Coraz częstsze w Polsce rewitalizacje budzą wiele kontrowersji. Przez upór konserwatorów zabytków wiele wartościowych obiektów niszczeje zamiast otrzymać nowe życie. Mądra rewitalizacja jest jednak dużo lepsza od budowania atrap historycznych budowli.

REKLAMA
Panuje nad Wisłą przekonanie, że naruszenie wszystkiego co zabytkowe jest z założenia złe. Lepiej zostawić, zapomnieć, pozwolić, żeby po ruinach stuletniego pałacu czy kamienicy hulał wiatr niż pozwolić podnieść dach, wyburzyć wewnętrzne ściany, dobudować windę czy zmienić wygląd dziedzińca. Rzecz jasna mamy zabytki różnej klasy. Przy tych najwyższej z nich nie powinniśmy za bardzo majstrować. Jednak w przypadku mniej wartościowych architektonicznie czy historycznie, wręcz musimy.
Przykładem jest Holandia, kraj, którego połowa leży poniżej poziomu morza. Mało na jej terytorium miejsca na nowe budynki. Dlatego rewitalizacja nastawiona na dostosowanie starego budownictwa do nowych potrzeb jest tam jedną z najsilniejszych gałęzi architektury. Albo kanadyjskie Toronto, gdzie trwa właśnie rewitalizacja nadbrzeża jeziora Ontario. Kiedyś znajdowały się tam tereny przemysłowe. W 2025 roku osiemset hektarów przyjmie formę przestrzeni publicznych z deptakami, parkami, centrami handlowo-rozrywkowymi.
Patrząc na zachodnie doświadczenia łatwo pojąć, że rewitalizacja to dla architektów i firm budowlanych zarówno wielkie wyzwanie, jak i możliwości, jakich nie daje budowanie od podstaw. Powołam się na przykład z własnego doświadczenia – pamiętającą XVIII wiek kopalnię „Julia” w Wałbrzychu. Zaczynając prace nad rewitalizacją obiektu, zapoznałem się najpierw z badaniami socjologów, historyków, starymi planami, zdjęciami. Dopiero potem zacząłem myśleć o koncepcji architektonicznej Parku Wielokulturowego, który ma powstać w olbrzymich przestrzeniach „Julii”. Podczas gdy konserwator wielokrotnie dostrzega jedynie na aspekt „zabytkowości” budynku, architekt dokonujący rewitalizacji poznaje potrzeby danego miejsca i mieszkańców. Brane pod uwagę są rynek i braki w tkance miejskiej. Wizja artystyczna musi współgrać z zapotrzebowaniem.
Nie chcę, aby mój wpis był odczytany jako atak na konserwatorów. W opisywanym przypadku mam to, czego życzę wszystkim rewitalizującym obiekty architektom – ścisłą współpracę i zrozumienie z konserwatorami. Nie wszyscy z nich jednak dostrzegają, że renowacja wymaga ogromnych nakładów finansowych, a te muszą się zwrócić. Zanim to jednak nastąpi obiekt trzeba dostosować do często komercyjnej działalności. Świetne pod działalność hotelową przedwojenne dworki niszczeją, bo tego zrozumienia brakuje.
Oczywiście ważne są granice, jakich nie można przekroczyć, ingerując w historyczną przestrzeń. Każdy obiekt wymaga indywidualnego podejścia. Jestem jednak absolutnym przeciwnikiem dosłownego odtwarzania budynku, bo budowanie atrapy jest po prostu nieetyczne. Lubię, kiedy architektura historyczna spotyka się z przyszłością. Jest to nieuniknione także z punktu widzenia aktualnych norm konstrukcyjnych, przeciwpożarowych i sanitarnych. Argument prozaiczny, ale też najbardziej praktyczny. Może przekona chociaż kilku przeciwników twórczego podejścia do tematu rewitalizacji.