Mike Balfour postanowił, że od Polski zacznie budowę swojej kolejnej sieci siłowni
Mike Balfour postanowił, że od Polski zacznie budowę swojej kolejnej sieci siłowni Fot: Archiwum własne

Mike Balfour w 1992 roku założył sieć siłowni Fitness First. Jego celem było zachęcenie zwykłych osób do chodzenia na siłownie. Po ponad dziesięciu latach sprzedał firmę za ponad 400 milionów funtów. Po jakimś czasie znów chciał podjąć wyzwanie. Uznał, że rzuci wyzwanie swojej poprzedniej firmie i na nowo rozkręci interes – Pure JATOMI. Traf chciał, że budowę swojego nowego imperium rozpoczął od Polski. Dlaczego? Dowiecie się z rozmowy z Mikiem Balfourem.

REKLAMA
Mojego rozmówcę ciężko było złapać. Akurat przyjechał na dwa dni do Polski na spotkanie zarządu. Większość czasu spędza na podróżach, doglądając interesów na całym świecie. Spotykamy się na 22. piętrze Złotych Tarasów, w Pure Sky Club. Na spotkanie z Mikiem prowadzi mnie Paul Cowen, który prowadzi w tym miejscu klub biznesowy. W tym samym czasie odbywa się tam konferencja z Olimpijczykami. – Nawet nie zwróciłeś uwagi na Kamila Stocha, który przeszedł obok ciebie – śmieje Paul i prowadzi mnie do salki, w której mam spotkać się z Mikiem.
Czekam chwilę na swojego rozmówcę. Jeszcze parę rzeczy dogaduje ze swoimi współpracownikami. W końcu trafia do mnie. Chwile rozmawiamy o jego synu Jamesie, który przed trzydziestką zdobył Mount Everest i Biegun Południowy.
Antoni Bohdanowicz: Po stworzeniu, a następnie sprzedaniu największej sieci siłowni świata, zaczął pan wędrówkę od nowa, od Polski. Dlaczego?
Michael Balfour: Polska była i jest ciekawym miejscem do inwestycji. Zauważyłem olbrzymi potencjał tego rynku i uznałem, że warto od tego miejsca zacząć swoją działalność. Kiedy pięć lat temu otwieraliśmy pierwszą siłownię Pure, zaledwie 0,05 procent społeczeństwa regularnie chodziło na siłownię, teraz robi to około 3 procent. Dodam, że aż 100 tysięcy osób wykupiło członkostwo w Pure. W samych Złotych Tarasach w naszym sztandarowym klubie ćwiczy pięć tysięcy osób. Jednak liczby te stale będą wzrastały, bo staramy się otwierać więcej miejsc. Poza tym, coraz więcej Polaków chce trenować. Tu powtarza się ten sam schemat, który miał miejsce 20 lat temu, kiedy rozwijałem Fitness First.
Mógłby pan przypomnieć swoje początki?
Zaczęło się od tego, że byłem członkiem zarządu ekskluzywnej sieci siłowni w Houston. Nie za bardzo dbałem o siebie, jednak jakoś moim wspólnikom udało się namówić mnie, bym zaczął się ruszać. Wtedy zauważyłem, że Amerykanie mają zupełnie inne podejście do życia. Wizyta w siłowni niekoniecznie miała na celu zrobienie masy mięśniowej. Tu chodziło się po to, by zadbać o swoje zdrowie. Zostałem wciągnięty w ten świat. Może jest to odważne stwierdzenie, ale dziś w wieku 65 lat jestem w lepszej kondycji niż byłem w wieku 30. To dzięki temu, że zachęcono mnie, bym zadbał o siebie. Zrozumiałem, że skoro udało się mnie, osobę stroniącą od sportu, do pójścia na siłownię namówić, to inne osoby też można.


I wpadł pan na pomysł, by przenieść ten pomysł do Anglii...
Otóż to. Chciałem stworzyć sieć siłowni, które będą wzorowane na tym, co widziałem w Stanach Zjednoczonych. Tam był cały przemysł, który nie istniał na Wyspach, więc miałem drogę wolną. Problemem dla mnie nie był brak planów. Problemem moim był brak gotówki. Nie miałem za dużo środków inwestycyjnych.
Stąd pomysł, by rozkręcić swój biznes w Bournemouth, średniej wielkości mieście na południowym wybrzeżu Anglii?
Dokładnie tak. Znalazłem tam klub squashowy, który zbankrutował. To było idealne miejsce. Niedrogie i pełne potencjału. Wstawiliśmy odpowiednio wybrane sprzęty. Kluczem do sukcesu było stworzenie klubu – siłowni – który nie jest drogi. Bliski miejsca zamieszkania, tak by ktoś mógł normalnie w drodze do pracy wejść do niego i chwilę poćwiczyć.
Od razu był sukces?
Nie powiedziałbym. Rozpocząłem swoją działalność w 1992 roku, ale do 1996 roku udało mi się otworzyć zaledwie 5 siłowni. Pomogło nam wypłynięcie na giełdę. Dzięki temu udało się pozyskać dodatkowe fundusze, dzięki którym rozwinęliśmy sieć Fitness First. Trzy lata później postanowiliśmy naszą markę przenieść na zagraniczne rynki. Zaczęliśmy otwierać swoje siłownie w Niemczech czy Holandii. Jak się okazało, również w tamtych miejscach nie było takiej mody na fitness, zdrowy tryb życia, co w Stanach, a potem w Wielkiej Brytanii. Bardzo na tym skorzystaliśmy. Machina się rozpędziła. W pewnym momencie otwierałem 2 siłownie na tydzień.
Ale w końcu sprzedał pan firmę.
Tak. Sprzedałem firmę, ale w niej zostałem. Trafiła się dobra oferta i uznałem, że warto z niej skorzystać. Później okazało się, że kupujący jeszcze lepiej wyszli na tej transakcji. Taki jest biznes. Ja natomiast zacząłem się nudzić. Chciałem podjąć się nowego zadania. Stworzyłem największą sieć siłowni na świecie i teraz chciałem rozpocząć coś nowego. Zacząć od zera.
I w taki sposób dochodzimy do Pure Jatomi, który pan rozpoczął w Polsce.
Dokładnie. Polska znajdowała się w znakomitym miejscu. To kraj rozwijający się. Wiadomo, że prędzej czy później dobije do zachodniego standardu życia m.in. dotyczącego chodzenia na siłownię. Nie mogliśmy wybrać lepszego miejsca do rozpoczęcia naszej inwestycji. Wraz ze swoimi wspólnikami trafiłem tu w 2007 roku. Od tego momentu udało mi się otworzyć ponad 60 siłowni w Polsce, Turcji, Bułgarii, Rumunii, Czechy, a także w Malezji i Indonezji. Moim celem były kraje rozwijające się.
Staliście się liderem na naszym rynku. Co było kluczem do sukcesu?
Staramy się otwierać w miejsca dostępne dla wszystkich. Jesteśmy tam, gdzie są ludzie. Dlatego często można spotkać nas w dużych galeriach handlowych czy blisko biur. Jest jeszcze jedna rzecz, która powoduje, że ludzie chętnie chcą u nas, a nie w innych miejscach trenować.
To znaczy?
Jesteśmy siłownią dla zwykłych ludzi. Nie chcemy, by ćwiczyły u nas osoby, które odstraszą resztę naszych klientów. Stąd nie znajdziecie w naszych siłowniach większych ciężarów. To akurat pomysł, który opatentowałem w sieci Fitness First. Jeśli zabierasz ciężary, to niechciany element nie pojawia się u ciebie na siłowni. Mimo wszystko potrafią one wprawić inne osoby w dyskomfort, więc trzeba się ich pozbywać. A wystarczył do tego zwykły fortel, a nie wypraszanie ich z siłowni. Poza tym nasze siłownie są skierowane do osób obu płci. Nie chcemy mieć tylko w targecie tylko mężczyzn czy kobiet. U nas jest po równo. Jeśli ktoś chce założyć sieć siłowni dla osiłków, droga wolna. Ja nie będę przeszkadzał.

W jaki sposób to zrobiliście? Kobiety zazwyczaj wstydzą się na siłowni towarzystwa mężczyzn.
To proste. Trzeba po prostu wybrać odpowiednie proporcje. Mężczyźni wolą ćwiczyć na sprzętach. Więc jest ich pewna ilość. Natomiast kobiety wolą zajęcia w grupach, jak joga, spinning czy aerobic. Z tego powodu dbamy o to, by organizować u siebie takie zajęcia. Oprócz tego w naszych siłowniach zawsze traficie na wykwalifikowanych trenerów osobistych. Ale warto wspomnieć o jeszcze jednej istotnej rzeczy.
Jakiej?
Sama moda na zdrowy tryb życia. Wiedzieliśmy, że dotrze ona do Polski i dotarła. Statystyki same mówią za siebie. My natomiast daliśmy narzędzie do tego, by je prowadzić. Nie musisz chodzić na siłownię, by być zdrowym, ale na pewno chodzenie do niej pomaga. Ludzie chcą dobrze wyglądać, być atrakcyjnym dla płci przeciwnej. Stąd wiem, że na całym świecie znajdę osoby, które będą chciały chodzić na siłownię. My natomiast dajemy ludziom możliwość, by dojść do formy.
Ma pan jakieś cele poza rozwojem sieci?
Oczywiście. Osoby młode już się wzięły za siebie. Teraz pora na ich rodziców. Wiele starszych osób nie zdaje sobie sprawy z tego, jakie korzyści dla organizmu wynikają z faktu, że regularnie ćwiczą. Już teraz lekarze udowodnili, że efekty alzheimera czy demencji można zwalczyć za sprawą regularnych ćwiczeń. Dlatego trzeba ludzi uświadomić, że warto ćwiczyć.
Od siebie dodam tyle, że dzięki temu, że chodzę na siłownie jestem w znacznie lepszej formie niż wielu moich rówieśników. I nie jest tak, że od młodego uprawiałem sporty. W końcu jak wspomniałem na początku, zacząłem ćwiczyć w „podeszłym” wieku. Dlatego chcę innych przekonać, że można, a wręcz trzeba chodzić na siłownię. Tłumaczę swoim rówieśnikom, że to nie jest niebezpieczne, ale wskazane. Dlatego muszę po prostu cały czas przekonywać osoby w podeszłym wieku, że mogą mieć same korzyści z regularnego ćwiczenia.
Co pana zdziwiło w czasie rozwijania firmy w Polsce?
Polacy przy wyborze siłowni zwracają uwagę na przebieralnie i prysznice. Jeśli są, a przy okazji są czyste i schludne, to ludzie się szybciej decydują na to, by się do twojej siłowni zapisać. Postawienie łazienki to dodatkowe koszta, ale warto w nią zainwestować, zwłaszcza w Polsce.
A w innych miejscach?
W Turcji może i chcą dbać o zdrowie, ale tylu palaczy, co tam spotkałem nie widziałem nigdzie. To nieodłączny element tamtej kultury. Trochę potrwa, by przekonać ich, że to nie jest zdrowe. Zresztą skoro mówimy o papierosach, to podzielę się swoim spostrzeżeniem. Z chodzeniem na siłownie jest jak z rzuceniem palenia.
Jak to?
Każdy palacz wie, że to niezdrowe, ale mimo to pali. Podobnie jest z chodzeniem na siłownię. Każdy zdaje sobie sprawę, że to może nam pomóc, ale to niekoniecznie oznacza, że się tam wybierzemy. Pod tym względem palenie i niechodzenie na siłownię ma wiele wspólnych cech.
Marką Pure też zamierza Pan podbić świat?
Może nie cały.
Jak to?
Wszędzie poza Ameryką. Tam robią już super rzeczy i nie ma co próbować podbijać tego rynku, jest zbyt zaawansowany. Wszędzie indziej mamy szanse na sukces. Sądzę, że jesteśmy w stanie rywalizować z Fitness First. Szczególnie na rynkach azjatyckich. Jeśli chodzi o takie miejsce jak Afryka, to tam prędzej bylibyśmy w postaci franczyzy. Uważam, że tam rynki są dosyć specyficzne, dlatego wolałbym, by działały tam osoby, które znają się na interesach w tym regionie.
A najciekawsze w tym wszystkim jest to, że wszystko miało swoje początki w Polsce.
Dokładnie.