
E-papierosy miały być alternatywą dla zakazów palenia. Dzięki nim setki palaczy mogło swobodnie wyrzucać z siebie dym, tzn. parę, nie musząc wyjść na „papieroska”. Jednak dobra passa „długopisów” się skończyła. Szereg amerykańskich miast uznało e-papierosy za produkty tytoniowe i ich użytkowników także obowiązuje publiczny zakaz palenia. Właśnie za walkę z nimi wzięło się nawet liberalne San Francisco.
REKLAMA
Kolejne amerykańskie miasto przyłączyło się do walki z e-papierosami. San Francisco wzorem Los Angeles, Nowego Jorku, Waszyngtonu, Chicago, Bostonu, a także pięciu stanów zakazało palenia e-papierosów w miejscach publicznych. Nowe prawo ma powstrzymać młode osoby od uzależnienia się od tytoniu.
Głównie z powodu tego, że e-papierosy nie obejmują żadne restrykcje prawne, mogą one zachęcać dzieci do kupowania ich. Często są sprzedawane w sklepach obok cukierków i gum do żucia. Na dodatek, można kupić wkłady do nich o smakach, które odpowiadają dziecięcym podniebieniom. Eric Mar, który w San Francisco prowadzi kampanię przeciwko „długopisom” przedstawił dziennikarzom stacji CBS San Francisco jako dowód wkłady o smaku bananowym i brzoskwiniowym.
Ostatnie badania przeprowadzone przez amerykańskich naukowców wykazały, że od 2011 do 2012 roku liczba nastolatków używających e-papierosów się podwoiła. Zamiarem legislatorów, którzy wprowadzają ten zakaz jest właśnie zmniejszenie liczby młodych osób, które używają e-papierosów. To dlatego, że istnieje podejrzenie, że osoby które korzystają z "długopisów" mogą w końcu przerzucić się na zwykłe papierosy.
źródło: "Huffington Post"
