Z polskim dziennikarstwem jest coraz gorzej. Gdy jednak zaczyna się w nim notorycznie pojawiać kłamstwo i knajacki język z najgorszych spelun to sygnał, że okres agonalny już się rozpoczął.

REKLAMA
Sobotnie popołudnie zdominowały wiadomości o wydatkach posłów Platformy. Ci co prawda, nie kupowali sobie nagminnie usług dziennikarzy, jak robili to ich koledzy z PiS, niemniej wydawali pieniądze na imprezy w warszawskim klubie. W połączeniu z wypowiedzią Adama Szejnfelda o "kiblu" Niepokorni rozpoczęli swoją kampanię propagandową, w której przekonywali jacy to chamscy ludzie nami rządzą i na jakie zabawy wydają klubową kasę.
Niepokorny Marek Magierowski z „Do Rzeczy” chcąc podkręcić aferę, podrzucił film z zabawy w rzeczonym klubie. Licząc, że czytelnicy nie znają angielskiego pokazał nagranie z imprezy… tyle, że urodzinowej. Ot, taka mała manipulacja. Redaktor Magierowski nie posunął się jednak do prymitywnego kłamstwa, które to niedawno stało się specjalnością Łukasza Warzechy.
Giermek Rafała Ziemkiewicza ubolewa natomiast, że nie wszystkim przypadł do gustu żart wypalającego się Roberta Górskiego z Kabaretu Moralnego Niepokoju. Warzechę śmieszy natomiast najwyraźniej rynsztokowy język swojego przyjaciela, który kolejny raz pokazał, że chamstwo jest dla niego najwygodniejszym orężem do walki z oponentami.

Ziemkiewicz, któremu nie jest obce używanie na wizji słów typu „kur…” i „spierd…” w stosunku do starszych (w sumie ciekawe jak Niepokorni wmówili wszystkim, że to konkurencja „gardzi” starszymi) dzisiaj pobił kolejny rekord chamstwa. W wiernopoddańczym felietonie dla „Do Rzeczy” o swoim koledze po fachu napisał tak: „Ten show (TLNŻ) jest nieustającym, jak to brutalnie ujmuje młodzież, „robieniem laski władzy”.
Nie wiem skąd u redaktora Ziemkiewicza przekonanie, że takim językiem posługuje się na co dzień młodzież ale mógł to zachować dla siebie a nie obnosić się ze swoim knajackim językiem w mediach.
Mający cichą nadzieję, iż zostanie okrzyknięty Urbanem prawicy Rafał Ziemkiewicz zapomina o małym szczególe. Dla Jerzego Urbana brutalny język jest tylko formą artystyczną. Dla Ziemkiewicza to normalność. Czy jest sens by z patologii robić wyznacznik młodym adeptom dziennikarstwa, dla których Ziemkiewicz coś jednak znaczy ?