Ile jest prawdy w teorii bramy? I czy wreszcie znaleźliśmy ten nieuchwytny związek przyczynowo-skutkowy między marychą a życiem na odwyku? Myszy nam mówią, że coś w trawie piszczy.

REKLAMA
W tym tygodniu naTemat próbował (nieco ślamazarnie) rozpocząć debatę na temat legalizacji marihuany, której domaga się między innymi Ruch Palikota.
logo
flickr; ElPablo! (CC BY)

Postanowiłem dorzucić swoje naukowe trzy grosze do tematu. Na blogu znajdziecie obecnie tekst na temat tzw. teorii bramy, która głosi, że stosowanie marihuany oraz innych miękkich narkotyków prowadzi do późniejszych uzależnień od znacznie groźniejszych związków. Teoria ta ma tyluż zwolenników co przeciwników, jednak do niedawna nie dawała jednoznacznej odpowiedzi na podstawowe pytanie: czy istnieje związek przyczynowo skutkowy pomiędzy przyjmowaniem legalnych, bądź półlegalnych środków odurzających, a późniejszym uzależnieniem od śmiertelnie niebezpiecznych narkotyków? Czy też mamy tu tylko do czynienia z korelacją (a jak mawiają Anglosasi Correlation doesn't mean causation)?
No i okazuje się, że coś na rzeczy może jednak być. Na razie badania prowadzono na myszach - bo też i trudno znaleźć ochotników, nawet jeśli są nimi nawaleni w trąbę narkomani kuszeni kolejną dawką upragnionego prochu, którzy pozwoliliby badaczom posiekać swój mózg. A przynajmniej trudno znaleźć wystarczającą ich liczbę. Ale badanie jest niezwykle solidne i daje nową - i tym razem dosyć jednak potężną - broń w ręce przeciwników legalizacji.