Wielka sensacja w MŚ, Ukraina ograła faworyta. Mistrzowie olimpijscy uciekli przeznaczeniu

Krzysztof Gaweł
05 września 2022, 23:24 • 1 minuta czytania
Pierwsza wielka sensacja w MŚ siatkarzy stała się faktem, Holandia zaliczyła fatalny dzień i po porażce z Ukrainą 0:3 (16:25, 19:25, 18:25) znalazła się za burtą turnieju. Nasi sąsiedzi po raz pierwszy w historii znaleźli się w ćwierćfinale. Awansowali również Francuzi, ale męczyli się niebywale z Japonią i pokonali ją dopiero po pięciu setach walki 3:2 (25:17, 21:25, 26:24, 22:25, 18:16). Mistrzowie olimpijscy znów uciekli przeznaczeniu.
Wielka sensacja w MŚ siatkarzy, Ukraina ograła Holandię. Francja z awansem Fot. Volleyball World / FIVB

Pierwszy poniedziałkowy mecz 1/8 finału siatkarskich MŚ przyniósł gigantyczną sensację. W Lublanie zmierzyli się Holendrzy, którzy pewnie wygrali zmagania w grupie F, bijąc po drodze Argentynę (3:2), Iran (3:1) oraz Egipt (3:0). W starciu z Ukrainą, drugą w grupie A w katowickim Spodku, Oranje byli zdecydowanym faworytem. I zawiedli kompletnie, żegnając się z turniejem w kiepskim stylu.

Siatkarze Roberto Piazzy zaliczyli w poniedziałek fatalny kryzys, który związał im ręce i sprawił, że nie byli w stanie zagrać swojej siatkówki. Nie pomagał Nimir Abdel-Aziz, lider i bombardier, który zniknął już na początku meczu. A Ukraińcy serwowali jak najęci, blokowali ataki Holendrów i grali kapitalnie w kontrataku. I jak się okazuje, kompletnie zaskoczyli Pomarańczowych, bijąc ich w trzech setach.

Olega Płotnyckiego (11 punktów) wsparli tym razem świetnie dysponowany w ataku Wasyl Tupczij (14 punktów, w tym 11 w ataku i 3 bloki) oraz Ilja Kowaliow, który zapisał na swoim koncie 4 bloki i 3 asy serwisowe. I w ten sposób mamy pierwszą wielką sensację w fazie pucharowej MŚ, Ukraina zagra pierwszy raz w swojej historii w ćwierćfinale, a jej rywalem będzie w środę w Lublanie reprezentacja Słowenii (godzina 21:00).

Holandia - Ukraina 0:3 (16:25, 19:25, 18:25) Sędziowali: Vladimir Simonović (Szwajcaria), Hector Ortiz (Portoryko)

Mistrzowie olimpijscy z Francji również nie mieli swojego dnia w poniedziałek i grali po prostu bardzo słabo, jak nie oni. Pierwszego seta wygrali do 17, wydawało się, że zdominują Japonię, ale siatkarze Philippe'a Blaina - legendy Trójkolorowych jako zawodnika, a potem trenera - pokazali niebywały charakter. Ran Takahasi dał sygnał do ataku, zaskoczyli mocną zagrywką Les Bleus Azjaci i szybko wyrównali stan meczu (25:22). Zapachniało sensacją.

W secie trzecim Francuzi prowadzili już 17:12, by dać się doścignąć rywalom w samej końcówce. Japończycy trafiali w kontrach, blokowali i właśnie w tym elemencie wyrównali na 24:24, zatrzymując atak Stephena Boyera. Tym razem bohaterem był Yuji Nishida, ale prosty błąd zniweczył plany Nipponu, Francja doświadczeniem wyszarpała seta 26:24. Straciła jednak Kevina Tillie, który skręcił nogę na początku partii i do końca meczu na boisko nie wszedł.

A na parkiecie działo się aż miło, Yuki Ishikawa i Ran Takahasi prowadzili Nippon do ataku, świetnie serwowali Azjaci i rozbili grę Francuzów, którzy tylko momentami przypominali mistrzów olimpijskich. Trener Andrea Giani robił co mógł, dokonywał zmian, ale zespół nie reagował i stracił seta (22:25). Zaczęły się emocje w partii piątej, którą Japonia otworzyła prowdzeniem 4:1. Les Bleus znów byli w opałach.

Ale w mistrzowski sposób wrócili do gry, zaczęli grać blokiem i kontrować, by wyjść na prowadzenie 7:6 w meczu. Włączył się do gry Trevor Clevenot, odpowiadał mu Yuji Nishida i walka była wprost niesamowita (9:9). Wreszcie w powietrzu piłkę na 13:10 miał Earvin N'Gapeth, ale w kluczowym momencie posłał piłkę w aut i za chwilę znów był remis (13:13). Francuzi zachowali więcej zimnej krwi, wygrali partię 18:16 i są w ćwierćfinale MŚ.

Trójkolorowi w środę (godzina 17:30) stawią w ćwierćfinale czoła Włochom i w Lublanie czeka nas siatkarski szlagier. Tymczasem zostały już tylko dwa wolne miejsca w ćwierćfinałach MŚ, zajmą je drużyny, które we wtorek wygrają swoje mecze w Arenie Gliwice. Najpierw Serbia zmierzy się z Argentyną (godzina 17:30), a potem Brazylia stawi czoła groźnemu Iranowi (godzina 21:00).

Francja - Japonia 3:2 (25:17, 21:25, 26:24, 22:25, 18:16) Sędziowali: Mohamed Alrousi (ZEA), Wojciech Maroszek (Polska)