Szukałem drugiej połówki i mam dość. Moje pokolenie naprawdę nie umie w związki

Alan Wysocki
30 listopada 2022, 18:47 • 1 minuta czytania
Trzy lata w związku i nagle wylądowałem "na wolności". No nic, trzeba się otrzepać i iść dalej. Gdy jednak zacząłem rozglądać się za sympatią w otoczeniu, doznałem szoku. Dociera do mnie, że moje pokolenie kompletnie nie potrafi w związki i miłość.
Moje pokolenie nie umie w związki EAST NEWS

Moje pokolenie nie umie w związki

Ci z was, którzy są na rynku tinderowo-miłosnym od dłuższego czasu, pewnie się zdziwią, że w ogóle poświęcam tej sprawie osobny tekst. Niby to oczywiste, ale ostatnie trzy lata spędziłem w związku i to w trybie house wife, więc zapomniałem już, jak to jest z tym światem singla.


I szczerze, bez względu na to, co myślę o moim ex, bardzo lubiłem ten okres. Nie trzeba się przejmować jakimiś podchodami, docieraniem się, zawodami, interpretowaniem, o co komu chodzi i czy dany gest to objaw sympatii, czy koleżeństwa.

Ale cóż... fortuna kołem się toczy. Czas zakończyć żałobę i otworzyć się na drugą połówkę.

Pierwszego szoku porozstaniowego doznałem, gdy zorientowałem się, że jeśli chcę sobie kogoś znaleźć, to muszę wyjść ze szlafroka, w miarę ładnie wyglądać i chociaż trochę otworzyć się na kontakt ze światem. Potem było już tylko gorzej.

Chłopaki vs. dziewczyny

Jestem biseksualny. I to tak naprawdę klasycznie – tak samo podobają mi się chłopcy i dziewczyny. Odpuszczę pisanie o tym, że powiedzenie "żeby życie miało smaczek" ma mało wspólnego z prawdą przez niezauważaną bifobię.

Dla kobiet jestem... kolegą gejem, a dla chłopaków jestem... tym niezdecydowanym. Ale nie o tym. Spotykanie się z chłopakiem, a spotykanie się z dziewczyną to dwie zupełnie inne bajki. Z chłopakiem jest o wiele mniej presji i wymogów społecznych. Możesz po prostu skoczyć do kina, restauracji i spędzić miło czas.

Z dziewczyną za to przytłaczający jest szereg patriarchalnych, idiotycznych i krzywdzących obie strony ról społecznych. – Znajdziesz sobie dziewczynę, jak będziesz miał samochód. Ja na to lecę – powiedziała mi jedna z koleżanek. Szczerze powiem, że zdębiałem.

"Laski szukają takiego męskiego", "No z brzuszkiem to nie podziałasz", "Ale weź się postaraj i wyłóż na nią trochę hajsu" – to tylko część dziwnych tekstów, które usłyszałem. I to w XXI wieku od wykształconych, oczytanych ludzi. A no i zapomniałbym – oczywiście muszę być starszy.

Dlatego przeważnie kończy się z chłopakami. Dają mi większą strefę komfortu.

Tinder

Wielu z nas go ma, a niewielu chce się przyznać. Większość z nas modli się, żeby jak najszybciej móc z tej aplikacji wyjść. Ja też się modlę. Serio, hype na Tindera definitywnie minął i obecnie pełni rolę swego rodzaju czyśćca.

To, co rzuca mi się w oczy, to niesprawiedliwe żarty w mediach społecznościowych na temat facetów na Tinderze. Nie, nie chodzi mi o bekę z ich seksistowskich, wulgarnych tekstów, a o żartowanie ze zdjęć, które wrzucają na tę apkę.

Nie to, żebym sam był Bradem Pittem, ale bądźmy uczciwi. Śledząc zarówno chłopaków, jak i dziewczyny z całą pewnością mogę stwierdzić, że obie płcie mają tak samo fatalnie wykonane zdjęcia.

Kolejna rzecz - zarówno chłopaki, jak i dziewczyny wyglądają zupełnie inaczej. Swipe'owanie w prawo dziewczyny to sięganie po jajko z niespodzianką. Nigdy nie wiadomo, jak naprawdę wygląda. Za to dwa razy spotkałem się z chłopakami, którzy z lęku przed brakiem akceptacji, wrzucali stare, nieaktualne zdjęcia.

Dało mi to do myślenia. Wszyscy liczymy na dwumetrowego, umięśnionego rycerza na białym koniu, albo na księżniczki-sexbomby. Wymyślamy idiotyczne gusta, zamiast spojrzeć na to, co człowiek ma sobą faktycznie do zaoferowania.

Ostatecznie i tak lądujemy w związkach z osobami kompletnie spoza naszych dziwnych wyobrażeń. Dlaczego? Nie dlatego, że jesteśmy zaburzeni czy dziwni, ale dlatego, że nasze zbiorowe wyobrażenia są chore i dotyczą jakiegoś promila chłopaków i dziewczyn. Może skończmy w ten sposób krzywdzić i siebie i innych?

Instagram

Swoją drogą, coraz popularniejsze jest "podrywanie" osób na Instagramie. Na czym polega? Maniakalnie wyświetlasz wszystkie relacje swojej sympatii, na każdą reagujesz serduszkami i innymi emotkami.

Następnie przechodzisz do ataku: piszesz "hej". Dodajesz emotkę diabełka i puszczasz fotografię przyrodzenia. Gdybym był rubasznym wujkiem, zarzuciłbym żartem, że zarzucasz wędkę. Gdy ja padłem ofiarą takiej akcji, pół nocy myślałem, czy nie opublikować tej foty i nazwiska delikwenta w mediach społecznościowych. Chłopak miał szczęście. Odpuściłem.

Jest jeszcze alternatywa: piszesz "hej" i zapraszasz na weekendowy wypad do siebie. W ten oto sposób dostałem trzy zaproszenia od Polonii do Niemiec.

Ostatnio zaliczyłem naprawdę nieudane spotkanie z chłopakiem, który w przypływie nie wiadomo czego, pokazał mi, jak sam zalewa takim reakcjami każde zdjęcie i relacje wrzucane na Instagramie przez osobę, która mu się podoba. To serio na kogoś działa?

Randki

Powiem szczerze, nie mam pojęcia, czy romantyzuje czasy boomerów, czy stwierdzam fakt, ale z dnia na dzień odnoszę wrażenie, że kiedyś z tymi randkami i związkami to było jakoś łatwiej.

Po prostu wydaje mi się, że kiedyś chłopak albo dziewczyna w jakiś dający się poznać sposób pokazywał swoją sympatię do ciebie. Wydaje mi się, że kiedyś randka była randką, a koleżeńskie spotkanie było koleżeńskim spotkaniem. Teraz te spotkania to ni pies, ni wydra.

No właśnie, napisałem "z randkami". Czy gen Z i milenialsi jeszcze chodzą na randki rozumiane jako randki? Ostatnio zapytałem moich rówieśników, czy kiedyś podeszli do osoby, która im się podoba i powiedzieli: "hej, podobasz mi się. Nie chciał(a)byś spotkać się na kolację?"

Za każdym razem odpowiedziało mi zdziwione spojrzenie. Randka? Jeśli już randka z takiego prawdziwego zdarzenia, to raczej dopiero w związku. Dlaczego? Wydaje mi się, że wtedy już stres przed niewypałem jest mniejszy, więc nie paraliżuje.

Lęk przed odrzuceniem to jakaś masakra. Przepraszam, że nie sięgam po bardziej wyrafinowany styl wypowiedzi, ale wszystko mi opadło.

Zostawiamy sobie wentyl bezpieczeństwa. Jeśli coś pójdzie nie tak, to unikamy odrzucenia i zobowiązania komunikatem: ale to nie była randka. A jak wszystko pójdzie po myśli, to już jest to randka. Łapiecie? Ja nie.

Zdrada

Ta kwestia chyba boli mnie najbardziej. I znowu przyboomeruję. Wydaje mi się, że kiedyś zdrada była czymś złym. Po prostu. Bez "ale". Teraz, jak słucham, co o zdradach piszą dziennikarki lifestylowe, moi znajomi, otoczenie, to szlag mnie trafia.

Long story short – zdradził cię chłopak/dziewczyna? To skandal, dramat, obrzydliwe i podłe. Co mówią znajomi, jeśli to ty zdradzasz? No nie oceniajmy, życie nie jest czarno-białe, nie można tak jednoznacznie skrytykować.

Kilka tygodni temu poszedłem na domówkę. Był na niej dwudziestokilkuletni chłopak. Zaczął opowiadać historię o kochającym go chłopaku, którego regularnie zdradza. Nie za bardzo było widać po nim wyrzuty sumienia.

Jak reagują nasi znajomi? – "nie krytykujemy cię", "Nie da się tego tak ocenić". Ci sami znajomi obrażali mojego ex za to, że ten mnie zdradzał. Cholera, zdrada to zdrada.

ONS

ONS to skrót od one night stand. A jeszcze prościej – to jednorazowy seks. W dzisiejszych czasach można to ogarnąć w zasadzie tak, jak zamawia się taksówkę – przez aplikację.

Będąc w moim pokoleniu, łatwiej umówić się na seks niż na randkę. Nasłuchaliśmy się o przemocowych małżeństwach i mamy dość pytań od dziadków o ślub i dzieci. W opozycji do tego stawiamy na wolną miłość i inne niezobowiązujące relacje.

Tak jest łatwiej. Szybka akcja, nie znasz drugiej osoby, więc nie musisz się przejmować i masz chwilę spokoju, bo wyregulowałeś potrzeby seksualne.

To wszystko poszło jednak o krok za daleko. Od osób korzystających z dobrodziejstw niezobowiązujących relacji słyszę, że nie potrzebują związków. Później relacjonują mi rozmowy z terapeutą o niezaspokojonej potrzebie bliskości i doskwierającej samotności.

Chociaż, jak patrzę na wyczyny mojego pokolenia, to ta samotność nie wydaje się taka zła.