Jak oni sprzedają. Śmiałeś się z "chińskiej" firmy Volvo? Zobacz, jak poradziła sobie z kryzysem

Michał Jośko
Zimowy poranek. Pojawiam się w salonie Volvo Car Warszawa, gdzie witają mnie Mariusz Nycz i Stanisław Dojs, przedstawiciele tej firmy oraz pewien rewolucyjny samochód, który... Na razie nie będę uprzedzał faktów. Na razie usiądźmy i porozmawiajmy o sposobach, dzięki którym firma motoryzacyjna może przebrnąć (niemal całkowicie) bezboleśnie przez pandemię COVID-19 i naprawdę optymistycznie spoglądać w dalszą przyszłość.
Elektryczne Volvo XC40 Recharge Fot. mat. prasowe
Zacznijmy od krótkiej analizy sytuacji, w której znalazła się ta branża: rok 2020 oznaczał całe mnóstwo zawirowań, które w największym stopniu dotyczyły krajów należących do Unii Europejskiej. Nastąpiło tutaj wielkie tąpnięcie, którego efektem był 24-procentowy spadek sprzedaży nowych samochodów, co przekłada się na ponad 3 miliony egzemplarzy, które nie opuściły salonów.


Z sytuacją najlepiej poradziły sobie Dania (sprzedano tutaj 12,2 proc. mniej aut w porównaniu z rokiem 2019) i Niemcy (-19,1 proc.), natomiast sprawy najgorzej miały się we Włoszech (-27,9 proc.) oraz Hiszpanii (-32,3 proc.). Jak przedstawiała się ta sytuacja, jeżeli skupimy się na autach ze znaczkiem Volvo?

– Było znacznie lepiej. O ile w roku 2019 nasza firma sprzedała globalnie 705 452 samochody, to w "pandemicznym" roku ubiegłym liczba owa wyniosła 661 713, czyli mówimy tutaj o spadku na poziomie 6,2 procenta. Podobny wynik był możliwy dzięki temu, że w Chinach zainteresowanie wzrosło o 7,5 proc., natomiast w Stanach Zjednoczonych o 1,8 proc.; niestety, również w naszym przypadku największe, bo wynoszące 15,5 proc. spadki dotyczyły Europy. W przypadku wszystkich marek oferowanych w Polsce średnia wyniosła 22,9 proc. na minusie – mówi Mariusz Nycz, dyrektor działu Customer Experience, wcześniej dyrektor marketingu Volvo Car Poland. dyrektor marketingu Volvo Car Poland.

Biorąc pod uwagę powyższe liczby, rodzime przedstawicielstwo tego koncernu może odkorkowywać butelki szampana. W roku 2020 polskie salony opuściło 10 926 samochodów ze znaczkiem Volvo – zaledwie 49 egzemplarzy mniej, niż w roku poprzednim, co daje spadek na poziomie 0,45 procenta.
Volvo XC60Fot. mat. prasowe
Gwoli dziennikarskiej formalności: koniem pociągowym marki był, a jakże, model XC60, który znalazł 4534 nabywców. Następne w kolejności są: XC40 (2482 sztuki), XC90 (1098), V60 (1036), S60 (765), V90 (527) oraz S90 (483). Aby wynik dodawania się zgadzał, dodajmy, że swego amatora znalazła również jedna sztuka poczciwego modelu V40. Można podpytać o przepis na ten sukces?

– Na pewno powinniśmy zacząć od tego, że po prostu oferujemy bardzo dobre samochody, a do tego wyprzedzamy oczekiwania rynkowe. To coś, co w Volvo nazywamy strategią przewidywania – jakiś czas temu ustaliliśmy plan działania, uwzględniając to, czego będzie oczekiwał klient w przyszłości i jak będzie się zmieniał świat, a później zaczęliśmy go realizować. Naprawdę konsekwentnie, nie przejmując się krytyką i szyderstwami z gatunku "przecież to się nie może udać" – klaruje Stanisław Dojs, rzecznik prasowy Volvo Car Poland.

Weźmy pod lupę najważniejsze założenia owej strategii przewidywania. Pierwszym z nich jest "oddieslowienie" oferty. Umówmy się, koniec kariery silnika wysokoprężnego dzieje się na naszych oczach, co doskonale widać również w danych udostępnionych przez Volvo: w roku 2020 wozy napędzane olejem napędowym wybrało 46,5 proc. klientów tej marki. W ten sposób przekroczona została symboliczna granica, ponieważ jeszcze w roku 2019 odpowiadały one za ponad połowę (52 proc.) sprzedaży. Ciekawostkowo: jeżeli cofnęlibyśmy się zaledwie o trzy lata, zobaczylibyśmy aż 72-procentowy udział diesli.
Volvo XC40 RechargeFot. mat. prasowe
– Dlatego, w przeciwieństwie do wielu innych marek, nie chcemy trzymać się kurczowo napędu, który po prostu nie ma przyszłości. Już dziś amortyzacja zakupu takiego wozu następuje znacznie później, niż dotychczas. A co, jeżeli spojrzeć w przyszłość? Zobaczymy normę Euro 7, która zacznie obowiązywać w roku 2025, a która sprawi, że montowanie jednostek wysokoprężnych będzie miało jakikolwiek sens głównie w ciężarówkach – wyjaśnia Mariusz Nycz.

Kolejny element strategii: nieustanny rozwój oferty hybryd plug-in, czyli kategorii, w której Volvo jest naprawdę mocnym graczem (czyli PHEV-owym liderem w segmencie premium na naszym kontynencie). Nie można zapominać, że tego rodzaju pojazdy stanowią już 27 proc. sprzedaży w europejskich salonach, co pokazuje kierunek naprawdę wielkich zmian. Nawet jeżeli Polska, na razie, pozostaje pod tym względem mocno w tyle.

W roku 2020 takie właśnie hybrydy odpowiadały za 4 proc. sprzedaży nowych samochodów Volvo. Z jednej strony można stwierdzić, że to bardzo niewiele, jednak z drugiej należy uwzględnić dynamikę wzrostów: w roku 2017 był to zaledwie jeden procent. Plany na rok bieżący? Zdaniem osób, z którymi właśnie rozmawiam, sprzedaż ich samochodów PHEV dobije w naszym kraju do wyniku dwucyfrowego.
Volvo XC60Fot. mat. prasowe
– Dzięki takiemu spoglądaniu w przyszłość nie musimy przejmować się "niespełnionym proroctwom internetu". Dekadę temu, po przejęciu naszej marki przez koncern Geely, ludzie twierdzili, że przecież chińskiego Volvo nikt nie kupi. Później zapowiadali upadek firmy, która rezygnuje z diesli, przechodzi na niewielkie silniki czterocylindrowe, a jednostki V8 zastępuje jakimiś tam hybrydami. Ostatni przyczyną naszej katastrofy miało być fabryczne ograniczenie prędkości wozów do 180 km/h. A jednak okazuje się, że we wszystkich tych szaleństwach była metoda. Klienci chętnie kupują nasze samochody, a my – w przeciwieństwie do wielu producentów – bezproblemowo spełniamy limity CO2. Ba, ich nadwyżki mogliśmy sprzedać innym producentom – mówi Stanisław Dojs.

No dobrze, czas dopić kawę i przejść do ostatniego, choć zdecydowanie nie najmniej ważnego, punktu programu. Oto on: jeden z zaledwie trzech egzemplarzy pewnego samochodu, które zostały wyeksponowane w europejskich salonach Volvo (dwa pozostałe znajdziesz w Szwecji i we Włoszech). To XC40 P8 Recharge, czyli gorąca nowość zasilana wyłącznie przy pomocy energii elektrycznej.

W tym miejscu chcę skupić się na wyłącznie jednej kwestii dotyczącej owego wozu: to pierwszy – ex aequo z pięciodrzwiowym fastbackiem Polestar 2 – seryjny samochód, do którego trafił nowy system Android Automotive OS (Google Automotive Services). Dlaczego mamy do czynienia z faktem iście rewolucyjnym? A więc po kolei...

Choć firmy motoryzacyjne pompują setki milionów euro w tworzenie autorskich systemów informacyjno-rozrywkowych, to efekty zawsze są mniej lub bardziej irytujące. Niezależnie od tego, jak sprawnie działa nawigacja danego samochodu i jak ów pojazd radzi sobie z obsługą komend głosowych tudzież rozmaitych aplikacji, efekty nigdy nie są całkowicie satysfakcjonujące. Nawet jeżeli jedziesz samochodem wartym setki tysięcy złotych, wciąż masz wrażenie, że jego elektronika jest powolna, mało intuicyjna i precyzyjna, o ile zestawić ją z tym, co oferują współczesne smartfony.

– Powiedzmy sobie uczciwie: absolutnie wszystkie systemy infotainmentowe, które montuje się w autach, są żenująco słabe, jeżeli zestawić je z możliwościami, które oferują "androidowce". A są przecież znacznie droższe od smartfonów! W efekcie nierzadko zdarza się, że np. wbudowana nawigacja nie daje sobie rady, tak więc kierowca, których chce sprawnie dotrzeć do celu, sięga po telefon i odpala Mapy Google'a – mówi Mariusz Nycz.
Mariusz NyczFot. mat. prasowe
Tak więc Android Automotive OS jest czymś, co zmienia sytuację w sposób diametralny: oprogramowanie systemu informacyjno-rozrywkowego Volvo XC40 P8 Recharge wykorzystuje gigantyczny know-how potentata z Mountain View, dzięki czemu kierowca może korzystać nie tylko z najprecyzyjniejszych map, lecz także dostaje bezpośredni dostęp do aplikacji oferowanych przez sklep Google Play. Do tego dojdą m. in. zaawansowana personalizacja z profilem kierowcy, integracja funkcji connectivity oraz "twardych" funkcji auta.

Oto kolejny element strategii przewidywania uwzględniający pewne bardzo istotne rzeczy, o których słyszę w salonie na ulicy Marszałkowskiej: owszem, piękna stylistyka nadwozia i wnętrza samochodu wciąż mają duże znaczenie dla potencjalnego klienta. Owszem, liczą się również osiągi wozu, jednak... są coraz mniej istotne. Tak, człowiek gotów wydać pieniądze na nowy wóz – zwłaszcza z segmentu premium – chce wyrafinowanego "dizajnu" oraz świetnych parametrów technicznych.

Jak dodaje Stanisław Dojs, kiedyś klienci, ale i dziennikarze, bardzo mocno skupiali się na osiągach i własnościach jezdnych, dzięki którym auto mogłoby lepiej radzić sobie na torze Nürburgring. Dziś oczekują czegoś zupełnie innego: jako ludzie, którym na co dzień towarzyszą smartfony, chcą korzystać z równie wygodnych rozwiązań za kierownicą. Era, w której samochody były znacznie głupsze od mądrych telefonów właśnie się zakończyła.