Czy możecie sobie Państwo wyobrazić, co by się działo, gdyby minister Miller lub Maciej Lasek stwierdził, że dowody w sprawie katastrofy Tupolewa znalazł na wycieraczce lub oparł swoje wywody na podstawie doświadczenia myślowego, czy badania bliżej nieokreślonego kawałka blachy? Czy możecie sobie wyobrazić, co by się działo, gdyby zespół do spraw badania katastrofy przygotował taką prezentację, jakiej byliśmy świadkami w środę? Zastanawiam się, gdzie są granice śmieszności i czy już dawno nie zostały przekroczone. Wszyscy, którzy widzieli jakiś sens w debacie z naukowcami Macierewicza chyba uzmysłowili sobie, że to zwykła strata czasu. O czym debatować z profesorem, który za legitymację do badania katastrofy samolotu uważa brylantową kartę KLM?

REKLAMA
Wczorajsza konferencja prasowa zespołu Antoniego Macierewicza była największym kabaretem, jaki przyszło Polakom ostatnio oglądać. Co jeszcze musi się wydarzyć, żeby zwolennicy spiskowej teorii dziejów przejrzeli w końcu na oczy? Kompromitujące zeznania ekspertów Antka Awiatora, brak kompetencji, posługiwanie się spreparowanymi dowodami i głupie odpowiedzi jej przewodniczącego nie osłabiają ich wiary w zamach. Środowa konferencja okazała się totalną kompromitacją, dopełniającą jakość prac zespołu Macierewicza. Jej poziom profesjonalizmu był na poziomie zabaw uczniów podstawówki. Aż żal było patrzeć, jak profesor przez kilkanaście minut nie potrafił odnaleźć krzyżyka na pulpicie... Potem zabawny atak internautów, którzy jako jedyni zachowali w tym wszystkim zdrowy rozsądek. Jarosław Kaczyński, który przyszedł ogrzać się w blasku profesorów i ich "dowodów", miał minę, jakby zjadł żabę. Najchętniej chyba uciekłby z tej konferencji. Antek Awiator opowiada teraz bzdury o ataku oczywistych sił. Tak, Panie Antoni - sił zdrowego rozsądku. No, chyba, że to Pan to wszystko zorganizował, żeby ukryć to, że nic Pan nie ma na poparcie swoich wymysłów. Czekam na to, aż któryś z członków PiS będzie miał odwagę stwierdzić, że król jest nagi. Zespół Macierewicza trzyma się wyłącznie na jego urojeniach. Gdy obserwowałem te nieporadne próby przerwania połączeń z „Putinem” i „premierem Tuskiem”, czekałem tylko, aż na ekranie pojawi się komunikat „dzwonią Tworki”…
Są tacy, którzy zarzucają mi to, że atakuję Jarosława Kaczyńskiego i jego ludzi. A i owszem. Zarówno z racji tego, że w wielu kwestiach znajdujemy się na prawdziwych antypodach, ale przede wszystkim dlatego, że uważam zespół Macierewicza za silnie zakaźny. Konieczne jest odizolowanie chorych od społeczeństwa.