Muzycy Kultu już nie grają na podwójnym gazie. Ich sposób na trzeźwe koncerty jest bezbłędny

Bartosz Godziński
Muzycy zespołu założonego przez m.in. Kazika Staszewskiego otwarcie przyznają, że nie zawsze występowali przed publicznością na trzeźwo. To nie powinno nikogo zaskakiwać - wszak scena rockowa i punkowa rządzi się swoimi prawami. Niespodzianką jest metoda, którą stosują, by być fair w stosunku do słuchaczy: wyrywkowe badania alkomatem.
W dokumencie "Kult. Film" muzycy jednego z najpopularniejszych polskich zespołów opowiadają o kulisach swojej działalności Fot. Tomasz Stańczak / Agencja Gazeta
Muzycy opowiedzieli o tym w dokumencie "Kult.Film", który w listopadzie wchodzi do kin. Film przybliża ostatnie 6 lat działalności zespołu. Pojawia się w nim właśnie wątek alkomatu. Od czasu do czasu każdy z muzyków musiał przed wejściem na scenę poddać się badaniu. Rutynowa kontrola jest stosowana do dziś.

– Alkomat dalej obowiązuje, to znaczy nie jest obligatoryjny, ale czasami Piotrek (menadżer - przyp.red ) robi nalot i kontrolę. Ale robi ją uczciwie, tak jak policja stawia radar, to najpierw musi być znak, że tam gdzieś dalej stoi radar. I tak on też dzwoni, czy wysyła SMS-a do wszystkich, że dziś o godzinie 15 będzie nalot kontrolny – wyjaśnił Kazik Staszewski w czasie spotkania z widzami na festiwalu Tofifest.


Co jeśli ktoś okaże się "zawiany"? Kazik zdradził, że wtedy "gra charytatywnie". Zarówno jeśli będzie pijany przed wejściem lub po zejściu ze sceny. Muzycy Kultu jednak akceptują niepisaną umowę na to, że wynagrodzenie poszczeólnych członków za koncerty może być różne.
"Kultowy" film trafi do kin 22 listopada.