Kabaret, jakiego nie było od lat, czyli "Pożar w burdelu" podbija stolicę. "Takiego kabaretu byliśmy złaknieni"

Luty 2013. Spektakl "Pożar w burdelu: Don Juan w Warszawie" na Chłodnej 25.
Luty 2013. Spektakl "Pożar w burdelu: Don Juan w Warszawie" na Chłodnej 25. Fot. Agata Grzybowska / Agencja Gazeta
Warszawa zakochała się w teatralno-kabaretowej trupie “Pożaru w burdelu”. Zachwalają ich zgodnie Marcin Meller i Ilona Klejnowska, na ich występach bywają najważniejsi krytycy teatralni i profesorowie Akademii Teatralnej, a bilety na kolejne odcinki rozchodzą się jak ciepłe bułeczki. – Nawiązują do najlepszych tradycji kabaretu literackiego. To współczesny Zielony Balonik – ocenia krytyk teatralny Wiesław Kowalski.

“Są wulgarni. Nieprzyzwoici. Opowiadają niesmaczne dowcipy. Obrażają publiczność. I na dodatek nie umieją tekstu. Kto? Artyści ze spektaklu ‘Pożar w burdelu’ – pisał w październiku 2012 roku w portalu Gazeta.pl krytyk teatralny Roman Pawłowski. Były to dopiero początki istnienia tej formacji, założonej przez Michała Walczaka i Macieja Łubieńskiego i związanej z Klubem Komediowym Chłodna.


Od tamtego czasu kabaret przeszedł daleką drogę: nie tylko kilka razy się przenosił, ale i stale zyskiwał na popularności, której ukoronowaniem była niedawna warszawska nagroda Wdechy 2013. Ale “Pożar w burdelu” nie zwalnia – występują właśnie w Nowym Teatrze, ogłoszono też, że w marcu będą gościć w Muzeum Historii Żydów Polskich. I pewnie jak zwykle oglądać ich będą tłumy. Bo spektakle “Burdelu” to dziś w Warszawie jedno z tych miejsc, gdzie po prostu “trzeba bywać”.


Metro, gender, płonąca tęcza
“Burdelarze rozpychający się po Warszawie od kilkunastu miesięcy to z jednej strony wysmakowany, dopieszczony literacki kabaret, z drugiej – przekraczająca granice dobrego smaku polityczno-obyczajowa jazda po bandzie” – pisał o nich Marcin Meller. Ale przedstawione w luźny sposób scenki z życia miasta, nawiązujące do płonącej tęczy, Hanny Gonkiewicz-Waltz, zalanego metra, a nawet “ideologii gender” czy Powstania Warszawskiego, śmieszą też po prawej stronie politycznego spektrum.



“W fenomenalny i komiczny sposób potrafią śmiać się i zarażać śmiechem przedstawiając codzienne życie Warszawy w niecodzienny sposób” – zachwala “Burdelarzy: na swoim blogu Ilona Klejnowska.

– Są “nasi”, warszawscy. To warszawianie i warszawianki najlepiej ich rozumieją. Stąd tak duża popularność tego kabaretu – mówi Marcin Pietrowski, student politologii UW i pasjonat teatru, pełniący funkcję prezesa studenckiego Koła Naukowego „Teatr i Polityka”.

– Ale dużą rolę odgrywa też fakt, że “Pożar w burdelu” wywodzi się właśnie z Chłodnej, z kultury niezależnej, pozostającej poza głównym nurtem. W Warszawie to, co nie jest “mainstreamem”, zawsze znajdzie sobie grupę wiernych fanów – ocenia Pietrowski.


Również wedle Karoliny Sakowicz z Muzeum Historii Żydów Polskich, które w marcu gościć będzie kabaret, moda na “Pożar w burdelu” ma mocno środowiskowy charakter: – Chodzi o ludzi związanych z kulturą, bohemę, czy też warszawską “hipsterkę”. To przede wszystkim do ich wrażliwości odwołują się twórcy kabaretu – mówi Sakowicz.

Wiesław Kowalski, redaktor naczelny portalu Teatr dla Was, przyznaje w rozmowie z naTemat, że “Pożar w burdelu” nie jest “rozrywką dla gawiedzi”, z którą od lat kojarzą się w Polsce kabarety.

Wiesław Kowalski
Teatrdlawas.pl

Bardzo się cieszę, że taka grupa powstała. Ich oscylująca na granicy teatru i kabaretu twórczość nawiązuje do najlepszych tradycji polskiego kabaretu literackiego. Można by powiedzieć, że Walczak i Łubieński są współczesnym odpowiednikiem Boya-Żeleńskiego, a “Pożar w burdelu” to dzisiejszy “Zielony Balonik”.


– Wszystko wskazuje na to, że karmieni od lat telewizyjną papką z jej rubasznymi kabaretonami, właśnie takiego kabaretu byliśmy złaknieni. Świadczą o tym przede wszystkim tłumy na kolejnych odcinkach – mówi Kowalski.

Kabaret w natarciu
Recenzenci są zgodni, że historyk, varsavianista i dziennikarz RDC Maciej Łubieński oraz utalentowany dramaturg Michał Walczak stworzyli kabaret, który świetnie “wącha swój czas”. Kolejne odcinki, w których pojawiają się aluzje do wydarzeń z politycznego i kulturalnego życia miasta, są świetnie przyjmowane przez publiczność.


– Najważniejszy jednak jest nie lokalny koloryt, ale inteligentny, ironiczny, aluzyjny i absurdalny humor, którym przepełnione są kolejne odcinki spektaklu – mówi Kowalski. Dlatego też warszawiacy świetnie bawią się słuchając piosenek o miłości do Ryana Goslinga, hipsterach, balonie Orange, konklawe, walce o etaty czy zalanym tunelu Wisłostrady, które wykonują aktorzy warszawskich teatrów zebrani pod szyldem “Pożaru”.

Maciej Łubieński
dla “GW”

Warszawa jest miastem poważnym, nadąsanym - to jest jakiś błąd tej epoki! Trzeba się otworzyć, wyluzować, przypajacować trochę. CZYTAJ WIĘCEJ


– Ich spektakle docenili zarówno najbardziej znani krytycy teatralni jak i profesorowie Akademii Teatralnej. Trudno będzie mi więc dodać do licznych pochwał coś oryginalnego – mogę jedynie dołączyć się do grona apologetów “Pożaru w burdelu” – podsumowuje Wiesław Kowalski.

– Nie wiemy dokładnie, jaki będzie przebieg spektaklu. Jak zwykle w ich przypadku oczekujemy niespodzianki. Ale fenomenalny odcinek poświęcony Powstaniu Warszawskiemu udowadnia, że grupa świetnie radzi sobie także z poważnymi, delikatnymi i trudnymi tematami – komentuje marcowy występ kabaretu w Muzeum Historii Żydów Polski Karolina Sakowicz.

Jak na razie wiadomo tylko tyle, że aktorzy w spektaklu “Inwazja Dybuków” podejmą się... “zrekonstruowania arcydzieła polskiego kina fantastycznego klasy B z 1938”.

Znajdź nas na Znajdź nas na instagramie
Trwa ładowanie komentarzy...