Inwestycje alternatywne mogą być w sztukę, konie, nieruchomości, złoto czy alkohol, na przykład whisky
Inwestycje alternatywne mogą być w sztukę, konie, nieruchomości, złoto czy alkohol, na przykład whisky Fot. mat. prasowe

Na początku kwietnia w Polsce została sprzedana jedna ze stu butelek wyjątkowej, kolekcjonerskiej edycji whisky Ballantine's. Cena wywoławcza: 25 tysięcy złotych. Mimo że w aukcji brało udział tylko kilka osób, ostatecznie szczęśliwy nabywca zapłacił znacznie więcej, niż zakładano. Snobizm? Bynajmniej – to tak zwane inwestowanie alternatywne. W towary realne, zwiększające swoją wartość na przestrzeni lat, które potem można sprzedawać z kilkunastokrotnym przebiciem.

REKLAMA
Inwestować można w różny sposób – umieszczając pieniądze na zwykłej lokacie bankowej, kupując obligacje swojego państwa czy kupując akcje na giełdzie. Niestety, lokaty i inne proste mechanizmy bankowe dają małą stopę zwrotu na poziomie 4-5 proc. rocznie, a z kolei granie na giełdzie to zadanie dla osób, które mogą poświęcać dziesiątki godzin na analizy, śledzenie informacji o spółkach i do tego skłonne są sporo ryzykować – w obecnej sytuacji gospodarczej nigdy bowiem nie możemy być pewni zysku z akcji.
Co to jest inwestowanie alternatywne
Coraz popularniejsze jednak, również wśród osób mniej zamożnych, staje się tzw. inwestowanie alternatywne. Trudno je jednoznacznie zdefiniować – to po prostu inwestowanie w aktywa inne, niż tradycyjne. To jedna z głównych zalet tego typu pomnażania kapitału: różnorodność dostępnych aktywów sprawia, że takiej inwestycji może dokonać zarówno osoba bardzo bogata, jak i przeciętnie zamożna.
Drugą, po różnorodności, istotną cechą takich inwestycji jest zupełnie inne rozłożenie w czasie zysków. W zależności od tego, co kupujemy, możemy czekać nawet 10-20 lat, ale już niektóre dzieła sztuki potrafią zyskiwać na wartości na przestrzeni nawet nie lat, a miesięcy.
Picasso: od 100 tysięcy do 100 milionów
Jeden z najsłynniejszych tego typu przypadków to losy obrazu Pabla Picassa. W 1951 roku dwójka kolekcjonerów z USA kupiła jego "Nagość na płycie rzeźbiarza" za 19 tysięcy dolarów. W maju 2013 ten sam obraz został sprzedany na aukcji w Nowym Jorku za... 106 milionów dolarów.
Wbrew pozorom jednak, wcale nie trzeba czekać kilkadziesiąt lat, by zarobić na sztuce. Jeszcze kilka lat temu bowiem dzieła Polaka Stanisława Młodożeńca kosztowały raptem cztery tysiące złotych. Dzisiaj są warte o ok. 15 proc. więcej, czyli ponad 40 tysięcy. Jak zdradzał dom aukcyjny Abbey House w rozmowie z portalem Forsal.pl, inwestować w sztukę młodych chcą nie tylko znawcy i osoby zamożne.
Abbey House
O inwestycjach w sztukę,

Zgłaszają się do nas młodzi, dynamiczni ludzie (...). Czytają gazety, podróżują i mają świadomość, że świat sztuki przeżywa ogromny rozkwit.


Wiele domów aukcyjnych oferuje bowiem – tak jak Abbey House – formy leasingu, gdzie nabywca spłaca na przykład co miesiąc ratę w wysokości tysiąca złotych. A to już wydatek, na który może sobie pozwolić zdecydowanie więcej osób, niż na dzieła Andy'ego Warhola. Co więcej, biorąc pod uwagę wzrost wartości dzieł np. Młodożeńca, taki leasing może nam się zwrócić z dużą nawiązką.
Zyski na sztuce w miarę pewne
Sztuka to do tego dość pewna inwestycja. Jak wyliczyli eksperci tworzący najbardziej prestiżowy indeks sztuki Mei Moses Index, handlujący dziełami znanych artystów mogą liczyć na średni zysk rzędu 16 proc. rocznie - pisał w maju 2013 artbiznes.pl. Eksperci z MMI podkreślali przy tym, że porównując zyski z ich indeksu do indeksu S&P500 – skupiającego 500 największych firm w USA – sztuka daje stopę zwrotu większą o 0,02 proc.
Obecnie najdroższym artystą na świecie jest Andy Warhol i jego dzieła przybierają na wartości dość szybko. W 2010 jego obraz "Coca-cola[4]" (podpis liczbowy oznacza wersję obrazu – jest ich kilka) sprzedano za 31,5 miliona dolarów. W 2013 roku za inną wersję, "Coca-cola[3]", zapłacono już 51 mln na aukcji w domu Christie's. M.in. dzięki temu Warhol trafił na szczyt listy najdroższych artystów i pobił takich klasyków, jak Claude Monet czy wspomniany Pablo Picasso.
Sztuka jest jedną z najpopularniejszych form inwestowania alternatywnego, bo w miarę stabilny wzrost wartości sprawia, że kupując dzieło uznanego artysty – nawet jeśli nie będzie to Warhol ani Picasso, tylko na przykład wspomniany Młodożeniec – możemy nie martwić się o ewentualne zyski, bo te przyjdą prawie na pewno.
Whisky - inwestycja na lata
Równie bezpieczne, co inwestowanie w sztukę, coraz częściej jest kupowanie wyjątkowych alkoholi z najwyższej półki. Wspomniana 40-letnia whisky Ballantine's wyszła jedynie w stu egzemplarzach i dla kolekcjonerów złotego trunku stanowi nie lada gratkę. Szczęśliwy nabywca, Andrzej Kubiś, znany miłośnik whisky i właściciel kultowych wręcz coctail barów w Warszawie, Sopocie i Jastrzębiej Górze, prawdopodobnie wystawi butelkę jako element dekoracyjny w swoim Domu Whisky właśnie w Jastrzębiej Górze - donosił "Puls Biznesu". Praktycznie pewne jest, że na przestrzeni lat jej wartość wzrośnie.
Skąd tak wysoka cena? Po pierwsze, wynika z wieku - whisky ta leżała aż 40 lat. Do tego projektem butelki zajmował się wybitny brytyjski złotnik Richard Fox - efekt widać na zdjęciu powyżej. Wcześniej Fox pracował między innymi dla Rolls Royce'a czy Bvlgari. Na każdej butelce wygrawerowano numer seryjny. A to i tak nie najdroższa whisky, jaką można dostać. W swojej ofercie Pernod Ricard Polska ma też 18-letnie Chivas z butelką zaprojektowaną przez legendarną Pinifarinę czy jedno z najdroższych whisky świata - Royal Salute Tribute to Honour. To najdroższa butelka w serii trunków stworzonych z okazji koronowania królowej Elżbiety II. Cena za Royal Salute Tribute to Honour to "jedyne" 200 tysięcy dolarów. W Pernod Ricard Polska wciąż można ją zamówić, co dla najwybitniejszych kolekcjonerów stanowi niesamowitą okazję. I zapewne długo już RSTtH nie pozostanie bez właściciela, bo według Wealth Solutions, lidera w inwestycjach alternatywnych, Polacy kupili w 2012 r. w celach inwestycyjnych 14 tys. butelek za 15 mln zł.
Szymon Turecki, Senior Private Banker w Noble Bank

Okazuje się, że stare butelki whisky poza wartością kolekcjonerską mogą przynosić wysokie zyski. Na jednej z aukcji za karafkę whisky nabywca zapłacił ponad 600 tysięcy dolarów. Z kolei indeks obrazujący 1000 butelek whisky o największym potencjale inwestycyjnym zyskał w ciągu ostatnich 5 lat zawrotne 160%. Dobrych starych butelek whisky jest bardzo mało, stąd duży popyt na nie.

Jeśli wino, to tylko najlepsze
W dziedzinie alkoholi dobrym pomysłem jest również inwestowanie w wina. Podobnie jak whisky, zyskują one na jakości z wiekiem, co sprawia, że kupując zacne butelki z Bordeaux, Toskanii czy Burgundii możemy być prawie pewni przyszłych zysków. W rozmowie z serwisem fuko.pl mówił o tym Paweł Morozowicz, zarządzający inwestycjami w wino w firmie Wealth Solutions, lidera na rynku inwestycji alternatywnych.
Paweł Morozowicz
Zarządzający inwestycjami w wino w Wealth Solutions, wypowiedź dla portalu fuko.pl

Ilość butelek z danego roku systematycznie się zmniejsza, co przekłada się na wzrost ich wartości. Efektem jest ograniczona podaż najlepszych win, bo nie ma przecież możliwości późniejszego produkowania trunków z danego rocznika. Ponadto wino poprawia swoją jakość z wiekiem. Historyczne wyniki potwierdzają również, że wino w kilkuletnich okresach przynosi lepsze zyski niż akcje czy surowce.


Warto jednak pamiętać, że inwestycje w wino, tak samo jak w whisky, są długoterminowe – co najmniej na 5 lat. Morozowicz w swoich wypowiedziach dla egospodarka.pl w 2012 roku przekonywał jednak, że wino to znacznie bardziej opłacalne inwestycje, niż na przykład akcje czy złoto, na podstawie wyników indeksu winiarskiego Liv-Ex Investables. Wówczas średnia 5-letnia stopa zwrotu z inwestycji wynosiła na winach 111 proc., w przypadku indeksu S&P500 – 49 proc., niemieckiego indeksu największych spółek DAX – 61 proc., a ze złota – 49 proc. Co więcej, Morozowski przypominał wtedy, że w ciągu ostatnich 25 lat żadna 5-letnia inwestycja oparta o indeks Liv-Ex nie przyniosła strat.
Do sztuki trzeba mieć wiedzę. Albo eksperta
Warto jednak pamiętać, że oprócz pewnego zasobu gotówki – choć wcale nie tak dużej, wystarczy na początek raptem kilka tysięcy złotych – do inwestowania w sztukę czy alkohole potrzeba jeszcze... fachowej wiedzy. Oczywiście, jeśli nie mamy pojęcia o obrazach, whisky czy winach, nic nie stoi na przeszkodzie, by po prostu skorzystać z pomocy ekspertów – wówczas jednak musimy liczyć się z większymi kosztami.
Jeśli jednak nie chcemy kupować butelek alkoholi ani obrazów, inwestowanie alternatywne daje multum innych możliwości. Przede wszystkim zawierają się w tym wszelkie artefakty, przedmioty kolekcjonerskie. Pod koniec marca na przykład w Nantes we Francji licytowano... działającą gilotynę z drugiej połowy XIX wieku. Cena wywoławcza wynosiła 60 tysięcy euro. Również w marcu w Baltimore zlicytowano autentyczny medal nagrody Nobla – znaleziony w Ameryce Południowej. Eksperci szacowali wówczas, że Nobel może zostać sprzedany w cenie 50-100 tysięcy dolarów.
Głośno też było o chińskiej, porcelanowej filiżance, mierzącej raptem 8 centrymetrów. Ostatecznie sprzedano ją na aukcji za... 36 milionów dolarów. Powód takiej ceny był prosty: filiżanka pochodzi z okresu słynnej z takich wyrobów dynastii Ming, czyli ma ponad 500 lat. W branży określono ją jako "Świętego Graala" chińskich dzieł sztuki, bo istnieje tylko 17 takich filiżanek, z których wyłącznie cztery znajdują się w rękach prywatnych. Jak podkreślali wtedy przedstawiciele domu aukcyjnego Sotheby's, "nie ma bardziej legendarnego obiektu w historii chińskiej porcelany". Dlatego też właściciel może się spodziewać, że za kilka lub kilkanaście lat, jeśli zechce, sprzeda filiżankę za znacznie wyższą kwotę, niż wydał na jej zakup.
Jeśli ktoś posiada odpowiednie środki, może nawet inwestować w konie czy kość słoniową. Najpiękniejsze okazy koni sprzedaje się za niebotyczne kwoty. Tak było w przypadku ogiera, na którym jeździec Gerco Schroeder dwa razy zdobywał srebrne medale olimpijskie podczas igrzysk w Londynie. Gaston Glock, założyciel słynnej firmy produkującej broń, kupił tego ogiera za 11 milionów euro.
Inwestycje alternatywne - pewniejsze, niż akcje
Wbrew pozorom, by inwestować w przedmioty kolekcjonerskie, nie trzeba od razu wydawać miliardów dolarów. Wystarczy dobrze szukać w miejscach, gdzie ludzie sprzedają stare rzeczy, znalezione na strychu. Wielokrotnie już zdarzało się, że ktoś kupował za bezcen cudze starocie, po czym okazywało się, że w rzeczywistości jest to przedmiot kolekcjonerski czy dzieło sztuki warte setki tysięcy dolarów. Tutaj jednak ponosimy pewne ryzyko, podczas gdy inwestycje w sztukę czy alkohole są w miarę pewne.
Warto jednak pamiętać, że jeśli dysponujemy pewnym zasobem gotówki i nie chcemy ryzykować na giełdzie, a lokaty są dla nas za mało opłacalne, inwestycja alternatywna może okazać się strzałem w dziesiątkę. Szczególnie, jeśli myślimy o tym, by posłużyła naszym dzieciom – wówczas zakup znanego obrazu, butelki wyśmienitej whisky czy kilku butelek win z najwyższej półki może zapewnić godne zyski nawet w perspektywie 10 czy 20 lat. Takiej pewności nie dostaniemy na żadnej giełdzie.