Właścicielu auta, donieś na kierowcę - pirata. „Skończmy z PRL-owskim myśleniem, że to denuncjacja!”

Właściciel samochodu może być ukarany grzywną, jeśli odmówi wskazania kierowcy, który złamał przepisy
Właściciel samochodu może być ukarany grzywną, jeśli odmówi wskazania kierowcy, który złamał przepisy Fot. Jarosław Kubalski / AG
Właściciel samochodu nie może bezkarnie zasłaniać się niepamięcią, kiedy jest proszony o wskazanie kierowcy, który złamał przepisy drogowe – tak orzekł Trybunał Konstytucyjny, mimo że prokurator generalny twierdził, iż denuncjacja jest metodą „dwuznaczną moralnie”. – Czas skończyć z chowaniem się piratów drogowych za moralnością – mówi w rozmowie z naTemat Adrian Furgalski z Zespołu Doradców Strategicznych TOR.


Słusznie Trybunał Konstytucyjny wytrącił argument z ręki tym, którzy nie chcą "denuncjować" bliskich kierujących ich samochodem? Zgodnie z orzeczeniem za odmowę wskazania kierowcy właścicielowi auta jednak należy się grzywna.


Adrian Furgalski: 40 proc. spraw, w których ujawniono przekroczenie prędkości, nie kończy się nałożeniem punktów karnych, gdyż mamy do czynienia z zasłanianiem się brakiem wiedzy, kto samochód wówczas prowadził. Można by dojść do wniosku, że luki w pamięci stały się jednym z podstawowych problemów zdrowotnych Polaków i prawie połowę Narodu trzeba skierować na badania lekarskie. A na serio, to jest to oczywiście prosta metoda unikania odpowiedzialności związanych z punktami karnymi. Jeśli dobrze sobie przypominam, to szacunki są takie, że w ponad 95 proc. takich przypadków za kierownicą siedział właściciel pojazdu, który po prostu woli zapłacić niż kolekcjonować punkty.


Za ministra Nowaka przygotowywano zmiany, które zakładały, że będą zdecydowanie wyższe od obecnych mandaty pieniężne, ale w niektórych przypadkach, jeśli szybko mandat uregulujemy, zapłacimy z bonifikatą i nie będzie punktów karnych. Absolutnie byłem temu przeciwny, bo taki handelek ze strony państwa jest niegodziwy. Poza tym każdy policjant przyzna, że polscy kierowcy drżą nie przed karą finansowaną, ale przed naliczeniem kolejnych punktów karnych. Wiemy, jak trudno dzisiaj zdać egzamin na prawo jazdy... A właśnie od tych punktów wybawia zasłanianie się niepamięcią, kto prowadził samochód. Uważam więc, że decyzja Trybunału jest słuszna, bo wspiera wyższy cel, jakim jest troska o bezpieczeństwo ruchu drogowego. Właściciel samochodu musi ponosić odpowiedzialność za to co dzieje się z jego pojazdem.


Zdjęcia z fotoradarów są niewyraźne. W komentarzach kierowców często pojawia się wniosek: nie mogę być ukarany, dopóki nie przedstawią mi dowodów, że to ja popełniłem wykroczenie.

Jeśli nie ja, to kto? Powtarzam raz jeszcze, właściciel ponosi odpowiedzialność bezpośrednią lub pośrednią za to, co dzieje się z jego samochodem. Przecież nie jest tak, że jeśli pożyczam komuś samochód, to kompletnie nie interesuje mnie, czy on go rozwali, czy spowoduje ciężki wypadek. Takie komentarze fajnie się pisze siedząc wygodnie przed komputerem. Ciekaw jestem, czy gdyby ktoś dał znajomemu samochód, a ten znajomy zabiłby kogoś na drodze, nie ruszyłoby go sumienie? Większość z nas nie jest pozbawiona takich ludzkich uczuć. Kiedy siedzimy na fotelu pasażera obok pijanego kierowcy, który prowadzi nasz pojazd i spowoduje wypadek, też możemy być skazani jako współodpowiedzialni. Tak dzieje się coraz częściej we Francji. Jesteśmy odpowiedzialni za pojazd gdy nim kierujemy, gdy siedzimy obok kierowcy i gdy pożyczamy komuś naszą własność.

Uważam jednak, że każdy bez proszenia się powinien otrzymać zdjęcie do domu wraz z rozpoczęciem postępowania mandatowego. Kiedy złapie nas na drodze policja, to przecież pokazują nam, ile wybiło na radarze, bądź jaka prędkość jest
na nagraniu.

Ale według pana raczej nie pożyczamy samochodów...

Pożyczamy, ale nie na tak masową skalę, zwłaszcza, że dzisiaj w każdym właściwie gospodarstwie domowym jest przynajmniej jeden samochód. To już nie jest luksus. Nie bądźmy hipokrytami i nie wciskajmy kitu, że chodzi pomaganie znajomym. Jeśli kierowcy raz się zdarzy taka sytuacja i zasłoni się niepamięcią, to jeszcze można uznać, że rzeczywiście tak było, ale jeżeli mamy recydywistów, którzy cały czas się zasłaniają tym, że komuś pożyczyli samochód, to ja gratuluję, że w Polsce powstało tyle indywidualnych wypożyczalni samochodów i być może trzeba się nawet zastanowić, czy to częste pożyczanie nie podchodzi już pod działalność gospodarczą (śmiech).

Jeszcze raz podkreślam, że w zdecydowanej większości przypadków sami właściciele próbują w ten sposób wymigać się od punktów karnych i przestańmy udawać, że tak nie jest.

Prokurator generalny Andrzej Seremet napisał przy okazji tej sprawy, że "denuncjacja jest postrzegana w społeczeństwie polskim jako dwuznaczna moralnie". Dziwi się pan takiemu stanowisku?

Proszę zwrócić uwagę, że ostatnio bardzo często przy okazji ruchu drogowego i alkoholu mówiono o denuncjacji i o donosach. Nawet w przypadku pijanych kierowców uznaje się za niewłaściwe, jeśli ktoś zadzwoni na policję. To takie PRL-owskie myślenie, kiedy donosy rzeczywiście robiły krzywdę innym. Tutaj mogą przecież pomóc, uratować życie. Wskazanie kierowcy, który złamał prawo, nie jest żadnym donosem, a wręcz obywatelskim obowiązkiem. Jeśli mamy świadomość popełnienia przestępstwa, musimy je przecież zgłosić, inaczej ponosimy odpowiedzialność karną. A przepraszam bardzo: jeśli przyjdzie informacja, że samochód o numerze rejestracyjnym X przekroczył prędkość, to raczej nie samochód, a ktoś z imienia i nazwiska jest na bakier z prawem.

To dla mnie zadziwiające, że prokurator użył argumentu "denuncjacji". Rozumiem, że jak wejdę w posiadanie wiedzy, że kolega zabił żonę, to powinienem siedzieć cicho, bo wg Seremeta nieładnie jest donosić? Oczywiście, że Prokurator nigdy tak nie stwierdzi, dlatego powinien mieć świadomość, że przyzwolenie społeczne na wspomniane przypadki w ruchu drogowym jest zbyt duże i jest groźne. Ten "donos" może komuś uratować życie. Czas skończyć z chowaniem się piratów drogowych za fałszywie pojmowaną moralnością.

Teraz za niewskazanie kierowcy samochodu właściciel dostanie grzywnę. Jakie byłoby dla pana idealne rozwiązanie? Właściciel też powinien odpowiadać za samo wykroczenie?

Kiedy tworzono system fotoradarowi, Inspektor Transportu Drogowego zaproponował Rządowi coś takiego: nie ustalajmy przez wiele miesięcy, czy to ty prowadziłeś samochód, czy ktoś inny, czy może w ogóle nie wiesz kto, tylko niech odpowiedzialność spada na właściciela i niech on będzie karany za przekroczenie prędkości. A jak ma znajomych, którzy mu nabijają kary wypożyczając samochód, to niech się zastanowi, czy nie ma problemu ze znajomymi.

Trzeba by oczywiście uwzględnić specjalne okoliczności, na przykład takie, że są samochody w leasingu, ale to nie problem. Taka kara byłaby bardzo szybka i w większości krajów już jest stosowana, właśnie w myśl zasady, że jako właściciel pojazdu ponoszą pełną odpowiedzialność za to, co się z nim dzieje.

A powinniśmy inwestować w sprzęt? Może po prostu zdjęcia z fotoradarów powinny być bardziej wyraźne?

Absolutnie nie do pojęcia jest dla mnie, że nowe fotoradary dają taką masę dziadowskiej jakości zdjęć, które się nie nadają do obróbki. Każdy, w przypadku którego jest domniemanie popełnienia wykroczenia, powinien dostać wraz z zawiadomieniem wyraźną fotografię. Mam nadzieję, że także w tym względzie wprowadzone zostaną zmiany, bo bardzo rewolucyjne podejście do systemu fotoradarów prezentuje teraz minister Bieńkowska. Ma sporo do zrobienia. Budowany za ciężkie pieniądze system automatycznej kontroli prędkości nie działa.

Miało być szybko: przekraczamy prędkość, urządzenie robi nam zdjęcie, które natychmiast wysyłane jest do bazy, co skutkuje wystawieniem mandatu. Po lekturze raportu NIK okazuje się, że zdjęć jest tyle, że system nie daje rady. I podkręca się tolerancję, łamiąc prawo, że możemy przekroczyć prędkość o 20-25 km/h. Ma być bezpieczniej dzięki temu? Nie, ma być łatwiej, żeby system kompletnie się nie zapchał.

Niech minister Bieńkowska zrobi z tym wreszcie porządek, a przede wszystkim przekaże wszystkie kompetencje związane z fotoradarami do policji, bo to ona, a nie gminy czy Inspekcja Transportu Drogowego powinna mieć tutaj jedyną kompetencję!