Olga Tokarczuk ma nagrody, ale empatię niekoniecznie. Nobel nie oznacza, że można obrażać ludzi

Maja Mikołajczyk
19 lipca 2022, 15:55 • 1 minuta czytania
"Literatura nie jest dla idiotów", "Wcale nie chcę, żeby [moje książki] szły pod strzechy" – mówiła Olga Tokarczuk w panelu dyskusyjnym na Festiwalu Góry Literatury. Laureatka nagrody Nobla w swoim słynnym przemówieniu "Czuły narrator" ubolewała nad społecznymi podziałami – dlaczego więc postanowiła być częścią problemu?
"Literatura nie jest dla idiotów" to kontrowersyjna wypowiedź Olgi Tokarczuk z Festiwalu Góry Literatury. Fot. Krzysztof Kaniewski/ REPORTER

Obserwuj naTemat w Wiadomościach Google


Tokarczuk: Literatura nie jest dla idiotów

Festiwale literackie nie są raczej wydarzeniami, których treść dociera do szerszego grona słuchaczy. Tym razem jednak kameralny Festiwal Góry Literatury zyskał rozgłos dzięki wypowiedzi Olgi Tokarczuk, której fundacja jest organizatorem imprezy.

Nigdy nie oczekiwałam, że wszyscy mają czytać i że moje książki mają iść pod strzechy. Wcale nie chcę, żeby szły pod strzechy. Literatura nie jest dla idiotów. Żeby czytać książki trzeba mieć jakąś kompetencję, pewną wrażliwość, pewne rozeznanie w kulturze. Te książki, które piszemy, są gdzieś zawieszone, zawsze się z czymś wiążąOlga Tokarczuk Na Festiwalu Góry Literatury

– Nie wierzę, że przyjdzie taki czytelnik, który kompletnie nic nie wie i nagle się zatopi w jakąś literaturę i przeżyje tam katharsis. Piszę swoje książki dla ludzi inteligentnych, którzy myślą, którzy czują, którzy mają jakąś wrażliwość. Uważam, że moi czytelnicy są do mnie podobni, piszę do swoich krajanów – dodała Tokarczuk.

Wypowiedź noblistki wywołała spore poruszenie w Internecie, zyskując tyle samo zwolenników, co przeciwników. Odniosła się do niej m.in. Maja Staśko, która już wcześniej krytykowała elitarystyczne podejście do czytania literatury.

"Tokarczuk nie chce, by jej książki trafiały pod strzechy, bo ona 'nie pisze dla idiotów'. To jest podejście do ludzi, które zawsze mnie mierziło. Pod strzechami mieszkają idioci, którzy nie myślą i nie czują? Nie dość, że to nieprawdziwe, to jeszcze głęboko pogardliwe. Niestety" – skomentowała Staśko.

Pomijając fakt, że noblistka miała chyba na myśli metaforyczne strzechy (co również budzi zdziwienie, biorąc pod uwagę, że jest jedną z najpoczytniejszych polskich pisarek), nie da się nie zgodzić z aktywistką, że z ust Tokarczuk (uważającej się przecież za wrażliwą społecznie i lewicową) wypłynął najzwyklejszy klasizm.

"Czuły narrator" nie dla wszystkich?

W swojej mowie noblowskiej Olga Tokarczuk definiuje "Czułego narratora" jako między innymi "(...) punkt, perspektywę, z której widzi się wszystko". "Widzieć wszystko to uznać ostateczny fakt wzajemnego powiązania rzeczy istniejących w całość, nawet jeżeli te związki nie są jeszcze przez nas poznane" – tłumaczyła.

Pisarka dodaje również, że:

Do tego właśnie służy mi czułość – czułość jest bowiem sztuką uosabiania, współodczuwania, a więc nieustannego odnajdowania podobieństw.Olga Tokarczuk Fragment mowy noblowskiej "Czuły narrator"

Gdzie jest więc ta "czułość", "perspektywa, z której widzi się wszystko" i "sztuka odnajdywania podobieństw" w wypowiedzi Tokarczuk z festiwalu? Czy to właśnie nie "trafiająca pod strzechy" twórczość ma często większą moc jednoczenia ludzi niż ta, która (niczym Media Markt) jest "Nie dla idiotów"?

Zdaniem Tokarczuk, by obcować z jej książkami (czy literaturą w ogóle) należy mieć pewne komptencje intelektualne, kapitał kulturowy oraz odpowiednie pokłady wrażliwości. Noblistka nie mija się tu za bardzo z prawdą, ale nazywając osoby pozbawione takich cech "idiotami" ujawnia się przede wszystkim jako "(nie)czuła narratorka", niedostrzegająca, z czego te braki mogą wynikać.

W tle wypowiedzi pisarki unosi się również widmo kolejnego elitarystycznego przekonania, zgodnie z którym to literatura jest mesjaszem wśród nośników treści. Dla osób myślących podobnymi torami to może być szok, ale naprawdę istnieją ludzie czerpiący wiedzę o świecie i intelektualne uniesienia z innych źródeł.

Wielu intelektualistów potrafi to dostrzec (temu zagadnieniu swój zbiór esejów "Po piśmie" poświęcił Jacek Dukaj) i zresztą sama Tokarczuk w "Czułym narratorze" wymienia inne popularne nośniki treści, jak filmy, seriale oraz gry komputerowe i nie przyjmuje apokaliptycznej narracji (a przynajmniej tak nie brzmi).

Dlaczego więc pisarka rzuciła tak niedelikatną i niesprawiedliwą uwagę? Chcę wierzyć, że tylko jej się wymsknęło, ale nie byłby to pierwszy raz, gdy osoba deklarująca lewicowe poglądy pod spodem (i nawet nieszczególnie głęboko) skrywała złoża klasizmu.

Może Cię zainteresować również: