"Studnia narodowa". Wyjaśniamy, dlaczego koncerty na Stadionie Narodowym kończą się porażką

Bartosz Godziński
21 lipca 2022, 13:29 • 1 minuta czytania
O nagłośnieniu na PGE Narodowym, zwanym potocznie "Studnią Narodową", krążą już legendy. W relacjach z ostatnich koncertów Guns N' Roses, Coldplay czy Rammsteina możemy przeczytać, że show było świetne, ale nagłośnienie pozostawiało wiele do życzenia. I tak jest praktycznie od samego początku istnienia obiektu.
Publiczność od lat narzeka na nagłośnienie na koncertach na stadionie PGE Narodowym. Co jest z nim nie tak? Fot. Adam Burakowski/REPORTER, screen z Włodzimierz Nowak / YouTube

Obserwuj naTemat w Wiadomościach Google


PGE Narodowy może pomieścić na koncertach niemal 73 tysiące osób, co czyni go drugim największym tego typu obiektem w Polsce (na Stadionie Śląskim zmieści się 85 tys. ludzi) Jednak jeżeli wybiera się do nas zagraniczna gwiazda dużego formatu, to niemal na pewno zagra właśnie na tym stadionie w Warszawie (o ile rzecz jasna nie odwiedzi jakiegoś festiwalu plenerowego). Niestety, bo z dużym prawdopodobieństwem nie usłyszymy czystego wokalu czy instrumentów, ale zlepek dźwięków i dudnienia.

Guns N' Roses, Coldplay, Rammstein. Co ich łączy? Słabe nagłośnienie na stadionie.

Największe w tym roku (jak na razie) dźwiękowe rozczarowanie miała publika kultowego Guns N' Roses. Zespoł zagrał tam 20 czerwca. "Po raz kolejny niestety mogliśmy przekonać się na własne uszy, jak bardzo potrafi to miejsce zepsuć muzyczne widowisko. Po tym, co akustyka tego miejsca zrobiła z Gunsami, jestem nawet zdania, że PGE Narodowy powinno wymazać się z koncertowej mapy naszego kraju. Naprawdę, lepiej będzie, jak te wszystkie gwiazdy zagrają gdzie indziej" - czytamy w relacji wp.pl.

Co z tego, że Gunsi dali 3,5-godzinny koncert, skoro zdecydowana większość utworów zlewała się w jedną wielką ścianę dźwięku, z której trudno było wyłapać jakiekolwiek niuanse. Bywały momenty, gdzie nie byłem w stanie na początku rozpoznać utworu, bo gitary wyprzedzały bas i perkusję. O ile jeszcze solówki Slasha jako tako dało się usłyszeć, to już gorzej było w chwili, gdy do głosu dochodził drugi gitarzysta, Richard Fortus.Kamil DachnijWp.pl

Przy następnych koncertach na Narodowym może i nie było aż tak fatalnie, ale też nie było idealnie. W przeciągu miesiąca były tam trzy duże imprezy rockowe (oprócz Gunsów, Coldplay 8 lipca i Rammstein w ostatni weekend, 16 lipca) i na każdej ludzie skarżyli się na nagłośnienie. Widziałem nawet komentarze, że lepiej jest iść nad położoną obok Wisłę, bo usłyszymy tam muzykę, a nie hałas.

I wiadomo, że nie jest to zawsze kwestia obiektywna i zależna od np. miejsca, w którym się stoi bądź siedzi. Nie wszyscy też dostrzegą, że to, co się wydaje gitarowym pazurem, jest tak naprawdę akustyczną porażką. Niektórym też wystarczy samo zobaczenie artysty, a że go nie było słychać? Cóż, no tak musiało być. Otóż nie. Minęły już czasy, kiedy na rockowym koncercie ma być przede wszystkim głośno i nic nas więcej nie interesuje, tylko pogo pod sceną. Ludzie nie po to płacą kilkaset złotych (np. bilet na płytę na Gunsach kosztował 349 zł), by pójść posłuchać jazgotu i się denerwować.

I wspomniane wyżej koncerty nie są wypadkami przy pracy, bo takie komentarze pojawiają się w sieci od lat. I praktycznie każda medialna relacja z Narodowego musi odhaczyć akapit poświęcony temu, jak tym razem wypadło nagłośnienie koncertu. Wiele osób jest zawiedzionych i zamiast wspaniałych wspomnień w głowie słyszą DUM DUM DUM DUM DUM, choć by oddać sprawiedliwość: czasem jest "ok". Pod poniższym postem nastąpił wysyp komentarzy z wrażeniami z poprzednich wydarzeń.

Koncerty na Narodowym są krytykowane od lat. I nic się nie zmieniło przez dekadę.

Kiedy zajrzymy do sieci, to znajdziemy artykuł "Newsweeka" już z 2013 roku, w którym szukano winnych tego stanu rzeczy po asłuchalnych koncertach Madonny i Depeche Mode. "Niestety, za tę nieznośną kakofonię nikt nie chce wziąć odpowiedzialności. Organizatorzy koncertów twierdzą, że każdy z artystów przyjeżdża ze swoimi akustykami i inżynierami dźwięku" - czytamy.

I rzeczywiście to może być jeden z powodów, bo kiedy dana ekipa po raz pierwszy nagłaśnia imprezę na Narodowym, nie ma przecież doświadczenia w tym otoczeniu. Próby robione są też na pustym obiekcie. Nas jako koncertowiczów nie powinno to interesować: płacimy za słuchanie muzyki na żywo, więc wszystko powinno brzmieć przynajmniej dobrze.

Przyczyn jednak jest więcej i można było im zapobiec już wcześniej, bo choć stadiony powstają głównie do grania w piłkę, to w teorii da się je też przystosować do koncertów. Przy budowie PGE Narodowego najwyraźniej położono na to najmniejszy nacisk.

W świecie dźwiękowców krąży legenda, że już w czasie budowy stadionu zaoszczędzono na adaptacji akustycznej. Modernizacja po oddaniu do użytku wyszłaby drożej (już i tak wyłożono na niego grubo ponad 2 miliardy złotych, a także były pozwy o straty finansowe wykonawców), więc pozostawiono to tak, jak jest. A raczej nie zrobiono w tym względzie za wiele.

W pewnym sensie tę plotkę potwierdza doktor Tadeusz Fidecki, elektroakustyk z Uniwersytetu Muzycznego Fryderyka Chopina, który wypowiadał się w artykule dla "Polityki". Badał akustyczne właściwości Stadionu Narodowego. Nie mówi co prawda nic o cięciach kosztem jakości dźwięku, ale zauważa, że nawet nie uwzględniono opinii fachowców w tym zakresie.

Symulacje wskazywały, że nie jest dobrze. Pogłos, wywoływany zwłaszcza podczas emisji tonów niskich, dochodził do ośmiu sekund. W trakcie prac nie zetknąłem się też z żadnymi opiniami akustyków w kwestii rozwiązań architektonicznych zastosowanych na Narodowym. Bardzo mnie to zdziwiło.Dr Tadeusz Fideckielektroakustyk z Uniwersytetu Muzycznego Fryderyka Chopina

O cięciu kosztów możemy przeczytać też w tym artykule z 2018 roku. "Choć rzecznik prasowy obiektu usprawiedliwia się tym, że hala od początku miała być wielofunkcyjna, a stadion nigdy nie będzie operą, zdaje się, że podczas budowy obiektu nikt nie zaprzątał sobie głowy jakością dźwięku. Wolano zaoszczędzić" - czytamy na stronie Kulturalne Media.

PGE Narodowy tłumaczy, że "odbiór każdego widowiska to kwestia bardzo subiektywna".

Mamy rok 2022 i dalej nie jest najlepiej. 3 koncerty w miesiąc i 3 razy uczestnicy skarżyli się na jakość dźwięku. Odezwałem się w tej sprawie do biura prasowego PGE Narodowego i dostałem podobną odpowiedź, co "Newsweek" niemal 10 lat temu.

"Organizatorem koncertów, które odbyły się w tym roku na arenie (Guns N' Roses, Coldplay, Rammstein) była agencja Live Nation. Operator PGE Narodowego jest w tym aspekcie jedynie podmiotem wynajmującym obiekt" - napisała mi Ewa Szarzyńska, zastępca rzecznika prasowego.

Za nagłośnienie podczas tego typu międzynarodowych imprez odpowiada zwyczajowo zespół produkcyjny danego artysty, który zapewnia swoich realizatorów i inżynierów. To oni mają bezpośredni wpływ na jakość dźwięku. Oceniając całokształt nagłośnienia warto wziąć pod uwagę opinie uznanych ekspertów z zakresu realizacji dźwięku, którzy wskazują, że nagłośnienie tak dużych imprez na przestrzennych obiektach przy użyciu ogromnej liczby sprzętu jest bardzo skomplikowane i zależy od wielu czynników, także tych, które pojawiają się w trakcie trwania koncertu. Ewa Szarzyńskaz-ca Dyrektora ds. Komunikacji, Promocji i Marketingu, PGE Narodowy

Rzeczniczka dodaje, że pomimo tego jako operator stadionu śledzą rynek wydarzeń, w tym widowisk audiowizualnych i koncertów. "Czytając opinie o innych obiektach również natykamy sie na komentarze negatywne. Wynika to z faktu, iż odbiór każdego widowiska to kwestia bardzo subiektywna. Każdy postrzega dane wydarzenie inaczej. Jako operator stadionu przyjmujemy negatywne komentarze" - przyznaje.

Zwraca jednak uwagę na to, że większość opinii dotyczących wydarzeń na PGE Narodowym jest pozytywna. "Potwierdzają fakt, że arena dostarcza swoim gościom wielkich, niezapomnianych emocji, których nie można doświadczyć nigdzie indziej" - twierdzi.

I to po części, bo ogólne relacje z koncertów są świetne, ale to przecież zasługa gwiazd, niepodrabialnych emocji związanych z byciem tak blisko idoli i ogólnej magii występów na żywo. Praktycznie zawsze ktoś (w mniejszej lub większej liczbie) przyczepi się do nagłośnienia. Niektórzy wręcz odradzają wybranie się tam na koncert - tak było np. z Rammsteinem.

Czy coś w tym względzie się zmieni? Moja rozmówczyni zapewnia, że pracują nad rozwojem obiektu. "Zdajemy sobie sprawę z tego, że elementem kluczowym dla widowisk koncertowych jest możliwość uzyskania jak najlepszych doznań audio-wizualnych. Każdy rozwój determinuje zmiany, dlatego też myślimy o nowych inwestycjach z zakresu adaptacji akustycznej, które będą odpowiedzią na potrzeby wszystkich odwiedzających arenę" - zapowiada Ewa Szarzyńska.

Sam fakt, że największe światowe gwiazdy takie jak Coldplay, Ed Sheeran czy Metallica nie tylko wybierają PGE Narodowy jako miejsce swoich koncertów, ale również decydują się zagrać na obiekcie ponownie w ramach nowych tras koncertowych jest dowodem na to, że nasz obiekt spełnia oczekiwania zarówno znanych na całym świecie artystów, jak i kilkudziesięciotysięcznej publiczności, która za każdym razem zapełnia niemalże cały stadion.Ewa Szarzyńskaz-ca Dyrektora ds. Komunikacji, Promocji i Marketingu, PGE Narodowy

A może niestety nie mają innego wyboru albo może organizatorzy stawiają właśnie na Stadion Narodowy? Dlaczego więc to robią, pomimo głosów krytyki? O tym m.in. porozmawiałem z moim kolejnym rozmówcą.

Stadionu Narodowego nie da się dobrze nagłośnić, bo na drodze staje beton.

Najczęściej zagraniczne gwiazdy przyjeżdżają z własną ekipą nagłośnieniową. Udało mi się porozmawiać z Piotrem Melą, który od ponad 20 lat jest realizatorem dźwięku i inżynierem systemów. Miał okazję kilka razy pracować na PGE Narodowym, między innymi podczas koncertu zespołu Blue Cafe, z którym współpracuje. Nie wspomina tej przygody pozytywnie. Utkwiło mu w pamięci takie zdarzenie:

Kiedy przygotowywaliśmy się do koncertu, koledze przypadkowo upadła pokrywa od skrzynki na sprzęt na betonową płytę stadionu. Wygenerowało to taki hałas, że myślałem, że wali się na nas dach. Piotr MelaRealizator dźwięku, który współpracuje m.in. z Blue Cafe

PGE Narodowy ma podobny problem, co centra wielu polskich miast - betonozę. To właśnie jest jeden z głównych winowajców złej akustyki. O ile nie najważniejszy. Wylano tam 150 tys. ton betonu m.in. na płytę, który po prostu odbija dźwięk. Można to porównać do pustego pokoju przed wykończeniem mieszkania – zwykle klaśniecie wywołuje duże echo, a skala stadionu jest nieporównywalnie większa.

Mój rozmówca kontynuuje, że na wspomnianym koncercie Blue Cafe scena była usytuowana na dole. Nie przyszło jednak tyle osób, by zapełnić betonową płytę. - Stałem 30 metrów od sceny i realizowało mi się to tragicznie. Dźwięk odbijał się z góry po długim czasie i po prostu było źle, co tu dużo mówić - przyznaje.

- Może gdyby na Narodowym nie było tyle betonu i powierzchni prostych, dźwięk miałby mniej okazji do odbicia się. Przychodzący na koncert ludzie nie są też w stanie wypełnić całej przestrzeni na tyle, by wytłumić obiekt swoim ciałem. Nawet jeśli przyjdzie komplet widzów. Jako akustycy i realizatorzy dźwięku walczymy o to, by pogłos był jak najkrótszy, a jeśli już się pojawia, to żeby współgrał z widowiskiem. Budowniczowie nie tylko Narodowego, ale i np. wyremontowanej Opery Leśnej w Sopocie czy Amfiteatru w Opolu, w ogóle o tym nie myśleli – dodaje.

PGE Narodowy jest słabym miejscem na koncerty. Dlaczego więc ciągle grają tam największe gwiazdy?

Największe koncerty, jeżeli już mają mieć w stolicy, bardzo rzadko są organizowane np. na Służewcu lub Bemowie, gdzie mało kto narzeka na dźwięk (w drugim wypadku oprócz okolicznych mieszkańców). Dlaczego? Bo na Stadionie Narodowym jest łatwiej i taniej.

- Jest zaplecze techniczne, światłowody, miejsce dla prasy, garderoby, toalety. W plenerze to wszystko trzeba byłoby zawsze stawiać od zera. PGE Narodowy pomieści dużo osób i wszyscy czują się tam po prostu bezpiecznie – tłumaczy Mela. A jeśli popsuje się pogoda, to można zamontować dach.

Piotr Mela nie sądzi, by dałoby się poprawić akustykę Narodowego na tyle, by było tam dobrze słychać muzykę na koncertach. - Nawet jeżeli poszłyby na to duże pieniądze, to straż pożarna mogłaby się nie zgodzić na więcej łatwopalnych, drewnianych elementów, kotar, czy pułapek akustycznych. Trzeba było o tym pomyśleć wcześniej, bo np. z półotwartym dachem, który odbija dźwięk w stronę płyty, nie da się nic więcej zrobić – mówi.

Koncerty na PGE Nardowym dalej będą organizowane i raczej nic się w tej kwestii nie zmieni. Nikt nam oczywiście nie każe tam przychodzić, ale jeśli już się wybierzemy, to gdzie najlepiej stanąć? Przy stanowisku realizatora, bo z tego miejsca dba o nagłośnienie, więc możemy się spodziewać, że będzie tam dobrze słychać zespół.

Druga opcja to podejście bliżej głośników. Ostrzegam, że może to dla nas skutkować bolącymi uszami, a dźwięk będzie bardziej w mono, niż stereo, ale wtedy jest szansa, że dźwięk z głośnika zagłuszy pogłos ze stadionu. Ta porada może się przydać na niedzielnym koncercie Iron Maiden na stadionie PGE Narodowym.

Czytaj także: https://natemat.pl/429743,dlaczego-koncerty-na-pge-narodowym-brzmia-zle-wywiad-z-ekspertem