Ten kamper mocno mnie zaskoczył. Od perfekcji dzieli go jeden mały szczegół

Adam Nowiński
12 października 2022, 16:53 • 1 minuta czytania
W tym roku przyszło mi jeździć dwoma kamperami Volkswagena: Grand Californią 600 oraz Californią Ocean. Tę drugą zabrałem w trasę pod koniec sierpnia i powiem szczerze, że była... lepsza od 600-tki. Tylko jedna rzecz dzieliła ją od perfekcji.
Tak prezentuje się California Ocean! Fot. naTemat.pl

To bardzo ważne z wielu powodów. Przede wszystkim jego wymiary 4 904 mm długości oraz 1 990 mm wysokości sprawiają, że wjedziemy nim do garażu podziemnego i swobodnie zaparkujemy na każdym miejscu. Jeżdżąc Grand Californią możemy zapomnieć i o garażu podziemnym, i o wszelkich restauracjach drive-thru.


Czytaj także: Ten minikamper to najlepsze, co może spotkać cię w wakacje. Łóżko na dachu to absolutny hit Dalej – masa całkowita tego pojazdu to nieco ponad 2,6 tony (Grand California to prawie 3,5 tony). Przy silniku o mocy 204 KM naprawdę nie czuć tej masy, co daje ogromną frajdę z jazdy, ale o tym potem.

W Volkswagenie Californii Ocean mamy większą swobodę. To auto idealne na tzw. objazdówkę po kraju lub dalszy wypad za granicę bez opcji noclegowych. Zdecydowanie będzie nim szybciej i łatwiej dostać się w wiele miejsc.

Jeśli jesteście na kempingu i chcecie pozwiedzać okolicę, lub zwyczajnie wybrać do sklepu, nie musicie składać wszystkiego i wlec ze sobą całego obozowiska (chociaż trafniej byłoby napisać, że jechać całym obozowiskiem). Wystarczy wskoczyć za kółko i jechać.

Dom na kółkach

A mimo to Volkswagen California Ocean to niemal pełnoprawny dom na kołach. Brakuje w nim jedynie łazienki, ale jeśli ma się noclegi na polach kempingowych z sanitariatami, to jej brak nie jest dotkliwy.

Spać w nim mogą cztery osoby i nie, że troje dorosłych i dziecko, jak w Grand Californii, ale naprawdę cztery dorosłe osoby: dwie na rozkładanym łóżku na dole i dwie na materacu na dachu.

Samo otwieranie przestrzeni dachowej jest nie lada widowiskiem i przysparza wielu gapiów.

Droga na dach prowadzi przez odsuwany właz. W środku znajdziemy wygodny materac, świetnie przemyślane oświetlenie, a całość nakryta jest mocnym i dobrze trzymającym ciepło namiotem.

Dodatkowym atutem jest to, że kiedy nie śpimy na górze, a mamy rozłożony namiot, możemy jednym ruchem podnieść dach przy wsparciu siłowników i w ten sposób zyskać jakiś metr przestrzeni, co pozwala na swobodne poruszanie się w środku auta bez konieczności schylania się.

Poza tym California Ocean posiada wszystko, co powinno znaleźć się w kamperze: 42-litrową lodówkę, zlew, dwupalnikową kuchenkę gazową, zewnętrzny prysznic, ogrzewanie elektryczne, zestaw krzeseł i stół oraz wysuwaną markizę.

Wizualnie wydaje mi się, że przestrzeń została nawet lepiej przemyślana, niż w Grand Californii. Każdy możliwy zakamarek auta został przerobiony na schowek. Zmieścił się tam nawet sejf na bardziej cenne przedmioty.

Całość zarządzana jest przez panel centralny z przodu auta. Na nim możemy sprawdzić poziom wody czystej, szarej lub ile zostało nam baterii (w aucie są dwa akumulatory, które można ładować z gniazdka zewnętrznego).

I nie zrozumcie mnie źle – Grand California jest świetna, idealna na luksusowe wakacje na kempingu, bo jest w niej wszystko i na całkowitym wypasie. Sęk w tym, że w porównaniu z Californią Ocean jest ogromna, mniej ekonomiczna i zwinna.

Ale dobrze, że Volkswagen ma w swojej ofercie oba te pojazdy, ponieważ każdy może wybrać według swoich upodobań. Wakacje z rodziną np. w Chorwacji – zdecydowanie Grand California. Wypad ze znajomymi i objazdówka po kilku stolicach europejskich – lepsza będzie California Ocean.

My Californię przetestowaliśmy w różnych warunkach: spaliśmy w niej całkowicie na dziko, na parkingu przy lesie oraz na polu kempingowym. W każdym z wymienionych miejsc czerpaliśmy ogromną frajdę z tego samochodu!

Wrażenia z jazdy i zasięg

Jak już wspomniałem, California jest jak normalne auto. Nie czuć, że jedziemy ciężkim kamperem. Wyprzedzanie nią to czysta przyjemność. Samochód ten osiąga prędkość maksymalną 199 km/h, ale sądzę, że pojechałby i szybciej, bo jego moc czuć na drodze. Ponadto można w nim włączyć tryb... sport.

Poza nim jest także tryb comfort, który przydaje się na wyboiste polne drogi oraz tryb eko. Płynność oraz komfort jazdy ułatwiają siedmiobiegowa, automatyczna skrzynia DSG, aktywny tempomat, liczne czujniki parkowania, kamera cofania, line assist, czujnik zmęczenia kierowcy oraz bardzo dobra nawigacja, którą możemy wyświetlić sobie na wyświetlaczu nad kierownicą.

Co więcej: California sprawdzi się także równie dobrze jako auto do codziennego użytku. Musisz odebrać dziecko ze szkoły? Proszę bardzo. Podróż do pracy? Bardzo wygodna. A jak ze spalaniem?

Według producenta wynosi ono średnio 8,6 litra na 100 km. Ale przy wrzuceniu trybu eko można w niej zejść nawet do 6 litrów. Przy 80 litrowym baku daje to zasięg ponad 1200 km. Nic tylko wsiadać za kółko i jechać.

Cena

Oczywiście najpierw trzeba go kupić. Ceny Californii Ocean zaczynają się od 290 tysięcy złotych. Te bardziej "wypasione" to koszt rzędu nawet 330 tysięcy złotych. Ale cóż, za taką jakość się płaci.