Fot. Dominik Gajda / Agencja Gazeta

Plan był prosty. Przetrwać. Ukończyć morderczy rajd. Dotrzeć do mety w Limie. Udało się z nawiązką, bo Adam Małysz w swoim debiutanckim starcie ukończył rajd Paryż - Dakar, ba - zajął w nim 38. miejsce. Eksperci są zgodni - były skoczek także do ścigania ma duże pokłady talentu. Spekuluje się, że w następnych latach (a wystartować zamierza) powinien zajmować coraz wyższe miejsca.

REKLAMA

Po ukończeniu zawodów Małysz był rozradowany - Jeśli 15 stycznia osiągnę metę w Limie, poczytam sobie to za wielki sukces. Mówiłem o tym wielokrotnie przed startem. Dziś spełniło się moje marzenie jako kierowcy - stwierdził.

Gdy stało się jasne, że popularny, rozpropagowany przez Tomasza Zimocha okrzyk "Leć, Adam leć!" trzeba będzie przeformułować na "Jedź Adam, jedź!", wielu komentatorów było nieco sceptycznych. Tymczasem dziś eksperci sądzą, że kolejnych spełnianych przez Małysza marzeń może być w przyszłości więcej. Grzegorz Gac, były kierowca, a obecnie komentator Dakaru na Eurosporcie, powiedział w Orange Sport: - On ma duży potencjał. Pewne umiejętności ze skoków przeniósł przed kierownicę. Szczerze mówiąc przed startem rajdu myślałem, że go nie ukończy. A już na pewno nie na takim miejscu. W tym miejscu dodajmy, że na ostatni etap do Limy wyruszyło ledwie 79 samochodów ze 174, które stanęły na starcie pierwszego odcinka.

Małysz już jako dziecko interesował się motoryzacją. Szukając szkoły rozglądał się za placówką o takim właśnie profilu, tyle że w okolicach Wisły nie było miejsca, gdzie mógłby odbyć praktyki. I dlatego dziś w rubryce wykształcenie wpisane ma nie "mechanik", a "dekarz", bo w szkole nauczył się kłaść i naprawiać dachy. Zresztą nawet gdy był już uznanym skoczkiem i przybywał w rodzinne strony, raczej nie wypoczywał przy kominku w swym domu w Wiśle, wzorem Antoniego Piechniczka. Spacerujący po górach turyści mogli spotkać go, szalejącego na drogach swą terenówką.