Rząd wycofuje się z pomysłu wyposażenia każdego samochodu w alkomat.
Rząd wycofuje się z pomysłu wyposażenia każdego samochodu w alkomat. Fot. Grzegorz Celejewski / Agata Grzybowska / Agencja Gazeta

Ogłoszony naprędce pomysł obowiązkowych alkomatów w każdym samochodzie upadł tak szybko, jak się narodził. Zamiast tego kierowcy przyłapani na jeździe po alkoholu będą musieli montować alkolocki, które unieruchomią samochód, jeśli wykryją, że kierowca znowu wypił. Ale i ten pomysł nie jest pozbawiony wad.

REKLAMA

Dokładnie dwa miesiące zajęło rządowi dojście do wniosku, że ogłoszony przez Donalda Tuska pomysł posiadania w każdym samochodzie alkomatu jest pozbawiony sensu. Jak dowiedział się Konrad Piasecki z RMF FM Ministerstwo Infrastruktury i Rozwoju ma wkrótce ogłosić, że tylko kierowcy złapani wcześniej na jeździe po alkoholu będą musieli doposażyć samochody. Obowiązek obejmie też właścicieli autobusów i ciężarówek.

Rząd chce, by zamontowali tzw. alkolocki, czyli urządzenia uniemożliwiające jazdę pijanemu kierowcy. – W dużym uproszczeniu alkolock działa jak immobilizer, który jest standardowym wyposażeniem samochodu – wyjaśnia Leszek Kadelski, redaktor naczelny serwisu Motofaktor.pl

Tylko że tutaj badana jest nie zgodność kodu w kluczyku, a zawartość alkoholu w powietrzu wydychanym przez kierowcę. – Wsiadamy do samochodu, przekręcamy kluczyk w stacyjce, dmuchamy w ustnik, włączamy rozrusznik. Jeśli urządzenie wykryje obecność alkoholu w stężeniu większym niż 0,2 promila, nie pozwoli uruchomić silnika – opisuje.

Zdaniem dziennikarza to ruch w dobrym kierunku. – To zmiana podejścia: zamiast z góry uznać każdego kierowcę za osobę nieodpowiedzialną, osoby, które już takie przestępstwo popełniły musiałyby zamontować w swoim samochodzie urządzenie, które nie pozwoli uruchomić silnika bez wcześniejszego sprawdzenia oddechu kierowcy. Takie rozwiązanie stosowane jest od lat w USA – zauważa Kadelski.

Propozycja wprowadzenia alkolocków to wycofanie się z wcześniejszego błędu. – Poprzednia propozycja rządu była równie bezsensowna jak obowiązek wożenia gaśnic. Tanie alkotesty mają zbyt duży margines błędu wskazań, a dodatkowo najgroźniejsi, naprawdę pijani kierowcy wiedzą, że dużo wypili, ale uważają że mają wszystko pod kontrolą – wyjaśnia redaktor naczelny Motofaktor.pl.

Pojawiają się argumenty, że to urządzenie będzie równie nieskuteczne, co alkomaty, bo można je po prostu oszukać. Test można obejść każąc dmuchać któremuś ze współpasażerów. Niemniej, nasz rozmówca uważa, że to wcale nie dyskwalifikuje pomysłu rządu. – Doświadczony włamywacz jest w stanie w niecałą minutę sforsować skomplikowany zamek w drzwiach do mieszkania. Ale czy to oznacza, że powinniśmy zostawiać nasze mieszkania otwarte? – pyta Leszek Kadelski.

Zmiana stanowiska rządu jest oceniana pozytywnie. Takiej reakcji można było się spodziewać obserwując krytykę, jaka spadła na Donalda Tuska, kiedy ogłosił, że wkrótce wszystkie samochody będą musiały być wyposażone w alkomat. Zresztą trudno się było spodziewać tego, że pomysł, który powstał jedynie jako reakcja na śmiertelny wypadek w Kamieniu Pomorskim, będzie przemyślany.

Ale zmiana na lepsze nie oznacza zmiany na dobre. Przynajmniej według opozycji. – Dyskusja o wyższości alkolocków nad alkomatami albo odwrotnie, jest wtórna – ocenia Jerzy Polaczek, minister transportu w rządzie Prawa i Sprawiedliwości. – Od sześciu lat czekamy na wprowadzenie w życie nowej ustawy o kierujących pojazdami. Zapisano w niej obowiązek przeprowadzania testów psychologicznych u kierowców, których złapano na prowadzeniu pod wpływem alkoholu. Duża część tych kierowców po prostu nie dostałaby prawa jazdy – zauważa.

Zdaniem posła PiS nie są potrzebne żadne nowe ograniczenia prawne, wystarczy wyegzekwować to, co już zapisano w ustawach. – Z praktycznego punktu widzenia pomysł obowiązkowych alkomatów w każdym samochodzie jest absurdalny. Po pierwsze zaraz pojawiłby się problem z certyfikacją tych urządzeń w Głównym Urzędzie Miar. Poza tym te alkotesty trzeba by co kilkanaście miesięcy kalibrować. Problemem nie są tutaj koszty, ale spory, jakie wokół tego by powstały – zauważa Jerzy Polaczek.

Alkolocki od kilku lat zdobywają rynek motoryzacyjny. W swoich samochodach ciężarowych montuje je szwedzkie Volvo. Jest też standardowym wyposażeniem autobusów w Szczecinie. – Stosujemy to rozwiązanie w naszych autobusach i rzeczywiście się sprawdza – ocenia Mirosław Polaczek ze Szczecińskiego Przedsiębiorstwa Autobusowego.

– Odkąd wprowadziliśmy to rozwiązanie nie było jeszcze przypadku, żeby u któregoś z kierowców wykryto alkohol. Nie ma też skarg na to, że urządzenie podaje fałszywy odczyt – relacjonuje nasz rozmówca. – Wszystkie autobusy zostały fabrycznie wyposażone w alkolocki, ale sprawdzałem ile kosztowałoby samo urządzenie. To jakieś cztery tysiące złotych– mówi Mirosław Polaczek.

Komisja Europejska chce, by w urządzenia wyposażyć wszystkie pojazdy komunikacji miejskiej. W 2011 roku Parlament Europejski postulował nawet, by w alkolocki "uzbroić" wszystkie nowe samochody. Podobny pomysł miała poprzednia koalicja rządowa w Niemczech.

Po dwóch miesiącach rząd doszedł do tych wniosków, co komentatorzy w kilka chwil po zakończeniu konferencji prasowej Donalda Tuska, na której przedstawiono plan walki z pijanymi kierowcami. Zamiast rozwiązania efektownego (i drogiego) zdecydowano się na rozwiązanie efektywne. Zobaczymy tylko, czy i tym razem nie zmienią zdania.

czytaj także: