Janusz Piechociński chce, by urzędnicy dostawali podwyżki, chociaż płace w budżetówce są zamrożone
Janusz Piechociński chce, by urzędnicy dostawali podwyżki, chociaż płace w budżetówce są zamrożone Fot. Dawid Chalimoniuk / AG

Między ministrem finansów i ministrem gospodarki pojawił się konflikt. Podczas gdy MF zamroziło płace w budżetówce i ma zamiar utrzymać ten stan co najmniej do 2017 roku, Janusz Piechociński nie zgadza się na takie zmiany. Obecny szef PSL chce, by budżetówka dostawała normalne podwyżki, bo stanowi "fundament korpusu służby cywilnej"

REKLAMA
Fundusz wynagrodzeń, z którego wypłaca się m.in. podwyżki dla urzędników czy - szerzej mówiąc - budżetówki, jest zamrożony od 2009 roku. Ponad pół miliona nauczycieli, ponad 200 tysięcy policjantów i żołnierzy, a do tego 120 tysięcy urzędników - wszyscy oni będą czekać aż do końca 2016 roku na podwyżki. Założenie to wpisano do "Wieloletniego planu finansowego państwa" na lata 2014-2017.
Janusz Piechociński zgłosił do tego planu swoją uwagę. Jak twierdzi, brak gwarancji podwyżek dla "pracowników, na których opiera się cały fundament korpusu służby cywilnej" wydaje się przy utrzymującym się wzroście gospodarczym "bardzo restrykcyjnym i nieuzasadnionym działaniem" - informuje "Rzeczpospolita".
Uwaga ministra gospodarki nie została jednak uwzględniona przez MF. Mateusz Szczurek w odpowiedzi wskazał jednocześnie, że zamrożenie dotyczy kwot, a nie pensji, co powoduje, że każdy kierownik w budżetówce może tak prowadzić "politykę kadrową", by móc dawać podwyżki. Minister finansów wskazuje jednak, że zwiększenie wynagrodzeń może odbyć się tam, gdzie zostanie "zwiększona efektywność" i będzie "przeprowadzona restrukturyzacja".
Szczurek podkreślił też, że przy porównaniu płac w sektorze prywatnym i publicznym, budżetówka wcale nie wypada źle. Szczególnie urzędnicy na początkach kariery dostają lepsze pensje, niż ich koledzy pracujący w prywatnych firmach.

Źródło: "Rzeczpospolita"