Tusk w jednym zdaniu wyliczył grzechy PiS. I dodał coś od siebie: tak ich jeszcze nie podsumował
Tusk komentuje afery PiS
We wtorek Najwyższa Izba Kontroli oficjalnie przedstawi wyniki kontroli dot. przygotowania rządu do walki z pandemią COVID-19. Już teraz wiadomo, że wnioski NIK są dla rządu Prawa i Sprawiedliwości wyjątkowo niekorzystne. "Dziennik Gazeta Prawna" oraz "Gazeta Wyborcza" ustaliły, że krytykowane są tam m.in. poziom przygotowania służb państwowych, działalność szpitali tymczasowych czy wypłata dodatków covidowych.
Do prokuratury trafić mają dwa zawiadomienia na ministra aktywów państwowych Jacka Sasina. Wątpliwości NIK wzbudziły np. szpitale tymczasowe, które kosztowały grube miliony złotych, jednak nigdy nie przyjęły ani jednego pacjenta.
Do informacji tych nawiązał w poniedziałek Donald Tusk. "Zarabiali na pandemii, na chorych dzieciach, na kościelnych działkach, na drożyźnie, na migrantach. Prawi i sprawiedliwi. Rzygać się chce" – napisał w serwisie X (dawny Twitter).
Tusk mówił nie tylko o aferach covidowych
Szef Koalicji Obywatelskiej przypomniał jednak nie tylko o aferach PiS związanych z pandemią. Nawiązał też m.in. do działalności Łukasza Mejzy. W listopadzie 2021 roku Wirtualna Polska ujawniła, że Mejza założył w przeszłości firmę medyczną, która miała się specjalizować w wysyłaniu chorych m.in. na raka, Alzheimera czy Parkinsona na kosztowne leczenie.
Jak twierdził portal, Mejza miał osobiście przekonywać potencjalnych pacjentów, w tym rodziców ciężko chorych dzieci, o skuteczności stosowanych przez firmę metod, które jednak zarówno w Polsce, jak i na całym świecie uznawane są za niesprawdzone. Interes Mejzy nie powiódł się, za to pozostawił po sobie wielu oszukanych pacjentów i ich rodziny. Dziś Mejza jest kandydatem PiS w wyborach parlamentarnych.
Afera wizowa w rządzie PiS. Podejrzenia w sprawie wiz dla 350 tys. imigrantów
Inną sprawą poruPrzypomnijmy, że według ustaleń Marcina Kierwińskiego i Jana Grabca z PO nawet 350 tys. wiz dla migrantów z dwudziestu państw Afryki oraz Bliskiego Wschodu mogło zostać wydanych z naruszeniem przepisów.
"Gazeta Wyborcza" dotarła do nieoficjalnych informacji, z których wynika, że łącznie podejrzenia może budzić aż... dwa miliony wiz do Polski. "Rzeczpospolita" zaś pisała o korupcyjnym charakterze wydawania zezwoleń na pracę tymczasową w Polsce.
Za 4-5 tysięcy dolarów można było ominąć kolejkę i zakwalifikować się do systemu ułatwień wizowych. Mieszkańcy Bangladeszu i Pakistanu mieli musieć zapłacić jeszcze więcej. O procederze odsprzedawania terminów w systemie wizowym na Białorusi pisał przed rokiem serwis INNPoland.pl.