
Prawo i Sprawiedliwość podczas najbliższych wyborów do Parlamentu Europejskiego zamierza wcielić w życie przygotowywany co najmniej od 2010 roku system wykrywania fałszerstw wyborczych. W każdej komisji będzie przedstawiciel partii, który będzie obserwował głosowanie, a po zliczeniu głosów wyśle cząstkowe wyniki do centrali, która zliczy je i skonfrontuje z tym, co przedstawi Państwowa Komisja Wyborcza.
Od lat politycy Prawa i Sprawiedliwości powtarzają, że trzeba kontrolować prawidłowość przebiegu wyborów, bo są one narażone na fałszerstwa. Ten argument na stałe wszedł do ich retoryki po przegranych przez Jarosława Kaczyńskiego wyborach prezydenckich w 2010 roku. Teraz PiS organizuje specjalną straż, która sprawdzi, czy w komisjach nie dochodzi do fałszerstw – informuje „Gazeta Wyborcza”.
Prezes PiS apelował o zgłaszanie się chętnych do pełnienia funkcji męża zaufania, liczy na Rodziny Radia Maryja i Kluby „Gazety Polskiej. Wybory do PE mają być tylko testem systemu, który według polityków PiS kluczowe znaczenie będzie miał w wyborach samorządowych.
Wybory do Parlamentu Europejskiego odbędą się już w maju, więc prof. Krystyna Pawłowicz już teraz postanowiła przyjrzeć się technicznym aspektom głosowania. Posłankę szczególnie zainteresowały używane przez Państwową Komisję Wyborczą serwery oraz to, jaki wpływ mogą mieć na nie Rosjanie. W specjalnym liście Pawłowicz poprosiła przewodniczącego PKW o wyjaśnienie, skąd „bierze się określenie czy też opinia, że polskie wybory obsługują 'ruskie serwery'”.
czytaj także:
Żródło: "Gazeta Wyborcza"
