Fot. Bartosz Bobkowski / Agencja Gazeta

W młodzieży protestującej na ulicach polskich miast przeciw ACTA wielu widziało "Solidarność" naszych czasów. Na wyrost? Coś może jednak w tym jest. Tak bowiem, jak o "Solidarności" zapomniano, gdy upadał mur berliński, tak i w obliczu upadku ACTA nikt o nas już nie wspomina.

REKLAMA
Zaaferowani powrotem obywatelskiego ducha w naszym społeczeństwie wydają się być przekonani, że Polacy znowu dokonali czegoś wyjątkowego i dzięki nam świat staje się lepszy. Jak nasi dziadkowie cudem nad Wisłą uchronili Europę przed komunizmem, a dzięki rodzicom upadła Żelazna Kurtyna, tak my uchroniliśmy świat przed odebraniem wolności w sieci.
I bez wątpienia wiele w tym prawdy. Trudno zaprzeczyć przecież, że to zwykli Polacy pierwsi twardo powiedzieli ACTA "nie". Trudno zaprzeczyć było jednak i wtedy, gdy upadał mur berliński, a mało kto wspominał o "Solidarności". Wówczas to się jednak udało, może także teraz.
"Od Niemiec po Sofię, Warszawę, Pragę..." - zaczyna się tekst o protestach przeciw ACTA na "Huffington Post". "Protestowano w Londynie, Dublinie, Warszawie..." - piszą niemieckie media. I tyle. Wspomniany artykuł "Huffington Post" o tym, że protestujący przeciw ACTA zdobywają ulice w całej Europie ilustruje wielka flaga Rumunii.
Walka z ACTA w Europie
w oczach świata

Narracja zachodnich mediów jest prosta i wszystkim znana - znowu wszystko zawdzięczamy Niemcom. To tam protesty sprawiły, że przyszłość umowy jest praktycznie przesądzona. Reszta narodów do protestu po prostu się przyłączyła. Rumuni, Bułgarzy... no i Polacy.