9 listopada na ekrany kin wchodzi "Pokłosie" Władysława Pasikowskiego. 11 listopada ulicami Warszawy przejdzie Marsz Niepodległości. Organizowany przez skrajnie prawicowe ugrupowania, z błogosławieństwem znanego z antysemickich wypowiedzi Jana Kobylańskiego. Czy uczestniczący w marszu dziarscy chłopcy pofatygują się do kin na "Pokłosie"?

REKLAMA
logo
Tematem inspirowanego sprawą Jedwabnego filmu jest, jak już zapewne wszystkim wiadomo, śledztwo prowadzone przez dwóch braci w sprawie tajemniczego zniknięcia Żydów z ich rodzinnej wioski w trakcie II wojny światowej. Okazuje się, że to nie Niemcy Żydów wymordowali, tylko polscy sąsiedzi.
Podczas dyskusji po projekcji "Pokłosia" na Warszawskim Festiwalu Filmowym padło pytanie o to, czy film podzieli Polaków. Producent, Dariusz Jabłoński, zapytał: na kogo? Na zwolenników morderców i przeciwników morderców? Wydaje się, że to jedyna możliwa odpowiedź.
Pod względem artystycznym "Pokłosie" można oceniać różnie. Mnie drażnią zastosowane w nim rozwiązania, by tak rzec - komiksowe. Taki trochę thriller, trochę gore. W kluczowym momencie sprawa się wyjaśnia dzięki opowieści wiekowej (dosłownie) zielarki, która wyłoniła się z lasu. W sensie, że duch? No i ta ocierająca się o kicz finałowa scena z drzwiami od stodoły... Ale co kto lubi. Może to jest właśnie ów atrakcyjny język współczesności.
Zwłaszcza że film Pasikowskiego wyprzedza i tak, o lata świetlne, w większości (w większości, a nie w całości, podkreślam) konformistyczne, a przez to miałkie i nijakie polskie kino. Wyprzedza gestem reżysera, którym jest sięgnięcie po temat tabu. Zaraz. Tabu? Ale dlaczego tabu? Wolno mówić, że nas zabijali, ale że my zabijaliśmy, to już nie? W imię jakich racji? Tych ukradzionych zamordowanym sąsiadom ich jeszcze ciepłych ubrań, butów, pierzyn?
To są wstydliwe fakty. I dlatego, że wstydliwe, trudno je niektórym przyjąć do wiadomości. Niebagatelną rolę gra także nieuświadomione poczucie winy. To rodzi nienawiść, której efekty można znaleźć łatwo choćby w internecie. Z komentarzy pod różnymi artykułami czy filmami o Jedwabnem wyłania się prosty wniosek: Żydzi to byli komuniści, więc należało ich spalić, co nie? Już pomijając rozmijanie się wnioskodawców o spalenie z prawdą historyczną (co udowania Anna Bikont w książce "My z Jedwabnego") - ja nie chcę mieć z państwem nic wspólnego. Proszę mnie stąd wymeldować.
Pisarka Joanna Bator mówi w wywiadzie dla "Gazety Wyborczej" z 3-4 listopada: "Dziś jestem pewna, że wśród tych anonimowych postaci o idiotycznych pseudonimach i awersji do ortografii są tacy, którzy byliby gotowi do zbrodni. Ludobójstwo popełniają przecież zawsze zwykli ludzie, sąsiedzi, tylko każde kolejne wydaje się czymś wyjątkowym raczej niż częścią cyklicznych przygód ludzkości. [...] Zło jest nieprzewidywalne. Za mojego życia wydarzyły się ludobójstwa w Kambodży, Jugosławii i Rwandzie. Widzi pani jakiś powód, dla którego miałoby się to już nie powtórzyć? Każdy naród jest do tego zdolny, pod tym względem też nie jesteśmy wyjątkowi. Nie jest mi specjalnie trudno wyobrazić sobie Polaków, którzy pewnego dnia biorą w ręce kije bejsbolowe, butelki z benzyną".
Mnie też nie jest trudno wyobrazić sobie takich Polaków, kiedy wspominam zeszłoroczne listopadowe zamieszki w Warszawie. Kiedy widzę powykrzywiane jakąś genetyczną nienawiścią twarze miotające fucki i różańce na uczestników wszelkich Parad Równości albo innych pokojowych, kolorowych manifestacji.
Nie jest to tylko nasza przypadłość, oczywiście. Gdybym mieszkał we Francji, oceniałbym Francuzów. Ale mieszkam w Polsce i tu mnie uwiera najbardziej. Inna sprawa: w Yad Vashem najwięcej uhonorowanych Sprawiedliwych wśród Narodów Świata jest właśnie pochodzenia polskiego. O tym też trzeba pamiętać, bo stereotyp Polaka-antysemity jest tak samo szkodliwy, jak stereotyp przedwojennego Żyda-komunisty.
Ale nikt mi nie wmówi, że mowa nienawiści w przestrzeni publicznej nie narasta, kiedy narasta. Na razie może jest to margines. Ale w Grecji też to był margines. A teraz, według sondaży, neonazistowski Złoty Świt to trzecia siła w tym kraju. Powstaje pytanie, co dalej. U nas. Czekamy na jakieś wielkie pierdolnięcie?
Cała nadzieja w tym, że plakat reklamujący tegoroczny Marsz Niepodległości udowadnia, iż jego zwolennikom bliska jest też estetyka kampu.
logo