Eliza Michalik o pomyśle debaty Morawieckiego z Tuskiem.
Eliza Michalik o pomyśle debaty Morawieckiego z Tuskiem. Fot. Tadeusz Wypych/REPORTER

Rozczulił mnie ostatnio pomysł debaty Donalda Tuska z Mateuszem Morawieckim. Dowodzi on niezwykłej naiwności pomysłodawców z PiS, bo uważali, że ktokolwiek poza ich najtwardszym elektoratem się na niego nabierze. Dowodzi też nieznajomości realiów, bo mimo że "debata" miała odbyć się w TVP i była zastawioną na Tuska pułapką, szef PO i tak by ją wygrał. Jest bardziej kompetentny od Mateusza Morawieckiego, jest lepszym mówcą i w przeciwieństwie do premiera z PiS nie kłamie głupio na każdym kroku.

REKLAMA

Sedno sprawy tkwi jednak w tym, że debatę z Mateuszem Morawieckim, który jest chłopcem na posyłki prezesa PiS i stoi w politycznej hierarchii znacznie poniżej Donalda Tuska - samodzielnego, ważnego i znanego europejskiego polityka, otoczenie prezesa PiS zaproponowało tylko z jednego powodu: ze strachu, że sztab Tuska wezwie na debatę Kaczyńskiego. A ponieważ Kaczyński panicznie się tego boi, postanowił uprzedzić fakty.

Po przegranej z szefem PO w 2007 roku Jarosław Kaczyński uznał za swój wielki polityczny błąd, że w ogóle stawił się na tamtą debatę i nigdy tego nie powtórzył.

O skali jego traumy świadczy fakt, że to właśnie od przegranej w debacie z Tuskiem prezes PiS przestał w ogóle udzielać jakichkolwiek wywiadów dziennikarzom, którzy nie klęczą przed nim na kolanach, o prawdziwych debatach z kimkolwiek nie wspominając.

To w efekcie tamtej przegranej Kaczyński jest dziś człowiekiem, który panicznie boi się sytuacji, w której ktoś kwestionuje jego opinie, zadaje mu trudne pytania i w których ktoś lub coś mogłoby go zaskoczyć. Nigdy nie zaryzykuje już żadnego merytorycznego starcia z nikim, a co dopiero z kimś tak retorycznie sprawnym, jak Donald Tusk.

Tak naprawdę Jarosław Kaczyński jest dziś człowiekiem, który nie potrafi nie tylko rozmawiać, ale nawet spokojnie znieść myśli, że ktoś się z nim nie zgadza. Jak każdy satrapa skończył ściśle otoczony kordonem, złożonym z miernych klakierów i potakiwaczy, który walidują każdą wypowiedzianą przez niego bzdurę, byle tylko nie wypaść z łask (nic w tym zresztą dziwnego, bo kompletnie pozbawieni przymiotów intelektu i umysłu nie mają szans na żadną uczciwą samodzielną karierę).

Kaczyński, niegdyś bystry i analizujący polityk zapomniał już, czym w ogóle jest dyskusja, rozwiewanie wątpliwości, obrona swoich racji i przekonywanie rozmówcy do swoich poglądów argumentami - dziś z jego ust wydobywają się tylko słowa pogardy i wyzwiska, co jest jawnym dowodem jego intelektualnej słabości. Tusk zjadłby go na śniadanie w ciągu pierwszego kwadransa każdej debaty, nawet bez specjalnego przygotowania.

Pomijając już jednak akt tchórzostwa prezesa PiS, jakim jest pomysł debaty Tuska z Morawieckim, ten pomysł jest bez sensu także dlatego, że żadna prawdziwa debata polityczna nie może się już dziś w Polsce odbyć. Do odbycia takiej debaty potrzeba bowiem spełnienia kilku niezbędnych warunków: uczciwego otoczenia, równych warunków zabierania głosu i podobnego poziomu umysłowego i kulturalnego rozmówców.

Dziś ich w Polsce nie ma. Pięć minut po wygraniu przez Donalda Tuska debaty z kimkolwiek z PiS TVP z całą bezczelnością obwieściłaby coś wręcz przeciwnego. Jej pracownicy powycinaliby z debaty nie tylko zdania, ale pojedyncze słówka, wsadzili w inny kontekst i puszczali na okrągło w reżimowych wiadomościach, tworząc z nich dowolne treści, niemające nic wspólnego z tym, co naprawdę zostało powiedziane.

W normalnym kraju debata, czyli dyskusja przedwyborcza, która odbywa się w telewizyjnym studiu, pod okiem kamer i jest uważnie śledzona przez miliony widzów, jest wymianą poglądów na rozmaite, ważne z punktu widzenia kraju i obywateli sprawy - nie tylko światopoglądowe i religijne, ale też bardzo praktyczne i namacalne, jak budowa dróg, dofinansowanie szkół i szpitali, wysokość podatków.

Jest rozmową w trakcie której równi sobie ludzie, liderzy największych partii mających realnie szansę objąć rządy, próbują przedstawić opinii publicznej swój punkt widzenia, pomysł na Polskę i przekonać opinię publiczną do tego, że jest on lepszy, niż pomysł politycznego przeciwnika.

W Polsce, ze strony PiS możliwe są już tylko manipulacje i przekręty.