoją nazwą wzorują się na największych. Ale tylko tym. Milan Milanówek znany jest raczej z tego, że jednego swojego wychowanka - Piotra Dziewickiego - miał w ekstraklasie. Może i moglibyśmy mieć w Polsce spotkania Juventusu z Milanem, gdyby nie fakt, że Milanówek jest na Mazowszu a Juventus Poraż swoje mecze rozgrywa w pięknych bieszczadzkich sceneriach. Jest też Inter. Nie, nie Mediolan. Inter Gnojnica.

Polska się boi czy jednak się śmieje?
Warto zaznaczyć, że nie wszystkie drużyny o niecodziennych nazwach grają w najniższych ligach. Izolator Boguchwała zakotwiczył w lidze trzeciej, parę razy był nawet o krok od awansu o ligę wyżej. Rozmawiam z jednym z działaczy klubu. Pytam, czy nazwa, na przestrzeni lat, wywoływała śmiech kibiców innych drużyn. - Wie pan, nasz klub ma już ponad 60 lat i przez długi czas istnieje pod właśnie tą nazwą. W naszym regionie już wszyscy do niej przywykli. Jeżeli się ktoś śmieje to raczej jest to osoba spoza regionu - mówi. Dodaje, że za komuny religijny kontekst nazwy miasta nikomu nie przeszkadzał. Gdy pytam o aktualne przyśpiewki, mówi ze smutkiem, że dziś piłka coraz mniej interesuje mieszkańców. Kiedyś skandowano: "Izolator Boguchwała to drużyna jest wspaniała". Albo nawet mocniej: "Izolator Boguchwała - boi się go Polska cała". Boi czy śmieje się z niego?

Izolator Boguchwała pojawił się nawet w serialu "Miodowe Lata":


Ciekawe przykłady znajdziemy też w innych krajach. Wydawać by się mogło, że Naughty Boys mogliby być polską grupą Chippendalesów tymczasem tak nazywa się zespół w lidze Botswany. Z kolei Eleven Men in Flight to żaden rockowy zespół muzyczny a drużyna na co dzień grająca w Swazilandzie. Ale "oryginalne" nazwy znajdziemy też w Europie. W Belgii odnajdziemy zespół FC Huy, z kolei w niższych ligach angielskich swoje mecze rozgrywa drużyna Minety FC.

Listę śmiesznych nazw klubów zobaczysz na forum portalu Insomnia.pl

- Te przykłady są oczywiście zabawne ale tak na swój sposób. Przecież ci goście grający na chwałę Minety nie mają bladego pojęcia, co tak Polaków bawi w tej nazwie. A przecież też nie każdy Polak wie co ten wyraz oznacza - analizuje Jachimek. Gdy mówię mu o nazwie klubu z Belgii, od razu kojarzy mu się ona z byłym holenderskim bramkarzem Edem de Goeyem, z którym nie lada problem miało wielu komentatorów.

Wszystko przez to, że jego nazwisko w Holandii czytało się dokładnie tak jak nazwę belgijskiej drużyny.