Nie zgadniecie, ile przejechałem na prądzie tą hybrydą. Mercedes klasy A totalnie mnie zaskoczył

Łukasz Grzegorczyk
Do tej pory często kręciłem nosem na jazdę hybrydami, ale ten Mercedes zmienił moje myślenie. Klasa A w wersji zgrabnej limuzyny jest dowodem, że półśrodki czasami mają sens. Wcale nie trzeba kupować typowego elektryka, żeby na samym prądzie wyjechać nawet za miasto.
Hybrydowy Mercedes A250e w wersji limuzyny ma niezwykle wydajny napęd. Na samym prądzie można przejechać nawet 70 km. Fot. naTemat
Klasa A od momentu pojawienia się na rynku jej trzeciej generacji, kojarzy mi się ze sportowym pazurem i zadziornością. To idealne auto dla młodej osoby, która lubi się wyróżnić na drodze. Dwa lata temu wraz z hatchbackiem linię modelową uzupełnił też 4-drzwiowy sedan. I co się okazało? A Klasa może być też długim na ponad 4,5 metra prestiżowym autem.
Fot. naTemat
Model, który miałem okazję sprawdzić to A250e – czyli Klasa A w wersji hybrydowej limuzyny. Zastanawiałem się, po co Mercedes wypuścił to auto na rynek, skoro w ofercie ma już choćby CLA. Tyle że to dwa różne auta i nie sposób je porównywać pod względem zawieszenia, napędu czy również ceny.


A poza tym, konkurencja nie śpi. Audi zaprezentowało swoje kultowe A3 także w wariancie "Limousine", więc w Mercedesie pewnie też chcieli pokazać, jak bardzo potrafią być elastyczni w poszerzaniu oferty.
Fot. naTemat
A250e ma niezwykle dopracowaną sylwetkę. Z jednej strony jest bardzo prosta, ale z poprowadzonymi dynamicznie liniami. Udało się tu zachować proporcje między – nazwijmy to – młodzieżowym charakterem a stylem biznesowym. To limuzyna, jednak nie dla typowego krawaciarza.

Oczywiście mnóstwo charakteru dodaje tu pakiet stylistyczny AMG. Najbardziej charakternie prezentuje się przód auta, bo efektowny grill w połączeniu z lampami LED robi wrażenie. Nawet kolor w testowym egzemplarzu ładnie zgrał się z całością. Moim zdaniem to po prostu szary, ale inni doszukiwali się odcieni złota. Możecie ocenić sami.
Fot. naTemat
Wnętrze A Klasy w wersji limuzyny to już sprawa bardzo indywidualna. Na pierwszy rzut oka widać tu styl znany z Mercedesa, choćby ekran w stylu jednej długiej tafli szkła z cyfrowymi zegarami i całym systemem informacyjnym.
Fot. naTemat
Fot. naTemat
Ponadto znajome są wloty powietrza, przyciski do obsługi multimediów czy klimatyzacji. Dominują praktyczne, stylowe rozwiązania, ale nie zabrakło też… szalonych "smaczków". Takich jak znane już z innych modeli oświetlenie Ambiente. Chcecie jeździć na różowo? Proszę bardzo.
Fot. naTemat
Poza tym, auto jest bardzo starannie wykończone. Połączenie brązowych i czarnych elementów zostawiłbym nawet konfigurując to auto dla siebie. A dodatki takie jak wentylowane i podgrzewane fotele czy panoramiczny dach sprawiają, że naprawdę można poczuć się jak w limuzynie.
Fot. naTemat
Fot. naTemat
Problem zaczyna się w momencie, gdy ktoś ma ponad 185 cm wzrostu. Niestety, wysokie osoby nie rozsiądą się w A250e komfortowo i będą miały wrażenie, że jest po prostu ciasno. Za kierownicą nie odczułem tego tak bardzo, ale kiedy usiadłem z tyłu, od razu uderzyłem głową o sufit.

Z kolei bagażnik o pojemności 345 litrów wydaje się pojemny, ale raczej na dłuższy wyjazd tylko dla dwóch osób. Warto mieć to na uwadze, jeśli rozważacie ten samochód do wożenia całej rodziny.
Fot. naTemat
Duże pozytywne zaskoczenie przeżyłem dopiero w czasie jazdy. Chodzi o napęd, który okazał się na tyle wydajny, że zupełnie zmieniłem myślenie o hybrydach. Mercedes miał pod maską silnik benzynowy o pojemności 1.3 litra i mocy 160 KM. W połączeniu z jednostką elektryczną miałem do dyspozycji 218 KM oraz maksymalny moment obrotowy równy 450 Nm.

Nie przekłada się to na zawrotne osiągi, ale przecież nie o to tutaj chodzi. A250e do setki rozpędza się w niecałe 7 sekund, a maksymalnie pojedziemy nim 240 km/h. Ze względu na hybrydowy napęd Mercedes waży dość sporo, bo ponad 1,7 tony, ale za kierownicą w ogóle nie odczujecie tej masy. Auto jest żwawe, szczególnie jeśli przełączycie cały układ w usportowiony tryb. Wtedy 8-stopniowa automatyczna skrzynia biegów spisuje się najbardziej efektywnie.
Fot. naTemat
I teraz najciekawsza część: na ile wydajny jest tu napęd elektryczny? Powiem wam szczerze, że w ogóle nie wierzyłem w dane z broszurki, w której Mercedes zapewnia o "zielonym" zasięgu na 61-70 km. Stwierdziłem, że jak przejadę 40 km, to już będzie sukces.

Naładowałem auto od zera do 100 proc. z domowego gniazdka w nieco ponad 8 godzin. Mogłem to zrobić znacznie szybciej korzystając z miejskiej ładowarki, ale akurat miałem ten komfort, że skorzystałem z garażu, gdzie mogłem podłączyć się na cały dzień. To właśnie największa zaleta hybryd typu plug-in – nie ograniczają nas przy uzupełnianiu energii.
Fot. naTemat
Okazało się, że przy normalnej jeździe bez "piłowania" pedału gazu przejechałem tylko na prądzie prawie 70 km! W tym jakieś 10 km po ekspresówce, gdzie na liczniku miałem już ponad 100 km/h. Byłem pewny, że nie wykręcę takiego wyniku na odcinku z drogą szybkiego ruchu, a jednak się udało.

Z pełną baterią można też jeździć w trybie hybrydowym. Wtedy auto spala niecałe 4 litry i zauważalnie czerpie energię z rekuperacji, czyli odzyskuje ją z hamowania.
Fot. naTemat
Zrobiłem jeszcze inną próbę. Znowu podłączyłem Mercedesa do gniazdka w garażu, ale tylko na 3 godziny. Po takim czasie zyskałem zasięg na 22 km. Szału nie ma, ale to w sam raz na szybki wypad do supermarketu i z powrotem. Wniosek jest prosty. Tym samochodem naprawdę da się jeździć nie używając benzyny. A możliwości zielonego napędu nie kończą się na granicy miasta.

No dobrze, ale co, jeśli bateria będzie pusta? Możecie rzecz jasna jeździć dalej, ale już nie w stylu "eko". Nawet bez prądu A250e w mieście nie palił mi jednak więcej niż 6 litrów. Z kolei przy autostradowej prędkości zużycie podskoczyło do 7,5 l. Da się przeżyć.

Komputer pokładowy Mercedesa pozwala precyzyjnie śledzić osiągi jazdy na prądzie. Dzięki temu jest szansa na świadome zarządzanie mocą. Warto poświęcić kwadrans, by ogarnąć o co w tym chodzi, bo samochód odwdzięczy się jeszcze niższym zużyciem energii.
Fot. naTemat
W czasie jazdy A250e da się wyczuć momentami jego podsterowność ze względu na dostępny moment obrotowy i przerzucenie całego napędu na przednią oś. Lepiej o tym pamiętać, zanim kogoś poniesie fantazja na zakręcie. Poza tym auto świetnie zbierało nierówności na drodze, więc pracę zawieszenia mogę ocenić na piątkę. Nawet przy 19-calowych felgach zapewniało duży komfort.

Jak to w nowych Mercedesach – tutaj też nie zabrakło pełnego wachlarzu systemów bezpieczeństwa. W zasadzie wszystkie podczas mojej jazdy działały bez zarzutu i nie były nadaktywne.
Fot. naTemat
Ceny Mercedesa A250e startują według cennika od 156 400 zł. Tyle że moja wersja była doposażona za około… 80 tys. zł. Wychodzi sporo, ale z drugiej strony w zamian dostajemy niezwykle wydajne i dobrze wykończone auto.

Jeśli nie szukacie rasowej limuzyny, a jednocześnie cenicie klasyczny styl, to A250e może okazać się strzałem w dziesiątkę. A jak dobrze wykorzystacie świetny hybrydowy napęd, to z czasem możecie też sporo zaoszczędzić.

Czytaj także: 421 koni z dwóch litrów w kompakcie. Ten samochód wymyślił jakiś szaleniec, ale jestem mu wdzięczny

Mercedes A250e (Limuzyna) na plus i minus:

+ Świetny zewnętrzny design
+ Bardzo wydajny hybrydowy napęd
+ Praca zawieszenia
+ Spalanie nawet z pustą baterią wypada przyzwoicie
- Dość ciasno w środku

Fot. naTemat