
Na początku kwietnia w Polsce została sprzedana jedna ze stu butelek wyjątkowej, kolekcjonerskiej edycji whisky Ballantine's. Cena wywoławcza: 25 tysięcy złotych. Mimo że w aukcji brało udział tylko kilka osób, ostatecznie szczęśliwy nabywca zapłacił znacznie więcej, niż zakładano. Snobizm? Bynajmniej – to tak zwane inwestowanie alternatywne. W towary realne, zwiększające swoją wartość na przestrzeni lat, które potem można sprzedawać z kilkunastokrotnym przebiciem.
Coraz popularniejsze jednak, również wśród osób mniej zamożnych, staje się tzw. inwestowanie alternatywne. Trudno je jednoznacznie zdefiniować – to po prostu inwestowanie w aktywa inne, niż tradycyjne. To jedna z głównych zalet tego typu pomnażania kapitału: różnorodność dostępnych aktywów sprawia, że takiej inwestycji może dokonać zarówno osoba bardzo bogata, jak i przeciętnie zamożna.
Jeden z najsłynniejszych tego typu przypadków to losy obrazu Pabla Picassa. W 1951 roku dwójka kolekcjonerów z USA kupiła jego "Nagość na płycie rzeźbiarza" za 19 tysięcy dolarów. W maju 2013 ten sam obraz został sprzedany na aukcji w Nowym Jorku za... 106 milionów dolarów.
Zgłaszają się do nas młodzi, dynamiczni ludzie (...). Czytają gazety, podróżują i mają świadomość, że świat sztuki przeżywa ogromny rozkwit.
Wiele domów aukcyjnych oferuje bowiem – tak jak Abbey House – formy leasingu, gdzie nabywca spłaca na przykład co miesiąc ratę w wysokości tysiąca złotych. A to już wydatek, na który może sobie pozwolić zdecydowanie więcej osób, niż na dzieła Andy'ego Warhola. Co więcej, biorąc pod uwagę wzrost wartości dzieł np. Młodożeńca, taki leasing może nam się zwrócić z dużą nawiązką.
Sztuka to do tego dość pewna inwestycja. Jak wyliczyli eksperci tworzący najbardziej prestiżowy indeks sztuki Mei Moses Index, handlujący dziełami znanych artystów mogą liczyć na średni zysk rzędu 16 proc. rocznie - pisał w maju 2013 artbiznes.pl. Eksperci z MMI podkreślali przy tym, że porównując zyski z ich indeksu do indeksu S&P500 – skupiającego 500 największych firm w USA – sztuka daje stopę zwrotu większą o 0,02 proc.
Równie bezpieczne, co inwestowanie w sztukę, coraz częściej jest kupowanie wyjątkowych alkoholi z najwyższej półki. Wspomniana 40-letnia whisky Ballantine's wyszła jedynie w stu egzemplarzach i dla kolekcjonerów złotego trunku stanowi nie lada gratkę. Szczęśliwy nabywca, Andrzej Kubiś, znany miłośnik whisky i właściciel kultowych wręcz coctail barów w Warszawie, Sopocie i Jastrzębiej Górze, prawdopodobnie wystawi butelkę jako element dekoracyjny w swoim Domu Whisky właśnie w Jastrzębiej Górze - donosił "Puls Biznesu". Praktycznie pewne jest, że na przestrzeni lat jej wartość wzrośnie.
Okazuje się, że stare butelki whisky poza wartością kolekcjonerską mogą przynosić wysokie zyski. Na jednej z aukcji za karafkę whisky nabywca zapłacił ponad 600 tysięcy dolarów. Z kolei indeks obrazujący 1000 butelek whisky o największym potencjale inwestycyjnym zyskał w ciągu ostatnich 5 lat zawrotne 160%. Dobrych starych butelek whisky jest bardzo mało, stąd duży popyt na nie.
W dziedzinie alkoholi dobrym pomysłem jest również inwestowanie w wina. Podobnie jak whisky, zyskują one na jakości z wiekiem, co sprawia, że kupując zacne butelki z Bordeaux, Toskanii czy Burgundii możemy być prawie pewni przyszłych zysków. W rozmowie z serwisem fuko.pl mówił o tym Paweł Morozowicz, zarządzający inwestycjami w wino w firmie Wealth Solutions, lidera na rynku inwestycji alternatywnych.
Ilość butelek z danego roku systematycznie się zmniejsza, co przekłada się na wzrost ich wartości. Efektem jest ograniczona podaż najlepszych win, bo nie ma przecież możliwości późniejszego produkowania trunków z danego rocznika. Ponadto wino poprawia swoją jakość z wiekiem. Historyczne wyniki potwierdzają również, że wino w kilkuletnich okresach przynosi lepsze zyski niż akcje czy surowce.
Warto jednak pamiętać, że inwestycje w wino, tak samo jak w whisky, są długoterminowe – co najmniej na 5 lat. Morozowicz w swoich wypowiedziach dla egospodarka.pl w 2012 roku przekonywał jednak, że wino to znacznie bardziej opłacalne inwestycje, niż na przykład akcje czy złoto, na podstawie wyników indeksu winiarskiego Liv-Ex Investables. Wówczas średnia 5-letnia stopa zwrotu z inwestycji wynosiła na winach 111 proc., w przypadku indeksu S&P500 – 49 proc., niemieckiego indeksu największych spółek DAX – 61 proc., a ze złota – 49 proc. Co więcej, Morozowski przypominał wtedy, że w ciągu ostatnich 25 lat żadna 5-letnia inwestycja oparta o indeks Liv-Ex nie przyniosła strat.
Warto jednak pamiętać, że oprócz pewnego zasobu gotówki – choć wcale nie tak dużej, wystarczy na początek raptem kilka tysięcy złotych – do inwestowania w sztukę czy alkohole potrzeba jeszcze... fachowej wiedzy. Oczywiście, jeśli nie mamy pojęcia o obrazach, whisky czy winach, nic nie stoi na przeszkodzie, by po prostu skorzystać z pomocy ekspertów – wówczas jednak musimy liczyć się z większymi kosztami.
Wbrew pozorom, by inwestować w przedmioty kolekcjonerskie, nie trzeba od razu wydawać miliardów dolarów. Wystarczy dobrze szukać w miejscach, gdzie ludzie sprzedają stare rzeczy, znalezione na strychu. Wielokrotnie już zdarzało się, że ktoś kupował za bezcen cudze starocie, po czym okazywało się, że w rzeczywistości jest to przedmiot kolekcjonerski czy dzieło sztuki warte setki tysięcy dolarów. Tutaj jednak ponosimy pewne ryzyko, podczas gdy inwestycje w sztukę czy alkohole są w miarę pewne.

