Właśnie tak wyobrażam sobie typowego narzekacza. Na zdjęciu autor tekstu.
Właśnie tak wyobrażam sobie typowego narzekacza. Na zdjęciu autor tekstu. Fot. Rafał Pakulski / Archiwum prywatne

Zapadła decyzja jak będą wyglądały bramki na nowej linii metra warszawskiego. Zamiast kołowrotków będą przesuwające się płyty. Można by tak powiedzieć: „nareszcie!”, bo taki system obowiązuje w wielu europejskich miastach. Niestety, reakcje były nieco inne. Zwracano głównie uwagę na to, że nie da się ich już przeskoczyć i można je... wyłamać, bo tacy są Polacy.

REKLAMA
Niestety, my Polacy mamy mało szacunku. Do siebie. Non-stop tylko psioczymy. Nie mówcie mi, że nigdy nie użyliście zwrotu „tylko w Polsce”, czy „takie typowo polskie”. Słyszę to na okrągło od 20 lat, czyli od kiedy przyjechałem tu z Wielkiej Brytanii. I szczerze mam już dosyć. Przestańcie wreszcie marudzić, narzekać, i spójrzcie na siebie. Szczególnie, że to od was zaraziłem się „marudzizmem”. I właśnie dlatego teraz będę marudzić.
Czasami, albo nawet często, odnoszę wrażenie, że w Polsce każdy sobie rzepkę skrobie. Nie interesuje nas to, co się dzieje wokół. Nie angażujemy się społecznie, najchętniej byśmy krytykowali i wyszydzali ułomności rzeczywistości. Tu za doskonały przykład posłuży mi opisana we wstępie sytuacja z bramkami na metrze.
Zamiast cieszyć się z tego, że metro warszawskie wprowadza wygodniejsze rozwiązanie i europejskie standardy, część komentatorów skupiła się na czymś innym. Na czym? Na wytykaniu mankamentów. Nabijali się, że bramki szybko zostaną zniszczone, że trzeba wstawić płyty kuloodporne, bo wiadomo, że zniszczą. Kto? Wiadomo, Polacy. Czy naprawdę tak postrzegamy społeczeństwo? Czy może w bramki kopać będą ci, którzy już teraz o tym piszą?
Wygląda na to, że w innych krajach nie ma wandali. Co jakiś słyszę „tylko w Polsce”, albo "to takie polskie".
Pozostając przy "światowych Polakach". Zauważyłem, że u wielu z nas pojawia się wstyd za „Polaków” za granicą Taki, że lepiej udawać, że jest się innej narodowości. Zabawne. Ten wstyd rzecz jasna. Bo wstydem jest udawać kogoś innego. Ja nigdy nie miałem problemów ze swoją tożsamością. Nawet jeśli ledwo składałem zdania w języku polskim, nie mieszkałem i nie urodziłem się w kraju, to i tak czułem się Polakiem. Nigdy nie wstydziłem się swojego pochodzenia, ani go ukrywałem. Gdyby tak było, to już dawno zmieniłbym swoje imię i nazwisko. Nikt by się nie zorientował.
Jednak niektórzy mają z tym problem. Niestety, tym osobom nigdy nie przyszło do głowy, że w każdym narodzie jest element, który nie każdemu będzie odpowiadał. Ile razy w Warszawie widziałem wybryki obcokrajowców gorsze niż korzystanie z "olinklusiw" czy noszenie skarpetek do sandałów. Ich rodacy nigdy nie mówili, że to „takie typowe” dla ich narodu. Było im głupio i przeprosili za nich, przekonywali, że nie każdy u nich w kraju taki jest. U nas jest na odwrót. Widzimy nieodpowiedni element i od razu udajemy kogoś innego.
Prawda jest taka, że jesteśmy krajem, w którym mało widoczne są więzi społeczne. Absolutnie za grosz nie mamy poczucia wspólnoty. Częściej zamykamy się w domu, niż otwieramy się na ciekawe inicjatywy. Rzadko próbujemy wychylić nos poza krąg. A co gorsza, sami nie angażujemy się społecznie, nie próbujemy nic od siebie dać. Chcemy by nam było dane, ale sami rzadko dajemy. Proponuję zdać sobie pytanie, co w ubiegłym roku – oprócz wrzucenia pieniędzy do puszki WOŚP – zrobiliście dla społeczeństwa. Od razu, by uciąć spekulacje dodam, że ja cały czas robię.
Zresztą pisałem we wtorek, że nie jesteśmy społeczeństwem zaangażowanym społecznie. Rzuciłem luźną propozycję, byśmy czwartego czerwca zrobili coś poza siedzeniem przed telewizorem. Dałem pomysł wspólnego grillowania. To nie było nic zobowiązującego. Bardziej chodziło mi o zrobienie czegoś wspólnego, niż samo siedzenie w rodzinnym gronie. Propozycja została potraktowana dosłownie i rzecz jasna wyśmiana.
Na koniec, by za bardzo nie marudzić – nie wszyscy jesteśmy tacy. Przez 20 lat, jakie spędziłem w kraju poznałem wiele fajnych inicjatyw i osób zaangażowanych społecznie. One zamiast narzekać na to, że coś jest złe, starali się to naprawić. Nie narzekają na to, że coś zostanie zniszczone przez wandali, starają się zrobić coś, by tych wandali nie było. Widziałem, jak mieszkańcy Podkowy czy Komorowa otwierali swoje ogrody, zapraszali do nich nieznajomych sąsiadów. Oby było więcej takich inicjatyw, a nie tylko narzekanie w kółko, że wszystko to takie "typowo polskie".