
Pierwszy wyborczy spot europosła odbił się szerokim echem – klip „Zrobiłam to z Markiem Migalskim” uznano za seksistowski i niesmaczny. W swojej kolejnej produkcji polityk już tak bardzo nie szokuje, ale znów gra na nucie, która nie wszystkim przypadnie do gustu: tym razem (znów z pomocą asystentek) atakuje płciowe parytety.
Patrząc na oba spoty wyborcze europosła Polski Razem można by złośliwie powiedzieć, że do europarlamentu chce się dostać przede wszystkim wabiąc wyborców urodą swoich asystentek – to one grają główne role, a w „Zrobiłam to z Markiem Migalskim” bez owijania w bawełnę bazują na erotycznych skojarzeniach.
W najnowszym spocie „Popieram kobiety, nie parytety” Migalski nie stara się już tak bardzo szokować, ale tytułowym hasłem i fabułą, w której trzy kobiety sprzeciwiają się płciowym parytetom w polityce, biznesie czy sporcie, znów daje prztyczka w nos zwolennikom i zwolenniczkom równouprawnienia.
“Jestem spełnioną, szczęśliwą kobietą, do roli matki nie są potrzebne żadne parytety” – mówi jedna z bohaterek niańcząc dziecko leżące w wózku. W tym samym stylu (zapewne ku oburzeniu wielu feministek) wypowiadają się też pozostałe bohaterki spotu.
I choć niektórych irytować może ostentacyjny obyczajowy konserwatyzm wyborczego filmu, inni zwracają uwagę, że spot jest dobrze zrealizowany i ma spójny przekaz.
@Pola_B_ na tle wielu innych jest technicznie i przekazowo poprawny :) drugi po spocie @barbaraanowacka , ktory zyskał moje uznanie.
— Bartek Machnik (@machnikbartek) April 19, 2014
