Spalone dowody ws. katastrofy ekologicznej na Odrze? Urzędnicy mieli odmówić pomocy

Alan Wysocki
17 sierpnia 2022, 10:21 • 1 minuta czytania
To wędkarze mieli pierwsi przynieść martwe ryby z Odry do badań laboratoryjnych, ale urzędnicy państwowej instytucji im odmówili – wynika z ustaleń "Gazety Wyborczej". Chwilę później doszło do katastrofy ekologicznej, która znalazła się na ustach całego kraju. Dziennik pisze także o spalonych dowodach.
Katastrofa ekologiczna Odry. Urzędnicy mieli odmowić badań martwych ryb Fot. NewsLubuski / East News

Wędkarze sami przynieśli ryby do badań. Urzędnicy mieli odmówić

Wojewodowie, wiceministrowie, a ostatecznie ministrowie – opieszałość w sprawie katastrofy ekologicznej Odry jest głównym powodem wyjątkowo ostrej krytyki ze strony opozycji.

– Wojewoda dolnośląski, który został przeze mnie poinformowany o zdarzeniu, powinien od razu zbadać sprawę, skonsultować się z rządem, którego jest pełnomocnikiem, porozmawiać z innymi wojewodami – powiedziała dla naTemat posłanka Zielonych Małgorzata Tracz. Co więcej, jak pisaliśmy 14 sierpnia, wojewoda dolnośląski przebywał na wakacjach, przez co nie zwołano nawet sztabu kryzysowego. Okazuje się jednak, że wędkarze mieli spotkać się nie tylko z opieszałością, ale wprost z odmową pomocy.

"Do badania ryb wyłowionych z Odry w lipcu próbowali doprowadzić sami wędkarze" – możemy przeczytać w "Wyborczej". Zaniepokojeni społecznicy mieli zgłosić się do laboratorium w Puławach, jednak to miało odmówić badania.

– WIOŚ we Wrocławiu poinformował wtedy, że w próbkach wody pobranych na śluzie w Lipkach znaleziono metyzylen – powiedział dziennikowi przedstawiciel wrocławskiego Polskiego Związku Wędkarstwa Robert Suwada.

– Powiedziano nam tam, że badanie jest niemożliwe, bo brakuje potrzebnych odczynników – dodał. Ryby trafiły więc do utylizacji. Dziennik sugeruje, że w wyniku spalenia martwych ryb "dowody poszły z dymem".

Martwe ryby w Odrze pierwszy raz odkryte w... już marcu

Z najnowszych informacji Onetu zaś wynika, że pierwsze martwe ryby odkryto już w marcu. Lokalne media alarmowały wtedy również o martwym ptactwie. Do zgonów dochodziło w rejonie działań znanego zakładu zbrojeniowego, który dopiero teraz przechodzi kontrolę WIOŚ.

Co więcej, w sierpniu prokuratura podjęła śledztwo w sprawie katastrofy na rzece. Według Onetu przez cały długi weekend nie podjęto żadnych konkretnych działań celem wyjaśnienia przyczyn tragedii.

Niemcy oburzone katastrofą na Odrze. Mówią o "tuszowaniu" sprawy

Jak pisaliśmy w naTemat, strona niemiecka jest "zirytowana" postawą Warszawy. Działania rządu wyglądają jak próba tuszowania, a nie reagowania na tragedię, na co uwagę zwróciła rzeczniczka Zielonych we Frankfurcie Alena Karaschinski.

– Powtarzające się przypadki nieudzielenia informacji, a być może nawet próba zatuszowania katastrofy ekologicznej. To będzie musiało zostać wyjaśnione między Niemcami a Polską na szczeblu rządowym – oceniła. – Jestem wstrząśnięty. Nie tylko z powodu wymierania tysięcy ryb, ale także ze względu na to, iż zawiódł przepływ informacji z Polską – powiedział dla "Märkische Oderzeitung" lider brandenburskich Zielonych Benjamin Raschke.