4-letnie dziecko udusiło się w samochodzie. Rodzice byli w tym czasie na pogrzebie

Alicja Skiba
26 czerwca 2022, 17:46 • 1 minuta czytania
To kolejna tragiczna historia o konsekwencjach zostawiania dziecka w nagrzanym samochodzie, do której nigdy nie powinno dojść. Rodzice zamknęli 4-latkę w aucie i udali się na pogrzeb członka rodziny. Uroczystość trwała kilka godzin. Niestety dziewczynka w tym czasie się udusiła. Temperatura we wnętrzu pojazdu wyniosła 79 st. Celsjusza.
4-letnia dziewczynka udusiła się w samochodzie, kiedy jej rodzice byli na pogrzebie fot.: Brock Wegner/ Unsplash.com

Obserwuj naTemat w Wiadomościach Google.


Tragiczna historia wydarzyła się w miejscowości Ramhormoz w Iranie, jak relacjonuje dziennik "The Mirror". Rodzice 4-letniej Sadii zostawili ją na kilka godzin we wnętrzu nagrzanego samochodu i udali się na pogrzeb ciotki dziewczynki.

Dziewczynka zmarła z powodu stresu, upału i braku tlenu

Zamierzali po nią wrócić, ale zapomnieli, ponieważ doszło do "przykrych okoliczności" w trakcie uroczystości. Pojawili się na parkingu po kilku godzinach i gdy otworzyli drzwi samochodu zobaczyli, że ich dziecko jest nieprzytomne. Temperatura na zewnątrz wynosiła 49 st. Celsjusza, w środku pojazdu było jeszcze gorzej - badanie przeprowadzone przez służby wykazało 79 st. C.

Dziewczynka trafiła do szpitala, ale nie udało się jej uratować. Dr Gholamreza Haidarnejad z wydziału medycyny sądowej w Ramhormoz powiedział lokalnym mediom, że dziewczynka zmarła "z powodu stresu, upału i braku tlenu". Miejscowe służby wszczęły śledztwo w sprawie.

Matka zostawiła 1,5-rocznego synka na wiele godzin w samochodzie

Do podobnej historii doszło niedawno w Szczecinie. Jak relacjonowaliśmy w naTemat.pl, maleńki chłopiec został zostawiony w aucie, w którym przesiedział cały upalny dzień od 8:00 do 17:00. Kobieta, która zaparkowała pod żłobkiem, zamiast przekazać go opiekunkom, poszła do pracy.

Na miejsce wezwano ekipę ratunkową. Reanimacja chłopca trwała przez ponad godzinę. Pomimo natychmiastowej reakcji ratowników nie udało się uratować 1,5-rocznego Szymona.

Przechodnie nie zauważyli umierającego dziecka przez wzgląd na fotelik, który miał być umocowany tyłem do kierunku jazdy. Najprawdopodobniej z tego powodu ciało 1,5-rocznego Szymona odkryła dopiero jego matka.

Sprawa trafiła do rąk organów ścigania. Prokuratura Okręgowa w Szczecinie od razu rozpoczęła śledztwo w sprawie nieumyślnego spowodowania śmierci. Matce 1,5-rocznego Szymona postawiono zarzuty. Grozi jej kara pozbawienia wolności od 3 miesięcy do nawet 5 lat.

Po pół godziny w nagrzanym samochodzie maluch ma już gorączkę

Jak wskazywał serwis Mamadu, zespół dr Nancy Selover z Arizona State University przeprowadził serię eksperymentów i masę szczegółowych obliczeń pozwalających oszacować, jak szybko może umrzeć dwuletni chłopiec zamknięty w samochodzie stojącym na parkingu.

Badacze dokonywali wielokrotnych pomiarów temperatur w zaparkowanych pojazdach. Temperatura powietrza na zewnątrz wynosiła w zależności od dnia i pory od 36 do 41,5 stopni Celsjusza. Okazało się, że średnia temperatura panująca we wnętrzu pojazdu stojącego na słońcu po godzinie wynosiła 46 stopni Celsjusza (maksymalna wyniosła ponad 52 st.). Ale niektóre elementy osiągały znacznie wyższą temperaturę, np. deska rozdzielcza nawet 69 stopni (maks. 85 st.)

W nagrzewającym się samochodzie temperatura ciała dziecka rośnie bardzo szybko. Wystarczy 15 minut, by przekroczyła 37,5 stopnia, po pół godziny maluch ma już gorączkę (czyli powyżej 38 stopni). Po godzinie temperatura jego ciała osiąga prawie 40 stopni. Dla dziecka wystarczy 40 stopni, by doznało udaru cieplnego. I nawet jeśli maluch przeżyje, bo został szybko i fachowo schłodzony, może doznać uszkodzenia mózgu.

Czytaj także: https://natemat.pl/421249,co-powinno-znajdowac-sie-w-apteczce-samochodowej