Profesor Michał Kleiber dołożył właśnie swoją cegiełkę do totalnej kompromitacji polskiego środowiska naukowego. Bo jak inaczej traktować wezwanie do debaty pomiędzy zespołem Macieja Laska z ludźmi głoszącymi ideologię, a nie naukę?
REKLAMA
Szczerze mówiąc nie rozumiem pomysłu szefa PAN. Nie wiem, dlaczego prof. Kleiber próbuje bawić się w arbitra? Nie wiem, jaki miałby być cel takiej debaty? To tak, jakby z lekarzami próbowali debatować ludzie leczący modlitwą lub poprzez nakładanie rąk… Przekonanego i tak żadna siła nie przekona. Szaman i tak nie zacznie leczyć, a lekarz po takiej debacie nie będzie wykonywał szamańskich tańców przed operacją.
To, co niedawno wyszło na jaw jest przerażające. W imię polityki cynicznie manipuluje się ludźmi i bezczelnie gra na ich uczuciach. Jak na razie, to jedyny udowodniony spisek smoleński – polityków PiS-u z naukowcami w ich służbie. Jeśli do tego dodamy niezrozumiałą bierność środowisk naukowych na to szalbierstwo, to mamy kolejne podwaliny po religię smoleńską. Jak mawiał niemiecki filozof Fryderyk Nietzsche: W co motłoch bez dowodów uwierzył, jakże byście chcieli dowodami obalić....?
O jakiej debacie mówi więc prof. Kleiber? O debacie z ludźmi nie mającymi wiedzy na tematy, o których mówią? O debacie z ludźmi wydającymi opinie bez badania dowodów? W jaki sposób mają debatować fachowcy z modelarzami amatorami? W jaki sposób rozmawiać z „naukowcem”, który wydaje ekspertyzę na podstawie danych wyssanych z palca lub po oględzinach kawałka blachy, rzekomo z poszycia Tupolewa? To zwykła strata czasu.
Słuchając ostatnich bredni Macierewicza o pierwszym zamachu w Gruzji, a później jego analizę przebiegu zdarzeń o naprowadzaniu pilotów na śmierć i detonacji bomby na pokładzie, mam już niemal pewność, że Zespół Macierewicza to nazwa jednostki chorobowej, a nie grupa naukowców…
