
Od kilku do kilkudziesięciu tysięcy złotych (choć rekordzista dobił do miliona) wydali klienci klubów ze striptizem Cocomo, którzy po wypiciu drinka stracili świadomość. Sprawą zajmują się prokuratury w całym kraju – prowadzone jest 50 śledztw. Klubom przyjrzały się też inne służby – urzędy skarbowe i izba celna. Ta ostatnia wykryła nieprawidłowości i prowadzi postępowanie karnoskarbowe.
Wydaje się, że urzędnicy dostrzegli problem klubów ze striptizem, w których klienci tracą świadomość i ogołacają swoje karty kredytowe i portfele. Wielokrotnie pisano o wydanych przez odurzonych mężczyzn tysiącach i dziesiątkach tysięcy złotych. Sprawą już zajmuje się 50 prokuratur w całym kraju – informuje „Rzeczpospolita”. Ale właścicielowi klubów Cocomo przyglądają się też inne służby, na przykład Izba Celna.
W Krakowie lokale Cocomo kontrolowała też Straż Graniczna i skarbówka, ale nie wykryła żadnych naruszeń prawa. Jan Sz., właściciel Agencji Marketingowo-Reklamowej Event, do której należy różowa sieć jest oskarżony za przestępstwa karnoskarbowe. Wcześniej wraz z matką prowadził biuro tłumaczeń.
Scenariusz zawsze wygląda podobnie – lekko wstawiony klient wchodzi do klubu ze striptizem, zamawia drinka lub szampana i budzi się następnego dnia. W kieszeni znajduje rachunek lub zobowiązanie do zapłaty opiewające na kwotę od kilkuset do kilku tysięcy złotych. Teraz sprawą zajmie się prokuratura, która sprawdzi czy nie dochodzi do przestępstwa – informuje szczecińska „Gazeta Wyborcza”.
czytaj także:
Źródło: "Rzeczpospolita"
