
Napisał do mnie rzecznik MSZ. Marcin Wojciechowski przekonywał, że w jednym z tekstów krzywdząco przedstawiłem Radosława Sikorskiego, jako polityka, którego rola w kryzysie ukraińskim nie jest doceniana na Zachodzie. Postanowiłem w takim razie sprawdzić, jak duże są wpływy ministra Sikorskiego na świecie. Nadarza się ku temu idealna okazja za sprawą poruszającej historii polskiej Sybiraczki i jej syna.
REKLAMA
Tydzień temu pisałem o tym, że pozycja naszych polityków (Donalda Tuska i Radosława Sikorskiego) na arenie międzynarodowej jest doceniana tylko lokalnie. W odpowiedzi dostałem wiadomość od rzecznika MSZ, który przekonywał mnie, że jest zgoła inaczej. Otrzymałem nawet szczegółowy wykaz zagranicznych wystąpień ministra Sikorskiego.
Postanowiłem w takim razie sprawdzić (bez złośliwości, a z nadzieją) skuteczność polskiego dyplomaty. Jest ku temu okazja, ale wcale nie związana z Ukrainą. Zobaczymy, czy uda się pociągnąć za odpowiednie sznurki. Zwłaszcza, że cel jest słuszny.
Szanowny Panie Ministrze,
Chciałbym się przekonać, czy rzeczywiście ma Pan siłę przebicia. Mam nawet sposób na to, by to ocenić. Wystarczy tylko pomóc w pewnej sprawie.
Sytuacja, w jakiej znalazła się rodzina mojego przyjaciela zmusiła mnie do podjęcia tego kroku. Uważam, że w pewnych sytuacjach należy próbować każdej możliwości, włącznie z tą, czyli listem do Pana. Sprawa tyczy się brytyjskiego obywatela, Petera Ravensdale'a, który ma polskie korzenie. Peter przebywa w szpitalu psychiatrycznym w Zambii. Od 18 miesięcy – mimo apeli rodziny – nie udaje się go uwolnić, choć brytyjska służba dyplomatyczna mogłaby to zrobić. Niestety, dyplomaci sami nie zdają sprawy z powagi sytuacji, a życie Petera jest zagrożone. Wiem, że Peter jest Brytyjczkiem, jednak jest on także synem Polki, Sybiraczki, która od 50 lat mieszka w Afryce.
Halina Ravensdale, to Polka , która przeżyła przymusową deportację na Syberię w 1940 roku. Halina jest zasłużoną dla naszego kraju osobą, która już od pół wieku mieszka w Ndoli, w północnej Zambii. Otrzymała nawet Złoty Krzyż Zasługi za swoją działalność charytatywną na rzecz Zambii i Polski. W Ndoli opiekuje się pomnikiem upamiętniającym polskich uchodźców. Ale nie tylko, opiekuje się także licznymi sierotami. Jej działalność jest tam dobrze znana.
Halina już zrobiła coś dla ojczyzny. Rozumiem, że za to dostała Krzyż, ale może warto, by ojczyzna coś zrobiła dla niej? Sprawa jej syna sprawiła, że wyraźnie podupadła na zdrowiu.
Peter Ravensdale cierpi na dwubiegunowość. Na tę samą chorobę cierpi m.in. brytyjski komik Stephen Fry czy aktorka Catherine Zeta-Jones. Jak widać po tych przykładach, z dwubiegunowością da się normalnie żyć. Jednak jeśli choroba nie jest leczona, osoba, która na nią cierpi może stać się niebezpieczna dla otoczenia. Tak stało się z Peterem, obywatelem Wielkiej Brytanii, który mieszka w Zambii. Podczas napadu złości dokonał aktu wandalizmu na cudzej nieruchomości i został za to skazany. Według opinii biegłych nie był o zdrowych zmysłach i zarządzono zamknięcie go w zakładzie psychiatrycznym w Chainamie, w okolicach Lusaki. Przebywa tam w towarzystwie morderców i gwałcicieli.
W zakładzie zamkniętym Peter, który w ostatnich latach wspierał różne inicjatywy zachęcające Zambijczyków do przedsiębiorczości, stracił ochotę do życia. Z relacji jednego z jego bliskich wynika, że warunki w jakich przebywa są okropne. Peter nic nie je, jego ciało pokrywają wszy. Z rozmownego, energicznego człowieka, zamienił się we wrak, unika ludzi. Natomiast sami lekarze w zakładzie psychiatrycznym Chainama przyznają, że nie są w stanie zapewnić mu odpowiednich warunków. Na takie mógłby liczyć, gdyby został wysłany do Wielkiej Brytanii na leczenie.
Brat Petera, Tom, przedsiębiorca, który w Polsce założył firmę zatrudniającą dziś przeszło 300 pracowników, załatwił wszelkie formalności potrzebne do wyjazdu. Zapewnił samolot, która przetransportuje Petera na Wyspy. Jest nawet zakład, który jest gotów go przyjąć. Nawet prezydent Zambii wydał zgodę na wypuszczenie go z zakładu. Jednak, aby stało się to formalnie możliwe, brytyjski Wysoki Komisarz (odpowiednik ambasadora w krajach postkolonialnych) musi wydać zapewnienie, że jego kraj zajmie się Peterem. Tymczasem dyplomata nic nie robi w tej sprawie. Pozostaje bierny wobec wszelkich apeli rodziny i w najlepszym wypadku wyśle niższych rangą dyplomatów, by sprawdzili, czy Peter żyje.
Dlatego zwracam się do Pana, jako ministra spraw zagranicznych, z prośbą o pomoc. Czy mógłby Pan swoimi kanałami dyplomatycznymi dotrzeć do brytyjskiego MSZ z prośbą o interwencję? Wiem, że Peter nie jest polskim obywatelem. Jednak jego matka Halina jest, a sytuacja jej syna sprawiła, że stan jej zdrowia znacznie się pogorszył. Moim zdaniem Polska jest jej to winna.
Pan, jako nasz reprezentant na świecie posiada pewne kontakty czy wpływy, które mogłyby pomóc wydostać Petera Ravensdale'a. Dla Pana to jeden list, jedna rozmowa. Dla rodziny to sprawa życia i śmierci. Wystarczy, by przedstawiciel Wielkiej Brytanii w Zambii zajął się tą sprawą. Wystarczy, że zapewni, iż na Wyspach Peter może liczyć na leczenie. To niewiele. Bez listu od Wysokiego Komisarza do rządu Zambii ręce wszystkich są związane.
Ostatnio u Petera był adoptowany afrykański syn Haliny, który natychmiastowo stwierdził, że bez szybkiej interwencji Peter może umrzeć.
Pod tym linkiem znajdują się wszelkie informacje dotyczące akcji „Uwolnić Petera Ravensdale'a”. Dodam, że petycję w sprawie jego uwolnienia podpisują tysiące osób na całym świecie. W razie czego dysponuję potrzebnymi telefonami, jeśli któryś z pracowników resortu chciałby bezpośrednio z nimi porozmawiać. Rzecznik MSZ także zna mój adres mailowy.
W imieniu swoim, a także Ravensdale'ów, z góry dziękuję za pomoc. Mam nadzieję, że uda się coś w tej sprawie zrobić.
Pozdrawiam
Antoni Bohdanowicz
