
W czasie, gdy wojska rosyjskie maszerują de facto wzdłuż i wszerz wschodnich rubieży Ukrainy, a Zachód ogłasza coraz twardsze sankcje wobec Kremla, europejski gigant paliwowy Shell dogaduje interesy z Władimirem Putinem. Czy przyjaciele Ukrainy nie powinni rozważać więc bojkotu produktów tej marki?
REKLAMA
Rozumiem, że w interesie firmy leży zwiększenie zysków, ale czasami trzeba się zapytać jakim kosztem? Shell właśnie zapowiedział, że sytuacja na Ukrainie nie spowoduje wycofania się koncernu z inwestycji w Rosji. Czy tak Zachód powinien wspierać Putina? Wydaje się raczej, że wszechwładny prezydent Rosji powinien otrzymać czerwone światło. Widząc, że traci ekonomicznie na atakowaniu sąsiadów może zostałby przywołany do porządku. Tymczasem oświadczenie szefa Shella typu „nic się nie stało” pokazuje mu, że dalej może wszystkich straszyć.
Brytyjsko-holenderski koncern paliwowy żyje jednak głównie dzięki nam, klientom. Jeśli nie kupimy ich produktu – paliwa – to nie zarobią. Teraz polscy klienci Shella mają prawo pytać, dlaczego firma nie działa w naszym interesie? Czemu nie grają z nami w jednej drużynie i nie próbują pokazywać Putinowi, gdzie jego miejsce? Ciekaw jestem jak ten koncern paliwowy reaguje, kiedy ktoś odjeżdża ze stacji benzynowej na "lewych" blachach bez opłacenia rachunku? Bo właśnie w taki sposób Putin zagarnął dla swojego państwa Krym – żołnierze bez naszywek państwowych itd.
Skoro więc Shell stawia swoje interesy ponad interes milionów klientów, może czas przestać dbać o jego interesy? Nie żyjemy na pustyni, przy polskich i europejskich drogach jest wiele innych stacji benzynowych. Jeśli wszyscy ominiemy tę z żółto-czerwoną muszlą, może wreszcie jakiś mały sygnał dotrze nie tylko do biznesmenów bez sumienia, ale i ich szalonego przyjaciela z Kremla.
